130 obserwujących
53 notki
306k odsłon
  248   0

Rozdział Szesnasty c.d.

Jak to, co się z nimi stało?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć. Posprzątane zostało kilka dni temu. Wtedy, kiedy pan kazał. Tych rzeczy już nie ma.

Return odkłada telefon i patrzy na pagórki podnoszące się za oknami. Zaciska ręce na poręczach siedzenia. Unieruchamia ciało. Ze strzępów obrazów przelatujących za oknem: drzew, fragmentów domów, jałowych pól, powoli układa się wzór pejzażu. Return zaciąga się papierosem i wydmuchuje na szybę szary dym. Krajobrazy za oknem oddaliły się, rozsnuły, roztarły w niewyraźną mgłę. Po chwili zaczęły odtwarzać się na nowo, wyraziste i konkretne, inne niż wcześniej. Dochodzi do siebie. Panika ustępuje. Nikt nie wiedział, że to on dostał poetycki testament Struny. Dla autora z pewnością nie ma to już znaczenia. Gwałtowne podniecenie Returna, lęk przed utratą przesyłki, przerażenie były pozostałością wczorajszych egzaltacji, od których nikt nie jest wolny. Stereotypowe doświadczenie pogrzebu, banalne przeżycie przemijania rozpisane na pogrążającą się w ziemi trumnę i twarze dawnych przyjaciół, alkohol, nocne poszukiwanie młodości... Return otrząsał się z minionego dnia, pozostawał go za sobą wraz z uciekającymi za oknem drzewami, które składają się w las. Poetyka listu Struny wyraźnie zapowiadała poziom wierszy. Może lepiej dla autora, że jego dawny przyjaciel nie musiał przezwyciężać zażenowania, brnąć przez liryczne wyznania, których wartość nie mogła być chyba szczególna, jeśli tak podobały się Karoli. Wartość wierszy... Return uśmiechnął się wyrozumiale, przypominając sobie niekończące się spory ze Struną na temat wartości sztuki, która jakoby miała być niezależna od percepcji odbiorców. Gry zręczności, mody i przypadku, tak mógłby to ująć dziś. Ostatnie złudzenia człowieka złudzeń pozbawionego – pomyślał, patrząc na przemijające za szybą nieomal czarne, rozkopane pola. Struna do końca utkany był z iluzji. Return poczuł wzruszenie. Uczucie, które odnajdujemy w naiwnych gestach odbijających nasze młodzieńcze tęsknoty. Znowu pomyślał, że powinien był zadbać o poetycki testament Struny, choć zdawał sobie sprawę, że działania takie nie mają znaczenia dla nikogo poza ich wykonawcą. W sumie nie jego winą było, że wiersze Struny rozkładają się w odpadach miasta. Czy w ogóle w tej, tak jak w innych sprawach, można było mówić o jakiejś winie? Czy miało to w końcu jakiś sens i dla kogo? Dla gnijących na Bronowicach zwłok, które nie miały już tożsamości?Ostatni gest straceńca – pomyślał o samobójstwie Struny. Przypomniał sobie Wilczyckiego, który w publicznym wymiarze zrobił coś podobnego. Powinienem mu pomóc, zdecydował. Trzeba pomagać tym, którzy popełnili błąd. Potrafi zrobić to tak, aby Bogatyrowicz nie zauważył. Umożliwi Wilczyckiemu przetrwanie. Za jakiś czas pomoże mu wrócić do publicznego życia. Ludzie zapominają. Nawet to, co zrobił Wilczycki.

 

Koniec rozdziału szesnastego

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale