Śmierć Pani Barbary Blidy stała się, niewątpliwie, tematem nr 1 dziesiejszego dnia. Rekacje na tę wiadomość były bardziej przewidywalne od mojego zegarka. Z jednej strony usłyszeliśmy zarzuty w kierunku działań ABW i obecnej władzy, z drugiej zaś pochwały działał służb w dążeniu do oczyszczenia i rozliczenia byłych, nie do końca uczciwych, polityków. Pojawiły (i ciągle pojawiają..) się również wyrazy współczucia, smutek...nawet Sejm uczcił minutą ciszy smierć wspomnianej Pani. Dziwi mnie ten lamęt: osobiście przechodzę obok tej śmierci obojętnie. I można mnie nazwać chamem, cynikiem, bezdusznikiem etc. jednak nie łączyły mnie żadne więzi emocjonalne, a tym bardziej więzy krwi, z Pania Blidą, więc nic takiego po prostu nie czuję, szczególnie jeśli wezmę pod uwagę okoliczności śmierci (tj. samobójstwo).
Jak można się było spodziewać, wraz z pojawieniem się tego newsa, pojawiło się również wiele wątpliwości nt. tego co się FAKTYCZNIE wydarzyło w mieszkaniu podejrzanej. Wątpliwości dotyczyły oczywiście sposobu działania ABW jak i samych posunięć podejrzanej. Oto kilka z nich:
"Skąd Blida wiedziała, ze po nią przyjdą? Nawet jesli czuła sie winna, to skad mogła wiedzieć, ze to właśnie dziś o poranku? Czy może tak z ostrozności odbezpieczała pistolet od jakiegoś czasu każdego wieczoru przed snem?" autor:
1. Pani Blida wcale nie musiała wiedzieć, że przyjdą po nią akurat DZIŚ. Sprawa jest dośc prosta. Popełniając przestępstwo (a o to była podejrzana) ma się świadomość, iż prędzej czy później stanie się przed wymiarem sprawidliwości. Jeśli ukradnę komuś rower to albo go zaraz sprzedaje, albo go chowam, albo po prosty go wyrzucam - różne są sposoby. Sposoby te zależą przede wszystkim od osoby, która dopuściła się przestępstwa. Mając świadomość zbliżającej się kary (a taka własnie świadomość mogła mieć podejrzana: wystarczyło śledzić newsy w TV, żeby zorientować się, iz "pętla się zaciska") można reagować na rózne sposoby: można probówać uciekać, można oddać się w recę policji lub można też uniknąć kary popełniając samobójstwo. NIe wiem jak inni, ale ja nie znałem osobiście tej Pani, więc nie jestem w stanie ocenić czy miała ona takie skłonności. Ba, nawet gdybym był znajomym, to mimo wszystko nie jestem psychologiem aby móc coś o tym powiedzieć.
2. Sprawa broni jest bardzo prosta. Pistoletu wcale nie musiała odbezpieczyć dopiero po wizycie ABW. Pistolet mógł leżeć w zwykłej szufladzie NA WSZELKI WYPADEK. Żeby była jasność: nie musiał tam leżeć na wypadek wizyty ABW. Mógł tam, równie dobrze, leżeć na wypadek włamania. Żeby było śmieszniej, to fakt, iż znajodował się on nie gdzie indziej a własnie w ŁAZIENCE jest arugmentem "za" wspomnianą tezą. Dlaczego? Ano, łazienka jest praktycznie jedynym miejscem gdzie ewnetualny INTRUZ, nie ważne czy bandyta czy ABW, w pierwszej kolejności, pozwoli domownikowi na samodzielne udanie się. Bo gdzie indziej można schować broń i mieć duże szanse, że w razie napaści, uda się nam się do niej dotrzeć i jej użyć? W kuchni? "prosze pana, ja muszę iśc ugotować obiad mężowi, mogę iść do kuchni?". W sypialni? "prosze pana, mąż zaraz wróci a jak zobaczy, że łóżko niepościelone to mi łeb przetrąci". W salonie? "proszę pana, ja zapomniałam wyłączyć TV, a wie pan, ten efekt cieplarniany jest nie do zniesienia, więc może pójdę wyłączyć". NIe oszukujemy się: łazienka to jedyne miejsce, gdzie przy ewnetulanym starciu z intruzem mamy szanse na dostęp do narzędzia obrony, jakim był w tym przypadku pistolet. A odbezpieczenie? To akurat sprawa oczywista. Trzymając nóż pod łóżkiem w razie napaści, gwałtu etc. trzymalibyście go w pochwie czy może bez niej? Właśnie fakt, iż pistolet był schowany w takim miejscu jak łazienka wskazuje na to, iż pistolet musiał być gotowy OD RAZU do użycia. W przeciwnym wypadku nie miałoby to sensu, gdyż domownik w takim momencie nie ma pewności, czu znajdzie sie w łazience sam czy moze z obstawą: w takim wypadku liczy się każda sekunda. Do tego dochodzi stres, który mógłby negatywnie wpłynąc na szybkość odbezpieczania. Narzędzie obrony musiało bycć gotowe OD ZARAZ, stąd jestem skłonny uwierzyć w to, iż znajdowało się ono w łazience jak i w to, iz było odbezpieczone.
Dodatkowo pojawiają się pytania typu "dlaczego w klatkę piersiową, a nie w głowę?!" . Wybaczcie, ale odpowiem pytaniem na pytanie "a dlaczego W OGÓLE strzelała?!" Chcecie dokonywać analizy posunięć osoby, która rano budzi ABW, której przeszukują mieszkanie etc. To nie było samobójstwo rytualne (zakładam z góry, że było to samobójstwo: tak wynika z podawanych przez różne źródła informacji) - tutaj nie było ceremonii przygotowania, starannego mierzenia sobie w skroń etc. Dla mnie 1000x bardziej absurdalne jest to, że w ogóle ktoś popełnia samobójstwo, niż to w jakie miejsce oddaje strzał. Żeby było śmieszniej to wcale nie jest powiedziane, iż podejrzana strzelała z zamiarem pozbawienia siebie życia. Mogła przecież liczyć, iż zrani się na tyle poważnie, że wyląduje w szpitalu, dzięki czemu uniknie zarówno przesluchania jak i aresztu, zyskującym tym samym czas na obranie jakiejś linii obrny, skontaktowanie się z pewnym znajomymi etc. Samozranienie się mogło dodatkow byc znakomitym sposobem na odwrócenie uwagi funkcjonariuszy ABW od przeszukiwania mieszkania. Mogło to wytrącić ich z równowagi, obniżyć ich czujność (w mieszaniu był podobno jej mąż) etc. Myślę, iż błędnie zakładamy z góry, iż było to umyslne samobójstwo. Tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, chociaż osobiście skłaniałbym się ku opcji, iż nie strzelała z zamiarem pozbawienia sie życia.
Przemilczę oskarżenia typu "wszystko wina Kaczek", "robi nam się państwo totalitarne", "państwo policyjne !", "jutro to możesz byc Ty!". etc. Wszystko to jest żałosne. W taki sposób spłycacie jedynie problem. W ten sposób pozbawiecie siebie wiarygodności i powagi jako dyskutanta. Krzyżyk na drogę.
PZD.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)