Dzisiejszy Puls Biznesu przytacza za Dziennikiem opinie „dwóch dyrektorów z dużych międzynarodowych banków” na propozycje polityków przyjrzenia się umowom na opcje:
„- To największy nonsens, o jakim słyszałem. Takie wypowiedzi mogą doprowadzić do sytuacji, w której euro będzie warte 8 albo nawet 10 zł. Na szczęście rząd nie wydaje się jednomyślny w tej sprawie - powiedział Dziennikowi jeden z bankierów.
Drugi liczy, "że wygra zdrowy rozsądek i prawo".
- Bo jeśli nie, to wieszczę, że euro przebije barierę 10 zł, a z tego kraju niewiele pozostanie - powiedział.
Rozmówcy gazety uważają, że to sami biznesmeni wpędzili się w kłopoty. Przez ostatnie lata nauczyli się traktować opcje jak grę w kasynie, w którym zawsze się wygrywa. „
(http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=7a4f28c2-adad-4d00-9573-0975bdcc4cab)
Opcje są instrumentem pochodnym, który powoduje umacnianie się trendu instrumentu podstawowego, na którym bazują. Jeśli złoty zbytnio umacnia się to realizacji opcji powoduje wzmożenie tego umacniania. Obserwowaliśmy to na początku lata ubiegłego roku. I odwrotnie, jeśli złoty ulega osłabieniu na rynku podstawowym to rynek pochodnych potęguje owo osłabienie. Na te naturalne mechanizmy nakłada się oczywiście działalność spekulacyjna dużych instytucji finansowych, których potężne transakcje mogą wpływać na kursy podstawowe. Dzięki mechanizmowi dźwigni instytucje te czerpią z rynku wielokrotnie wyższe zyski w porównaniu z „kosztami” sprzedaży złotówki po niekorzystnym kursie. Ostatnio chlapnął niechcący o tym Goldman Sachs, ale na co dzień taka szczerość nie zdarza się.
Umowy opcyjne, które zawierane były ze złamaniem zasady rzetelności (jest taka zasada w polskim prawie i nie tylko w polskim!) powinny być unieważnione! W obecnych warunkach unieważnienie takich opcji spowodowałoby zmniejszenie presji na osłabienie złotówki. Czyli efekt byłby odwrotny do tego czym straszą anonimowi bankowcy, rozmówcy Dziennika. Czyżby dość elementarna wiedza była im obca? Trudno uwierzyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)