21 obserwujących
362 notki
229k odsłon
  2335   0

PiS nie musi przegrać, ulica nie musi wygrać. Czy idzie odczytać protesty?

Wczorajsze protesty na ulicach polskich miast pokazały, że formuła strajków ws. aborcyjnego orzeczenia TK złapała zadyszkę. Przyczyn możemy szukać w kilku miejscach. Od zwiększenia represji przez aparat władzy – działania MEN i kuratorów oświaty, którzy wzięli się za pacyfikowanie uczniów, studentów, nauczycieli i wykładowców; przez nacisk na służby mundurowe – zwiększenie nacisków na komendy wojewódzkie, co przejawia się mocniejszymi kontrolami mniejszych grup protestujących, a nawet bezzasadnymi zatrzymaniami (patrz – zatrzymanie działaczy Inicjatywy Pracowniczej); po otwartą wrogość i ataki skrajnie prawicowych bojówek na protestujące kobiety w kolejnych polskich miastach. Kolejną opcją jest też kwestia pandemii i związane z nim wykluczenie społeczne – od otwarcia szkół we wrześniu notujemy coraz większą liczbę osób zakażonych korona wirusem. Przekłada się to na coraz większą liczbę osób poddanych kwarantannie i/lub hospitalizowanych. Naiwnym byłoby myśleć, że protestujący na ulicy są na COVID-19 całkowicie odporni.

Całkowicie nietrafioną opinią jest jednak, że masowe protesty na polskich ulicach całkowicie zmienią skalę zachorowalności na Wirusa. Oczywiście, jeżeli władza nie pomoże statystyce – a może to zrobić. Największy wpływ na wzrost liczby zakażeń w większej mierze miało ponowne otwarcie szkół w standardowym trybie i wejście w jesienny okres spadku odporności u wielu osób, a nie spotykanie się potencjalnie i tak już zarażonych osób na ulicach miast. Jeżeli TVPiS twierdzi inaczej, to standardowo po prostu taki był partyjny przykaz propagandowy. Naprawdę, od końca wakacji w Polsce miało miejsce o wiele, wiele więcej innych ważniejszych zdarzeń, które wpłynęły na rozwój sytuacji w kraju. Przypomnę także, że ostatnie protesty to również był efekt działań rządów Zjednoczonej Prawicy, a nie wymysł wymyślonego wroga pokroju Goldsteina, z orwellowskiego Roku 1984. Napiszę otwarcie – równie duże znaczenie na rozprzestrzenianie się korona wirusa w społeczeństwie mają otwarte w niedzielę kościoły, czy sklepy, na co dzień, jak spotkania w celach protestu. Nawoływanie Zjednoczonej Prawicy do piętnowania tylko jednego powodu zdają się zakrawać na śmieszność, a pohukiwania z ambony partyjnych cele brytów powodu mocno negatywny społecznie odbiór koalicji rządzącej. I efekt tej agitacji wychodzi w sondażach, w których PiS z przystawkami traci.

Jeżeli ktokolwiek w rządzie i na jego zapleczu myślał, że ciągłe szczucie i pełna realizacja prawicowo-kościelnego programu politycznego będzie zawsze przyjmowana z uśmiechem na twarzy i bez żadnego sprzeciwu, to w ostatnich dniach musiał przeżyć mocne zderzenie ze ścianą. Owszem, po dekadach ciągłych wyrzeczeń, ciągłego budowania taniego państwa na dorobku racjonalizacja systemu programów socjalnych i przekazanie w końcu części transferów budżetowych z prywatnych i biznesowych kieszeni, do kieszeni podatników, musiało powodować falę politycznego wzniesienia. Tylko tak, jak ludzie mogli pozytywnie odbierać takie programy jak 500+, „darmowe szkolne podręczniki”, czy wyprawki do szkół, tak niekoniecznie ortodoksyjnie katolicka retoryka musiała być równie mile widziana. Polityczne protesty ostatnich dni dobrze wręcz pokazały, że środowisko nieradzące sobie z rozliczaniem afer pedofilskich i życia zgodnie z głoszonymi teza, nie jest mile widziane w każdym zakątku życia. Uśmiechy Zjednoczonej Prawicy do instytucji, o której nie wolno mówić, że jest finansowana przez Kreml musiały się w końcu źle dla obozu władzy skończyć. Na szczęście i nieszczęście stało się to teraz – po maratonie wyborczym, w trudnym okresie epidemicznym.

Trudna sytuacja z COVID-19 nie powstrzymała jednak setek tysięcy ludzi w całym kraju, by zaprotestować przeciwko orzeczeniu nielegalnie powołanego i nielegalnie orzekającego TK z panią Przyłębską na czele. Nie bez powodu przez dekady mówiło się, że obowiązujące w Polsce prawo dot. aborcji to „kompromis”. Teraz go złamano i nie ważne jak bardzo Prezydent Duda będzie zakłamywał rzeczywistość nazywaniem projektu swojej ustawy w tej sprawie, kompromisu już nie będzie. Wyważono drzwi, pocięto je w drobny mak i już takich samych ani podobnych się nie wstawi.

Jednak, co gorsze dla Polek, bieżąca sytuacja wcale nie musi oznaczać, że PiS nagle się rozpadnie i będą rozpisane nowe wybory, które obóz Kaczyńskiego przegra. Utworzenie przez OSK Rady Konsultacyjnej i tworzenie przez liberalne media z Marty Lempart drugiego Wałęsy może sprawie mocno zaszkodzić i zniechęcić ulicę do popierania jakiegokolwiek ruchu, który będzie uważał się za siłę przewodnią protestów. Skład powołanej Rady Konsultacyjnej w wielu miejscach budzi opór. Oto w składzie organu, który ma „reprezentować” interesy ulicy, bez pytania jej o zgodę znalazło się eksperckie grono złożone z… osób reprezentujących środowisko „starych dziadów”, przeciwko którym się protestuje. Bo nie będą mówić przecież kobietom „stare dziady” jak mamy żyć, rodzić i myśleć. Niestety, środowisko związane z Martą Lempart uznało, że wie lepiej. Niby została pozostawiona otwarta furtka dla środowiska, niemniej jednak zabrakło w pierwszej kolejności zaprezentowania środowiska, które jest najbardziej sfrustrowane orzeczeniem Trybunału Inkwizycyjnego, a nie sfrustrowanego tym, kto akurat jest obecnie u władzy. Na uwagę zasługuje również środowisko PO, które zaczyna już, jako kolejne, za ulicę, określać, na czym tak naprawdę protestującym zależy. Ustami Pana Budki czy Pani Kidawy-Błońskiej dowiadujemy się, że jedyne, o co to chodzi to tylko i wyłącznie sprzeciw wobec PiS, co moim zdaniem jest zbyt mocnym uproszczeniem i uogólnieniem.

Tak, masa ludzi nie zgadza się z rządową polityką walki z epidemią COVID-19. Bezsensowne decyzje, bierność w okresie letnim, brak zaufania do rządu i jego zapewnień to jedna rzecz. Gdyby jednak chodziło tylko i wyłącznie o to, to protesty o takiej skali wybuchłyby już dawno. Nie wybuchły, bo do tej pory ludzie nie byli tak zmęczeni sytuacją, nie mieli tak niskiego zaufania do rządu, ale przede wszystkim rząd nie przegiął w tak ostry sposób. Kwestia aborcji przelała czarę goryczy i wkurzyła nie tyle już wkurzony i oburzony elektorat partii dotychczas opozycyjnych, ale wkurzyła także elektorat Zjednoczonej Prawicy. Wizualizacją tego są protesty wykraczające daleko poza stolicę i większe miasta, a organizowane przecież także w małych powiatowych i gminnych miastach.

Wchodzenie z religią pod kołdrę spotkało się ze sprzeciwem także tej umiarkowanej i konserwatywnej części polskiego społeczeństwa, które dodatkowo było zmęczone tym, co od prawie początku roku miało miejsce w Polsce. W tej sytuacji złą nowiną dla opozycji jest to, że działania osób dość konfliktowych i o niejednoznacznej opinii jak Marta Lempart i stworzonej przy jej udziale Rady Konsultacyjnej mogą nie pomóc obalić PiSu, a wręcz przeciwnie – utrzymać go przy władzy. Tłumaczy to także sondażowy wzrost poparcia dla Szymona Hołowni, który idzie nie tylko w kontrze do PiS, ale jednocześnie nie przekłada się na powrót do starego porządku sprzed rządów Zjednoczonej Prawicy. Opozycja nie odrabia zadania domowego i kolejnej lekcji. Niech się nie dziwi więc, że przy najbliższej okazji znowu może być źle oceniona.

To samo tyczy się także PiS – przemówienie Kaczyńskiego, szczucie na różne grupy społeczne, skupianie się wojnie o wiarę i tradycję nie pomoże utrzymać władzy. Nazywanie wszystkiego komuną i szukanie w każdym miejscu marksizmu również nie jest najlepszym tokiem myślowym.


Lubię to! Skomentuj83 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo