Obezwładniająca jest naiwność niektórych z ludzi mediów, polityków i szarych obwateli. Często można usłyszeć: "po co nam kolejne śledztwo?", "dlaczego dalej mamy to rozstrząsać", "przecież MAK wyjaśnił wszystkie przyczyny", "dlaczego mielibyśmy nie uwierzyć w wyniki śledztwa rosyjskiego?".
Dlaczego nie wierzymy Rosji? Grad kpin postepowych euro-polaków sypie się na paskudnych ksenofobów, zacofańców wszędzie upatrujących się spisku. Kpi się z ludzi, ośmielających się zadawać pytania, dopominać się prawdy. Każdy nie usatysfakcjonowany raportem strony rosyjskiej jest podejrzliwym oszołomem, wykorzystującym katastrofę w celu uzasadnienia swoich poglądów.
Dla wielu szokiem może okazać się wiadomość, że Moskwie nie wolno ufać. W żadnym wypadku. Rosji ciągle trzeba patrzeć na ręce. Przyjazne stosunki z nią to fikcja. To gra- Rosja nie zatraciła swoich zapędów mocarstwowych, ciągle walczy o zwiekszenie wpływów i stosuje często niemoralne metody. Wcale nie zmieniła się po 26 grudnia 1991r.- jedynie przepoczwarzyła, unowocześniła w celu dotrzymania kroku powszechnie panującym zwyczajom pseudodemokracji. System nie upadł.
Impulsem do popełnienia tego tekstu była wiadomość o oświadczeniu Amnety International o procesie Michaiła Chodorkowskiego i Płatona Lebiediewa. Oto jak prowadzone było dochodzenie:
"Sąd Miejski w Moskwie nie ustosunkował się do żadnego z całej serii nadużyć proceduralnych, których dopuściły się władze w trakcie dochodzenia przeciw Chodorkowskiemu i jego partnerowi.
Wśród tych nadużyć jest m.in. zastraszanie świadków i prawników reprezentujących oskarżonych, niedopuszczenie dowodów przemawiających na ich korzyść, uniemożliwienie obrońcom przepytania niektórych świadków.
"Abstrahując od słuszności bądź niesłuszności oryginalnego wyroku skazującego (z 2005 r.), nie może być żadnej wątpliwości co do tego, że ich ponowny proces był głęboko wadliwy i umotywowany politycznie" - oświadczyła Nicola Duckworth, dyrektor Amnesty International na Europę i Azję Środkową.
"Przez kilka lat obaj mężczyźni byli zakładnikami sądowego młyna, który kieruje się względami politycznymi, a nie prawnymi. Wtorkowe orzeczenie świadczy o tym, że sądy niższej instancji są niezdolne lub niechętne do tego, by sprawiedliwie osądzić sprawy trafiające na ich wokandę" - dodała.
"Fakt, że sąd odwoławczy nie odniósł się do podstawowych naruszeń drugiego postępowania sądowego, oraz okoliczność, że Chodorkowski i Lebiediew odsiedzieli już 8 lat w więzieniu, skazani na podstawie bardzo zbliżonych zarzutów, prowadzi do wniosku, że o ich skazanie zabiegano ze względów politycznych, wyłącznie dlatego, że są, kim są" - podsumowała Duckworth."
To nie jedyny taki przypadek, tego jest więcej. Śledztwa w ten sposób prowadzone są na Kremlu na porządku dziennym. Ciągle słyszy się o zabójstwach politycznych, morderstwach dziennikarzy. Rosja pod płaszczem wprowadzanej ciągle demokracji kryje swoje prawdziwe oblicze. I wcale nie zamierza go zmieniać.
Zaskakujące jest to, że tak niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Jak inaczej wytłumaczyć dziecięcą wiarę w rzetelność śledztwa smoleńskiego?
Co powiedzieć o człowieku, który mając świadomość o stanie demokracji rosyjskiej, o wszystkich szemranych sprawach, procesach, zabójstwach, potrafi uwierzyć w zapewnienia urzędników rosyjskich (a nawet polskich) o prawidłowości dochodzenia ws. katastrofy smoleńskiej? Szczytem naiwności sądzić jest, że Rosja kieruje się dojściem do prawdy, nie umotywowanej pobudkami politycznymi tylko w sprawie wypadku polskiego samolotu na jej ziemiach, podczas gdy każda inna sprawa w państwie załatwiana jest analogicznie do spraw z czasów ZSRR.
Trudno wierzyć, że Rosjanie tylko dla nas robią wyjątek i prowadzą sprawę smoleńską w sposób solenny i uczciwy.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)