Zacznę do najdrastyczniejszej sprzeczności z ideą fundamentalną, pięknie opisaną w Preambule. Jak już pewnie zauważyliście (lub przeczytaliście w innym miejscu to moje spostrzeżenie), że Preambuła zredagowana jest starannie (ale nie bardzo). Jakby pisał ją ktoś zupełnie inny, niż niechlujnie napisane rozdziały. Sprzeczności, które opiszę, pokażą, że autor Preambuły miał też inny pomysł na Konstytucję, ale w pisaniu rozdziałów z jakiegoś powodu nie uczestniczył (może się zmęczył, albo ocenili, że jest zbyt dobry i nie pozwoli im przemycić złych zapisów). A teraz przejdźmy do kluczowej idei konstytucji - opisanej tak pięknie, że każda konstytucja w cywilizowanym świecie mogłaby mieć taką definicję słowa "konstytucja":
"... ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej
jako prawa podstawowe dla państwa
oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości,
współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.
Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali,
wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności
i obowiązku solidarności z innymi...".
Dla tych, którzy tak skomplikowanych zdań nie trawią (wolą prosty "ludzki" język, wyłowię esencję definiującą pojęcie "konstytucji" w pierwszym zacytowanym powyżej zdaniu:
1. Konstytucja to prawa podstawowe dla państwa, w rozumieniu aparatu państwowego - nie chodzi o prawa dla jaśnie państwa, ale o przepisy prawa dla urzędników.
2. Aparat państwowy ma szanować wolność i sprawiedliwość.
3. Urzędnicy mają obowiązek współpracować, prowadzić dialog społeczny, umacniać uprawnienia obywateli i ich wspólnot.
Skupmy się najpierw na tych trzech filarach: przepisy dla urzędników, szanujące wolność i sprawiedliwość, umacniając uprawnienia obywateli. Czy w tak zdefiniowanej Konstytucji mieszczą się obowiązki dla obywateli? Niczego takiego nie widać.
Drugie zdanie w powyższym cytacie nie jest już częścią definicji - jest wezwaniem. Wezwanie jest czymś więcej niż prośbą, ale czymś mniej niż nakaz. Można żartobliwie powiedzieć, że to wezwanie jest wyzwaniem dla urzędników - "jeżeli wam się uda, to dbajcie o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności". Autor Preambuły doskonale rozumiał, że nie można żądać od urzędników rzeczy tak trudnej, można co najwyżej żądać, aby się starali.
Pomińmy na razie pytanie, czy autorowi Preambuły chodziło o "dbanie o zachowanie obowiązku solidarności", czy o "prawo do obowiązku solidarności". To pytanie wkracza na teren filozofii (etyki i prawa) i dotyczy podmiotowości prawnej - kim jest podmiot prawa i czym jest podmiot obowiązku. Zagadnienie to najwyraźniej przerosło autora preambuły, ale nie musimy wnikać we wszystko. Na razie wystarczy nam intuicyjne rozumienie "obowiązku solidarności z innymi" To słowo pojawia się raz jeszcze w definicji ustroju RP - Art 20:
"społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju".
Z preambuły wynika jasno, że solidarność z innymi różni się od lojalności, braterstwa i podobnych idei tym właśnie, że solidaryzujemy się z innymi, a nie ze swoimi. Połączenie własności prywatnej z solidarnością doskonale obrazuje tę cechę solidarności - bez własności prywatnej nie ma solidarności, bo pracownicy państwowi nie są innymi w tym samym państwie. Solidarność to obowiązek pomagania innym - pracownikom innego biznesmena.
Pewnie już rozumiecie,, do czego zmierzam. Konstytucja jest napisana dla aparatu państwowego, nakazuje władzom strzec wolności, sprawiedliwości, uprawnień obywateli, w tym obowiązku solidarności z innymi. Co w takim razie robi w Konstytucji coś takiego?
Art. 83. Każdy ma obowiązek przestrzegania prawa Rzeczypospolitej Polskiej.
To kompletne niezrozumienie idei konstytucji. Prawda jest taka, że tylko funkcjonariusze państwa mają obowiązek przestrzegania prawa. Z Preambuły wynika tylko jedno: Nikomu nie wolno łamać wolności i uprawnień obywateli. Mówiąc prosto po ludzku - uprawnienia obywateli są do korzystania, a nie do przestrzegania. Obywatele nie maja obowiązku korzystania z praw ani ich "przestrzegania" - po prostu nie wolno nikomu odbierać obywatelom uprawnień ani wolności .
Przepisy napisane dla urzędników nie mogą być rozszerzane na życie prywatne obywateli w postaci obowiązku przestrzegania. To fundamentalna różnica między urzędnikiem a obywatelem. Obywatel ma wiedzieć, czego robić mu nie wolno. Urzędnik ma dodatkowo wiedzieć, co wolno mu robić i jak ma to robić. Obywatel może więc robić co chce, poza tym czego nie wolno. Urzędnik może robić (w pracy) tylko to, co opisuje prawo. Przestrzeganie prawa jest dla urzędników (w godzinach pracy). Dla zwykłych obywateli (także) urzędników po pracy) jest korzystanie z uprawnień.
Ponieważ nie jestem prawnikiem, nie mam kompetencji przedstawiania swoich sformułowań, jako propozycji do bezpośredniego użycia. To co teraz zaproponuję, to tylko rodzaj inspiracji dla prawników, którzy nie rozumieją błędu w art.83: Moim zdaniem artykuł ten jest zbędny, ale jeśli jednak potrzebna jest jakaś idea kryjąca się za tym błędem, to wyrażę ją prosto i po ludzku:
Art. 83. Każdy ma obowiązek szanowania i nienaruszania wolności i uprawnień obywateli Rzeczypospolitej Polskiej.
Teraz już każdy z Was jest gotowy na tę wyprawę w poszukiwaniu sprzeczności z Preambułą. Zobaczycie, jak łatwo jest znaleźć przepisy sprzeczne z Preambułą, czyli te, które nie wynikają ani z zasady, że przepisy są dla państwa, ani z potrzeby opisania niezgrabnie sformułowanego prawa do obowiązku solidarności (np. obowiązkowe podatki są ok).



Komentarze
Pokaż komentarze