Defetyk Defetyk
47
BLOG

Iluzja 2 czyli recepta

Defetyk Defetyk Polityka Obserwuj notkę 4

Kilka dni temu w notce dałem upust swojej frustracji spowodowanej iluzją rzeczywistości, jaką tworzą w naszym kraju media. Wskazywałem, że w ostatnim czasie doszło do co najmniej istotnych wydarzeń politycznych, które w normalnie funkcjonującej demokracji powinny zmienić obraz sceny politycznej, natomiast u nas nie doprowadziły jednak nawet do znaczących zmian sondażowych. Diagnozowałem, że elementem szwankującym w naszym systemie demokratycznym są wiodące ośrodki kształtowania opinii publicznej – media znajdujące się w głównym nurcie, które często przemilczają, fałszywie interpretują lub bagatelizują ważne fakty. Twierdziłem, że istotnie wypacza to funkcjonowanie demokracji w Polsce. Wskazywałem też prawdopodobne przyczyny tego zjawiska.

Teraz pora pójść krok dalej i zaproponować środki zaradcze. Ich celem miałaby być próba przywrócenia choćby elementarnej rzetelności mediów w informowaniu opinii publicznej.
 
Zacznę od tego, że nie wierzę w bezstronne dziennikarstwo. Każdy człowiek, w tym również dziennikarz, ma swoje sympatie i antypatie polityczne i swój zespół poglądów, który wpływa na sposób oceniania i prezentowania przez niego faktów. Dzieje się tak bez względu na jego wolę. Bywają dziennikarze (i jest ich niestety całkiem sporo), którzy manipulują informacją w sposób świadomy. Tacy nie zasługują na zaszczytne miano dziennikarza. Bywają też dziennikarze, którzy starają się zachować bezstronność. Jednak ich poglądy zawsze mają wpływ na sposób prezentowania i opiniowania przez nich faktów. I nie ma w tym nic nagannego. Taka jest natura człowieka.
 
Skoro zatem nie ma bezstronnego dziennikarstwa, to kluczem do rzetelnego informowania powinno być umożliwienie odbiorcom zapoznanie się z różnymi punktami widzenia. Przy czym musi to być możliwość realna. W kraju formalnej wolności słowa, a takim (z mniejszymi, czy większymi zastrzeżeniami) niewątpliwie jest Polska, stale prezentowane są różne punkty widzenia. Jednak problem w tym, że dotarcie do informacji, czy interpretacji, które nie znalazły się w głównym nurcie, wymaga pewnego wysiłku. Byłoby naiwne oczekiwać takiego wysiłku od masowej publiczności. Ona zwykle poprzestaje na informacjach przekazywanych przez wiodące media. Na skutek tego decyzje wyborcze wpływające na los nas wszystkich podejmowane są głównie przez ludzi niedoinformowanych, a często manipulowanych. Trzeba zatem znaleźć sposób na dotarcie do masowej publiczności opinii i informacji, które pozostają poza głównym nurtem prezentowanym przez wiodące media.
 
Nie będzie chyba wielkim ryzykiem postawienie tezy, że na decyzje wyborcze największy wpływ mają media elektroniczne (telewizja i radio). Prasa wpływa na te decyzje jedynie w niewielkim stopniu – tylko o tyle, o ile zostanie przez media elektroniczne zacytowana. Tłumaczy to, dlaczego nadal mamy do czynienia z niedoinformowaniem masowej publiczności, mimo że sytuacja na rynku prasy nie jest wcale obecnie zła. W grupie najbardziej poczytnych tytułów są również obecne takie, które prezentują opinie i informacje przemilczane przez media głównego nurtu. Zasięg społecznego oddziaływania prasy jest jednak niewielki, podobnie zresztą jak internetu. Względnie dobre funkcjonowanie prasy nie wpływa w konsekwencji istotnie na świadomość wyborców manipulowanych przez media elektroniczne.
 
Wolny rynek również nie doprowadził dotąd do zróżnicowania się radia i telewizji. Wszystkie prywatne stacje o istotnym odbiorze społecznym pozostają w głównym nurcie przekazu. Co więcej, stacje te aktywnie i agresywnie zwalczają komunikaty, które się w tym głównym nurcie nie mieszczą. Stąd bardzo istotna jest rola mediów państwowych (zwanych niesłusznie publicznymi). W istniejącej w Polsce sytuacji państwowe media elektroniczne mogłyby się stać istotnym elementem porządku demokratycznego. Konieczne jest stworzenie im jednak odpowiednich warunków.
 
Do tej pory warunki takie nie powstały. Politycy najróżniejszych opcji przez 20 lat deklarowali i nadal deklarują stworzenie niezależnych mediów publicznych, co jest zadaniem niemożliwym do wykonania. Politycy doskonale o tym wiedzą, a ich deklaracje przykrywały i nadal przykrywają kolejne skoki na państwowe media i ich zawłaszczanie przez różne opcje polityczne. Stworzono różne dziwne instytucje w rodzaju KRRiT, które zaciemniają układ wpływów w mediach państwowych i umożliwiają sięgnięcie w nich po władzę przypadkowym, efemerycznym tworom i koalicjom. Skutecznie uniemożliwiało to dotąd i nadal uniemożliwia realizację podstawowego zadania tych mediów, jakim jest (powtórzę) prezentowanie masowej publiczności różnych punktów widzenia po to, żeby decyzje wyborcze podejmowane przez tę publiczność były bardziej świadome.
 
Uważam, że pora skończyć z fasadą, pustymi deklaracjami i zakulisowymi potyczkami. Moim zdaniem układ wpływów politycznych w państwowych mediach powinien być klarowny i powinien odzwierciedlać aktualny w danym momencie układ preferencji politycznych. Można to sobie wyobrazić następująco: publicystyka i informacja w programie pierwszym mogą być zarządzane przez osoby wskazane przez koalicję rządzącą, w programie drugim przez największa partię opozycyjną, a w programie trzecim przez pozostałe ugrupowania, które brały udział w ostatnich wyborach parlamentarnych. Podobnie podzielone powinny zostać wpływy w państwowych stacjach radiowych (z wyłączeniem jednak „dwójki” jako jedynego rzeczywiście publicznego medium w Polsce). Oczywiście system taki może funkcjonować jedynie w razie zapewnienia mediom państwowym stabilnego, niezależnego od rządu sposobu finansowania.

 

Nie wiem, czy realizacja powyższej propozycji przywróciłaby w Polsce choćby trochę równowagi w świecie idei. Wiem jednak, że kolejne reformowanie państwowych mediów pod hasłem ich „upubliczniania” nie wniesie żadnej nowej jakości. Warto byłoby więc spróbować czegoś nowego.

 

Defetyk
O mnie Defetyk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka