Wczoraj, w odpowiedzi na zarzuty, iż podsycam jedynie atmosferę konfliku pomiędzy pewnymi uzytkownikami salonu ( http://doomer.salon24.pl/index.html# ), obeciałem, iż napiszę dziś, normalną, znacznie poważniejszą notkę. Oczywiście miałem to zrobić bez względu na tę obietnicę,, gdyż nikomu niczego nie muszę udowadniać, jednak tak się jakoś złożyło, iż te dwie płaszczyzny się na siebie nałozyły ;)
Rzecz dotyczyła będzie, omówionego już wielokrotnie, wydarzenia w Virginia Tech. Wiem, wielu już ma na pewno tego dosyć. I to z różnych powodów: niktórzy są po prostu bardzo wrażliwi i nie lubią pisać ani czytać o ludzkich tragediach, inni zaś są już po prostu zmęczeni skalą do jakiej urosła ta sprawa. Ja jednak postanowiłem krótko zanalizować tę sprawę "po swojemu", troszkę inaczej, niż jest to przedstawiane w większości mediów.
A więc coż tak naprawdę stało się w tym nieszczęsnym kampusie? Oto koreański emigrant, przemycił legalnie zakupioną broń (z tego co się orientuję, zakupu dokonał w sąsiednim stanie, gdzie broń mógł kupić niemal każdy) na teren kampusu po czym zastrzelił 32 osoby, dokonując ostatecznie samobójstwa. Efektem tych wydarzeń jest dyskusja w mediach nt. przepisów zezwalających na zakup broni w konkretnych stanach. I tutaj STOP ! Nagle, wszyscy, uznali, że dyskusja na ten a nie inny temat, jest zasadna i że to własnie przepisy regulujące dostęp do broni są odpowiedzialne za całe zło. Żeby było śmieszniej to wszyscy przeszli na tym do porządku dziennego, podchwyciły to wszystkie media i tak, od niemal 2 dni, toczy się w Polsce ( i nie tylko) dyskusja nt. tego czy broń powinni mieć wszyscy czy nie. Więc pytam: PO JAKA CHOLERĘ dyskutować nt. problemu, który nas nie dotyczy i co ważniejsze, nie będzie nas dotyczył przez najbliższe kilkadziesiąt lat (tymbardziej, że sprawa ta zawiera w sobie problemy, która nas dotyczą: o tym zaraz..) ! Nie będzie dotyczył zarówno jeśli chodzi o nagłe zaostrzenie przepisów regulujących dostęp do broni (bo i tak są one dość restrykcyjne), ani nie "grozi" nam też nagla liberalizacja przepisów ze wzgledu na stopień, że tak powiem, rozwoju świadomości naszego społeczeństwa (i nie tylko). Nagle, więc rozgorzała dyskusja nt. jak USA (czy ogólnie, na świecie, jednak nie oszukujmy się: USA są symbolem takich przepisów) powinny poradzić sobie z tym problelem (co też jest wątpliwe, czy aby to na pewno problem...). Gwarantuję więc wszystkim: USA sobie doskonale poradzą bez naszej, niemieckiej, fancuskiej, bułgarskiej etc. pomocy. Żeby tego było mało to tak naprawdę problemem nie jest sam dostęp do broni (ale o tym później...). Ale jest jeszcze coś...coś znacznie bardziej ważnego i zasmucającego. Nie wiem czy celowo, czy po prostu przez nieuwagę, pominięto (w dużej mierze) w dyskusjach, problemy znacznie bardziej istotne, i co najważniejsze, dotyczące obecnie lub w niedalekiej przyszłośći, NASZEGO KRAJU. Oto kilka spraw, które zostały ominięte, a które wg mnie zasługują na uwagę.
Sprawa pierwsza: "masakra" (odonoszę dziwne wrażenie, iż celowo użyto tego słowa, aby "podbić" nastroje społeczne) była dziełem EMIGRATNA. (Muszę w tym miejscu rozczarować niektórych. Dalczy ciąg wypowiedzi nie będzie rasistowski, więc opanujcie radość ;) ) Kwestia ta ma kolosalne znaczenie. Nie ze względu na różnice w wyglądzie czy różnice językowe. Chodzi po prostu o różnice KULUROWE. Nie trzeba być specjalnym znawcą tematu, aby wiedzieć jak wielkie różnice istnieją pomiędzy karajami azjatyckimi a USA. Wystarczy podać przykład kultury organizacyjnej firm. Z jednej strony zawzięty kapitalizm, ostra rywalizacja, a z drugiej pateralistyczny model przedsiębiorstwa. Jak natomiast wygląda sytuacją w sferze kultury młodzieżowej? Szczerze powiedziawszy, do końca nie wiem. Sprawę ułatwia jednak dzisiejszy news, z którego dowiadujemy się o "spuściźnie" mordercy:
" Na materiale wideo Cho opowiada m.in. o swojej nienawiści do bogatych, zaś w liście - o wściekłości i pragnieniu, by wyrównać rachunki. Mówi też o doznawanym głębokim upokorzeniu, choć nie wiadomo, kogo obwinia o swoje cierpienia. - Nie wystarczały wam wasze mercedesy, bachory - mówi zabójca na jednym z filmów wideo.- Nie wystarczały wam wasze złote naszyjniki (...), nie wystarczało wam wasze rozpasanie - wylicza. - Nie wystarczały do zaspokojenia waszych hedonistycznych potrzeb. Mieliście wszystko" Źródło: onet.pl
Wygląda więc na to, iż mamy przed sobą bardzo dobitny dowód na różnice kulturowo-cywilizacyjno-wychowawcze. Oto jawi nam sie przed oczami człowiek, który, byc może, został wychowany w kraju gdzie człowiek żyje skromnie, oszczędza się każdy grosz, prowadzi umiakowany pod względem konsumpcji, tryb życia...i nagle ta osoba zostaje "przeniesiona"(nie ma znaczenia, czy na własne, czy cudze, życzenie) do kraju przepełnionego konsumpcją na gigantyczną skalę, obnoszeniem się bogactwem, nie liczeniem się ze zdaniem innych etc. Różnicę widać gołym okiem. Problem dodatkowo pogłębia fakt, iż niemal ze wszystkich stron, jesteśmy "bombardowani" poglądami, iz takich różnic NIE MA (a jak wiadomo nie od dziś "You cannot kill, what you cannot see"), a jeśli są to na tyle nieistotne, iż nie warto o nich rozmawiać, bo grozi to oskarżeniami o nietolerancje, rasizm etc. (można wyciągnąć takie wnioski, biorać pod uwagę to, iz nie przypominam sobie aby jakieś media poruszały ten temat). W tym "szale tolerancji" ludzie zapominają o tak oczywistych sprawach jak wspomnianie wcześniej różnice. Obecnie, nie wiedzieć czemu, stwierdzenie INNY, dla wielu oznacza po prostu GORSZY, co jest oczywistą bzdurą. Skutkuje to tym, iż dyskusja nt. różnic cywilizacyjno-kulturowych zostaję zepchnięta na margines, udając tym samym, iż problemu nie ma (przykład broszury Macieja Giertycha wydaje się być skrajny, jednak chyba ma z tym coś wspólnego...). Problem owszem jest ! Pytanie tylko jak go rozwiązać. Oczywiście daleki jestem tutaj od stwierdzeń, iż trzeba zabronić ludziom emigrować (chociaż to wydaję się być najłatwiejszy sposób na rozwiązanie problemu). Daleki też jestem od stwierdzeń, iż władza w ramach modelu "państwa opiekuńczego" powinna tworzyć jakieś specjalne programy aklimatyzacyjne dla emigrantów, dzięki, którym lepiej zapoznaliby sie z kulturą i obyczajami krajów do których mają zamiar się udać. No, ale własnie...PAŃSTWO ! NIe powiedziałem, przecież, iż nie mają tego robić NGO. Oczywiście takie fundacje (zwał jak zwał) pewnie istnieją, problem w tym, że mało osób o tym wie lub nie traktuje się ich poważnie: coś jak miejsca do których kobieta może oddać noworodka, jeśli ma świadomość, iż nie jest w stanie zapewnić mu warunków do życia i rozwoju. Osobiście nie posiadam danych dotyczących tego typu tragedii jak ta w Virginia Tech., jednak jestem ciekawy jaki procent "agresorów" w tego typu sytuacjach stanowili emigranci. Boję się, że może to być spora część. Mając w pamięci "bunt przedmieść" we Francji, spowodowany zwykłym rozczarowaniem emigrantów tym w jaki sposób jawiła im się Europa, a tym w jaki sposób w niej żyją (oczywiście jest to jeden z wielu aspktów tej sprawy), można odnieśc wrażenie, iż problem ten nie zniknie sam. Pocieszające jest to, iż Polsce obecnie nie grozi (mam nadzieję) ten problem na tak dużą skalę. Przewiduje się, iż największa emigracja czeka nas ze strony Ukrainy(nawet teraz mówi się już o istnieniu "ukraińskich obozów pracy", takich samych jak te we Włoszech dla Polaków), a więc ze strony kogoś z kim jesteśmy, jako naród, dość zbliżeni kulturowo (wódka czyni cuda ;) ). Co prawda, jakiś czas temu, głośno bylo o Wietnamczykach, którzy terroryzowali lokalną ludność, jednak nie sądze aby przyczyną były w tym wypadku różnice kulturowe.
Jak więc napisałem. Problem emigracji wg mnie istnieje. W tym, konretnym wypadku, wydaje się, iż mógł on mieć znacznie większy wpływ na wydarzenia, niż to czy broń mogł kupic każdy czy nie (kupienie broni bylo SKUTKIEM a nie ŹRÓDŁEM problemu). Problem emigracji nie dotyczy jedynie tego w jakiej liczbie ludzie emigrują (chociaż to też ! ), co często pozostaje jedyną informacją jeśli już ktoś zdecyduje się na poruszenie tego tematu. Sedno sprawy leży w tym Z JAKIEGO MIEJSCA i W JAKIE MIEJSCE emigrują. Sprawę dodatkowo komplikuję fakt, iż wiekszość naszych zachowań dziedziczymy wraz z genami (czego dowodzą eksperymenty z bliźniakami rozdzielonymi w dzieciństwie...), a więc nie ma pewności co do skutecznośc ewentulanych organizacji lub programów aklimatyzacyjnych. Mam jednak nadzieję, iż problem zostanie dostrzezony w mediach (w przeciwieństwie do tego co możemy obserwować obecnie...) i wśród ekspertów, bo wydaję mi się on znacznie bardziej istotny niż to w jakim stanie można kupic broń bez pozwolenia, a w jakim nie...
Kolejne aspekty tej sprawy opiszę w następnych wpisach: chciałbym aby notka nie przybrała formy "tasiemca" (o ile już tego nie zrobiła, za co z góry przepraszam), bo na pewno nie ułatiwa to czytania. A więc, CDN...SOON ;)
PZD.



Komentarze
Pokaż komentarze