Nie przepadam za tematami rocznicowymi. Historia jest pasjonująca zawsze, a nie tylko raz do roku, gdy zgadzają się daty. Najbardziej pasjonująca jest gdy historycy odkryją lub napiszą coś ciekawego. Teraz takiej okazji nie było – notatki Anoszkina są znane od dawna. A jednak o Jaruzelskim postanowiłem napisać, bo to ciekawy przykład działania sprawiedliwości i nieuchronności kary.
Wiemy, że Jaruzelski domagał się pomocy Rosjan przy zdławieniu „Solidarności”. Rosjanie mu odmówili i kazali radzić sobie samemu. Nigdy się nie dowiemy, czy użyliby siły, gdyby Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego. Ich niechęć do interwencji w Polsce była wyraźna. Z drugiej jednak strony nie mogli w nieskończoność tolerować erozji systemu. Być może tylko wymieniliby Jaruzelskiego na kogoś innego. Nie było jednak takiej potrzeby, bo Jaruzelski był wystarczająco posłuszny.
Obrońcy Jaruzelskiego twierdzą, że jest on ok., bo pokojowo oddał władzę. Pamiętajmy jednak, jak to się odbyło. Rządy Jaruzelskiego pogłębiły załamanie gospodarcze. Dla koniecznych reform, nie było poparcia ani w społeczeństwie, ani nawet wewnątrz aparatu władzy. Za zgodą Moskwy Jaruzelski chciał zatem dokooptować do systemu mniej zajadłą część opozycji i w ten sposób uwiarygodnić reformy. Nie udało się. Na skutek zapaści ZSRR i niespodziewanie wysokiego poparcia dla „Solidarności” w Polsce władza wymknęła się Jaruzelskiemu z rąk. Komuniści byli jednak na tyle sprytni, że zapewnili sobie i swoim ludziom miękkie lądowanie. A przede wszystkim skutecznie zabezpieczyli się przed odpowiedzialnością za swoje zbrodnie.
Jaruzelski niestety nie zostanie już osądzony. Ale ten starzec u kresu życia ponosi już dotkliwą karę. Widzi, że z biegiem lat historia coraz surowiej go ocenia. Próbuje walczyć, miota się, wymachuje jakimiś papierami. Żałośnie powołuje się na jakieś publicystyczne opinie. Wie jednak, że zostało mu już bardzo mało czasu. Ma świadomość, że będzie zapamiętany jako jeden z największych zdrajców. I widać po nim, że to go bardzo boli.
Niestety ten rodzaj kary nie jest równie skuteczny we wszystkich przypadkach. Na przykład Kiszczak, czy Urban mają chyba głęboko gdzieś, jak zostaną zapamiętani. A mi pozostaje bezsilna wściekłość, gdy – tak jak w ostatnią sobotę – widzę w telewizji Urbana, hołubionego i tytułowanego przez dziennikarza „panem ministrem”.
***
Ale o Piesiewiczu nie napiszę! Sprawa jest tak nieistotna, że szkoda byłoby zaśmiecać drogocenne bity bezużyteczną frazą.



Komentarze
Pokaż komentarze