Wpadłem na prosty i genialny pomysł, jak wytłumaczyć klarownie to, czego nie udało mi się wytłumaczyć naszym biurokratom, mimo, że tłumaczyłem im to tutaj tyle razy na różne sposoby (możliwe, że byłem zbyt dowcipny - ktoś niedawno zwrócił mi uwagę, że okraszanie zajęć poczuciem humoru nie zawsze zwiększa koncentrację słuchaczy z innych dyscyplin niż matematyka czy informatyka)... tak czy siak nie wytłumaczyłem dobrze (uwaga, nie chodzi o przetłumaczenie, ale o wytłumaczenie - tłumaczenie w innym znaczeniu!), a oni pewnie nadal nie rozumieją, dlaczego TK odrzucił ich absurdalne pomysły "transkrypcyjne". To zresztą nawet mnie nie dziwi, gdyż nasi rządzący biurokraci są tak rozpolitykowani, że nawet matematyki nie odróżniają od polityki - wskazać im błąd w obliczeniach, to może tylko kolega partyjny, bo kolega z innej partii tylko potrafi atakować z przyczyn politycznych. To samo mają z Nawrockim - po prostu nie wierzą w błędy, jeżeli Nawrocki pokazuje je palcem.
Ale mój pomysł jest tak genialny, że nie można mu zaprzeczyć (zrezygnuję nawet z okraszania wykładu dowcipami). Natchnęły mnie różne znaczenia słów "transkrypcja" i "tłumaczenie". Mój pomysł polega na wybraniu takich znaczeń, które będą idealnie obrazować to, czego (jaśnie) państwo nie chce zrozumieć. Różnica między znaczeniami jest w tym moim wyborze tak drastyczna... Porównajmy je po prostu:
"Tłumaczenie" - przekształcenie tekstu (napisanego) w jednym języku na tekst (napisany) w drugim języku, z zachowaniem sensu przetłumaczonych treści. Przykład: "I write" > "Piszę".
"Transkrypcja" - zapisanie mowy jednego języka za pomocą liter drugiego języka w taki sposób, aby odczytanie tego zapisu w tym drugim języku brzmiało tak, jak mowa w pierwszym języku. Przykład: "I write" > "Aj rajt".
Prawda, że genialne? Jeżeli chcemy zarejestrować jakiś dokument napisany w języku obcym w polskim urzędzie, aby polscy urzędnicy mogli się nim posługiwać, to słowa niemające dobrego tłumaczenia na język polski powinny być przetranskrybowane wiernie, aby brzmiały tak, jak w tej obcej mowie. Podam przykład z hiszpańskiego. Oto nazwa (przykładowego) związku po hiszpańsku:
„Matrimonio entre personas del mismo sexo”.
Nie da się tego sensownie przetłumaczyć na język polski, ale prawo jest prawem - jakoś musimy zarejestrować coś takiego w naszym urzędzie. Czy musimy czekać, aż nasi językoprawodawcy wymyślą jakieś polskie słowo, które mogłoby posłużyć do przetłumaczenia słowa "matrimonio"? Przez lata debatowano nad terminem "związek partnerski", ale okazało się to ślepą uliczką (to po prostu był zły pomysł). Czy musimy czekać latami na jakieś inne propozycje? (Nawiasem mówiąc mam kilka propozycji, np. "umowa uroczysta", ale to temat na osobną notkę). Nie musimy czekać - możemy od razu przetranskrybować dokument, jak nakazuje nam prawo. Nie umiemy przetłumaczyć go w bezpośredni sposób, więc zróbmy to za pomocą transkrypcji:
"Matrimonjo między osobami tej samej płci".
Tytuły urzędowe takich dokumentów (w języku polskim):
"Akt matrimonjo".
"Odpis skrócony aktu matrimonjo".
"Odpis zupełny aktu matrimonjo".
Jeżeli chcemy przetłumaczyć "los contrayentes", nie musimy używać transkrypcji - piszemy po prostu "strony", bo to jest poprawne tłumaczenie - nasze prawo nie pozwala użyć słowa "małżonkowie" w tym przypadku.
Używając metody transkrypcji można przepisać treść dokumentu z dowolnego języka na język polski bez popadania w konflikt z polskim prawem czy polskim językiem. Dlatego słowo "transkrypcja" jest lepszą nazwą dokumentu niż słowo "tłumaczenie". "Transkrypcja" w znaczeniu nazwy dokumentu tym się różni od "tłumaczenia", że nie wszystkie słowa zawarte w takiej transkrypcji są przetłumaczone na język polski - niektóre słowa są tylko przetranskrybowane na polski.
Zauważcie, że takie podejście pozwala rozwiązać od ręki wszystkie problemy związane z tworzeniem dokumentów urzędowych typu transkrypcja, gdyż w razie wątpliwości nie trzeba kombinować, konsultować... - wystarczy użyć transkrypcji fonetycznej. Słowo otrzymane w wyniku takiej transkrypcji jest w języku polskim neologizmem, a więc nie może wywoływać w Polsce żadnych skutków ani kontrowersji prawnych... dopóki prawodawcy nie wprowadzą nowych praw dotyczących tego słowa.
Wyobraźcie sobie, co zrobiłby TK, gdyby ktoś przysłał mu zapytanie: Czy rejestracja w USC dokumentu pod tytułem "Odpis zupełny aktu matrimonjo" jest sprzeczna z Konstytucją? Odpowiedź na to pytanie wydaje się zagadką zbyt łatwą, ale tyle jest kontrowersji wokół transkrypcji, że chyba się nie obrazicie... Co zrobiłby TK waszym zdaniem? Poprawnych odpowiedzi jest wiele, więc bez obaw!


Komentarze
Pokaż komentarze