Miałem wiele pomysłów na wstęp... zacząć od nawiązania do słabego rozumienia patriotyzmu wśród uczestników salonowych dyskusji... a może od etymologii (od ojca i jego włości - ojcowizny)... a może od różnych definicji (postawa, miłość czy działanie)... a może od gestaltu (granice z innymi podobnymi pojęciami o innych odcieniach)... I nagle przypomniał mi się Bartoszewski - facet, który pokazał, że w tym temacie był najbardziej kompetentny. Przypomnienie o mistrzu będzie najlepszym wstępem.
Bartoszewski był w charakterystyczny patriotyczny sposób nieobiektywny - wierzył, że prawie wszyscy Polacy w II RP byli patriotami i wywodził to przekonanie z rzadkości używania tego słowa - nie mówi się o tym, co oczywiste. Pytania o patriotyzm były wtedy obelgą - za samo pytanie od razu dostawało się fangę w nos i nikt nie wątpił w słuszność takiej reakcji. Kto mówił o patriotyzmie, uchodził za hipokrytę i profanatora zgodnie z zasadą: "nie wymawiaj tego słowa nadaremno". To jest fajna cecha prawdziwego patrioty - ta wiara w powszechność patriotyzmu, jako naturalnej cechy przyrodzonej każdego członka narodu. Bartoszewski nie wątpił też, że można się zakochać w nowej ojczyźnie, nawet jeśli nie jest się członkiem żadnego tubylczego etnosu. Trudno sobie wyobrazić, że można nie być patriotą, prawda?
A teraz poważnie (bo czasami sobie żartujemy). Do napisania tej notki natchnęło mnie to, co przypomniałem sobie z historii Holandii podczas pisania swoje poprzedniej notki, więc zacznę swoje wywody od środka, czyli od narodzin współczesnego rozumienia patriotyzmu. Przed wynalezieniem wolnego przemysł patriotyzm był postawą, miłością lub działaniem (w zależności od definicji "patriotyzmu") dla pana ze strony niewolnika lub sługi. Kiedy Holendrzy wprowadzili u siebie prawa chroniące wolny przemysł (wolność i równość), okazało się, że kształtują one coś zupełnie odwrotnego - wdzięczność, miłość i troskę dla ludu ze strony urzędników i żołnierzy. Wszyscy byli zaskoczeni, z jaką gorliwością i miłością przyjezdni robotnicy pracowali na rzecz zwycięstwa Holendrów ze znienawidzonymi Hiszpanami. Wyjaśnieniem jest, że ci robotnicy nigdy wcześniej nie widzieli takiego bogactwa, jakie sami tak szybko zarobili, więc poczuli wdzięczność i pokochali system, który pozwolił im się tak wzbogacić.
Żołnierze holenderscy wiedzieli i czuli, że mają za kogo walczyć - że gdzieś tam w miastach, w warsztatach ludzie pracowali nawet 16 godzin dziennie, aby dostarczyć im żywność, ubrania, amunicję, karabiny i armaty. Tak narodził się nowy patriotyzm - miłość robotnika do obrońcy - do żołnierza, a nie do pana, miłość żołnierza do karmiciela (a nie do pana). Miłość do narodu, który zbudował nowy wolny i sprawiedliwy świat dla wszystkich. Każdy biedny chłop czy niewolnik mógł przyjechać do Holandii, dostać pracę i skuteczną ochronę prawną... i szybko zarobić tyle, żeby stać się bogaczem (i samemu otworzyć swój warsztat i zatrudnić pracowników). Bogactwo Holandii rosło, wysokość płac rosła ponieważ wciąż brakowało Holendrom rąk do pracy, gdyż walczyli niemal z całym światem i potrzebowali ogromnych ilości okrętów, armat i karabinów. Nigdy wcześnie ani nigdy potem spirala patriotyzmu nie osiągnęła takich szczytów... i narodził się etos, który przetrwał i do dzisiaj jest fundamentem patriotyzmu: Miłość żołnierza i urzędnika do narodu, który go karmi; miłość narodu do urzędników i policjantów, którzy pilnują, żeby ludzie byli bezpieczni i żeby pracownicy dobrze zarabiali; no i fundament patriotyzmu - uczciwość (zero łapówek, żadnego uchylania się od podatków).
Jak mówi fizyka, wszystko się z czasem psuje. W czasach imperium Holendrzy handlowali niewolnikami, ale robili to patriotycznie. Na terenie Holandii (prowincji pod władzą Holandii, a nie tylko prowincji o nazwie Holandia) prawo pilnowało, aby każdy był wolnym człowiekiem, niezależnie od pochodzenia. Ale poza Holandią niewolnictwo było dla Holendrów źródłem zysków. Ocieramy się w tym miejscu o granicę między patriotyzmem, a nacjonalizmem. Ale notka jest o patriotyzmie, więc nie będę za bardzo zbliżać się do jego pejoratywnych odcieni...
Skupmy się więc na wewnętrznych ideach patriotyzmu: poświęceniu, uczciwości, miłości i wdzięczności. Policjant i urzędnik kocha podatnika i jest mu wdzięczny za utrzymanie, podatnik uczciwie płaci podatki, aby urzędnicy i policjanci dużo zarabiali, a i ci z wdzięczności nie biorą łapówek i poświęcają się dla bezpieczeństwa podatników.
Zewnętrznie patriotyzm jest łatwiejszy do zrozumienia, gdyż wiąże się z tradycyjnymi zasadami gościnności przeniesionymi na całe miasto a nawet państwo. Jedyną trudnością jest zrozumienie różnicy między patriotyzmem podatników, a patriotyzmem obrońców; między pracownikami, a żołnierzami. Poświęcenie polega na tym, że żołnierze walczą z najeźdźcami, a podatnicy w czasie wojny pracują więcej niż w czasie pokoju i płacą chętnie wyższe podatki na cele wojenne (a pracodawcy zadowalają się mniejszymi zyskami). Pracownicy (ci dobrzy) nie porzucają pracy, aby iść na wojnę, bo to osłabia ojczyznę.
Patriotyzm w stanie pokoju jest trudniejszy, gdyż górę biorą uczucia, których Bartoszewski nie dostrzegał - pojawiają się wątpliwości, czy w czasie pokoju żołnierze i urzędnicy naprawdę zasługują na tak wysokie wynagrodzenia... a może są tylko darmozjadami? Czy policjanci bronią nas przed przestępcami, czy chronią mafię i ścigają nas za to, że bronimy swojej wolności? Jeżeli podejrzewamy, że urzędnicy i policjanci biorą łapówki, to naturalnie staramy się unikać płacenia podatków. Wtedy patriotyzm umiera i wtedy politycy i urzędnicy zaczynają coraz więcej mówić o patriotyzmie, pokazując w ten sposób, że są przeciwieństwem patriotów. Nie można być patriotą, jeśli się popiera partię, która toleruje korupcję, można co najwyżej udawać patriotę.
Podsumujmy: Fundamentem patriotyzmu jest uczciwość - dotyczy ona każdego: żołnierza, urzędnika, pracownika i pracodawcy.
Trzy filary: wolność, poświęcenie i wdzięczność. Wolność pozwala bogacić się pracownikom dzięki pracy, więc kraj staje się silny. Poświęcenie skutkuje lepszym spełnianiem obowiązków przez żołnierzy, urzędników i pracodawców. Wdzięczność czują pracownicy za to, że dużo zarabiają i za to, że ich pieniądze są bezpieczne przed złodziejami i oszustami. Wdzięczność czują żołnierze, urzędnicy i pracodawcy za to, że pracownicy dzielą się z nimi (w postaci podatku i zysku) zarobionymi pieniędzmi.
Na tych trzech filarach wznosi się gmach miłości zwanej patriotyzmem. To specyficzna miłość, bo ma specyficzny fundament - pamiętacie? Kochamy tylko uczciwych. Nie kochamy całego narodu, tylko tę jego uczciwą część. Miłość do ojczyzny jest więc miłością do uczciwej części narodu.
Ubocznym skutkiem tych rozważań jest fajna definicja słowa "ojczyzna" rozumianego z pozycji patriotyzmu. "Ojczyzna" w tej definicji, to o prostu "uczciwa większość narodu" (bo ludzi dobrej woli jest więcej).
Na zakończenie drobne uproszczenie dla tych, którzy nie są pewni, czy dostrzegli sedno tych wywodów. Jeżeli mamy ludzi uczciwych i poczują oni wolność, to zaczynają ciężko pracować i szybko się bogacić (dla dobra ojczyzny) i cały naród szybko staje się bogaty i potężny. To jest to, co 500 lat temu wymyślili Holendrzy - dali ludziom wolność i bezpieczeństwo od przestępców, nieuczciwych pracodawców i panów, od których uciekli. A wolni ludzie skorzystali z tej wolności i zarobili mnóstwo pieniędzy. Świętość bezstronnej, sprawiedliwej umowy o pracę - oto, w uproszczeniu, idea źródłowa prawdziwego patriotyzmu.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)