Mniej więcej pół wieku temu Andrzej Rosiewicz brawurowo wykonał piosenkę o "chłopcach radarowcach". Ostatecznie okazało się, że mimo znanej scenografii - byli to przebierańcy. Być może ta satyryczna piosenka stała się mottem kolejnego filmu grozy, kiedy to kierownik zorganizowanej grupy przestępczej dla niepoznaki szusował na nartach w odległym kraju, a chłopcy pruli kasy i brali wszystko "jak leci"...

Wszystko byłoby normalne, gdyby rzeczywiście było to "kino akcji" w amerykańskim stylu. Jednak nie jest to do końca prawda. I tutaj warto zastanowić się, w jaki sposób przekonano prezydenta, imiennika w końcu szefa gangu "Olsena" do zaproszenia urzędującego prezydenta państwa, by ten wziął udział w uroczystej gali.
Ktoś też musiał szczegółowo poinformować, w których dniach nie będzie osób uprawnionych do wydania, by nie otrzymać odmowy wydania trefnych dokumentów. No i udało się. A dzięki wielu przypadkowym przechodniom możemy podziwiać na nawet najmniejszym ekranie sceny zajęcia rządowego budynku, wejścia specjalistów z palnikami i wiertarkami oraz czyszczenia wszystkich szaf sejfowych - "jak leci"...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)