doomer doomer
16
BLOG

RÓWNOŚĆ - mit, który trzeba obalić ! cz. 2

doomer doomer Polityka Obserwuj notkę 0

Dodatkowo śmieszy mnie ta, wg mnie, pozorna solidarność dziennikarska. Za Chiny Ludowe, nikt mi nie wmówi, że wszyscy w tym środowisku kochają się bezgranicznie, nie dopuszczając do siebie czegoś takiego jak konkurencja. Jestem niemal przekonany, że wzajemne pretensje o odbieranie czasu na pytania, są codziennością. Przecież nigdy nie zdażyło się tak, iż WSZYSCY obecni dziennikarze, byli w stanie zadać swoje pytania, co prowadzi do prostego wniosku, że skoro komuś udało się zadać pytanie to komuś się to nie udało(Ileż to razy, padały pewnie, pretensje w stylu "Baśka, po co Ty zadawałaś to pytanie? przecież to było oczywiste, że on i tak nie odpowie..."). Jaka jest jakość zadawanych pytań na różnego rodzaju konferencjach to każdy chyba wie. Obecna propozycja może być dobrym wyjściem do próby rozwiązania tego problemu. Może uda się uniknąć sytuacji, kiedy ministrowie będą prezentowali nową ustawę, a z sali będą padały pytania typu "to kiedy poda się Pan do dymisji?", "czy to prawda, że jest konflikt pomiędzy Panem a...?".  

Dodatkowym plusem może byc ograniczenie zjawiska niedoinformowania, które może prowadzić do dezinformacji zarówno dziennikarza jak i społeczeństwa. Niedoinformowanie może wynikać z całkowitego braku danej wiedzy jak i z cząstkowego jej braku. O ile to pierwsze jest mniej groźne, gdyż zazwyczaj ten kto nie wie nic na dany temat siedzi po prostu cicho, tak w przypadku tego drugiego zjawiska, skutkiem może być dezinformacja odbiorców tj. społeczeństwa(pomjiam sytuacje, kiedy ktos dezinformuje ŚWIADOMIE, bez posiadania jakiej kolwiek wiedzy). W przypadku kiedy dziennikarze o dużej sile przebicia w mediach, muszą nieustannie walczyć o miejsce z dziennikarzami, którzy piszą do np. gazetek lokalnych, prawdopodobieństwo nidoinformowania jest zdecydowanie większe, niż w sytuacji kiedy mieliby swobodny dostęp do tych, którym chcą zadać pytanie. Bo umówmy się, wybierając mniejsze zło, wolałbym aby posiadaczem danej infromacji udzielonej przez danego Ministra, został dziennikarz o lepszej pozycji w zawodzie, niż ten z "dolnej półki". Powód jest prosty: jesli isotna informacja dotrze do dziennikarza o gorszym statusie, to pożytku i tak z tego będzie niewiele, ze względu na "pole rażenia" danego dziennikarza. Skutkiem niedoinformowania bardziej znaczącego dziennikarza może być właśnie dezinformacja, które ulec może zarówno sam dziennikarza jak i jego potencjalni odbiorcy. W przypadku odwrotnym, tj. kiedy niedoinformowany jest dziennikarz o mniejszej sile przebicia, "ofiar" może byc zdecydowanie mniej. Dodatkowym plusem DOINFORMOWANIA dziennikarza bardziej wpływowego może być to, iż odpada mu argument (w przypadku, kiedy chciał dezinformować społeczeństwo ŚWIADOMIE), iż nie dostał pełnej informacji, nie przekazano mu wszystkich szczegółów etc. W tym przypadku może mieć pretensje jedynie do siebie, że o nie NIE ZAPYTAŁ, mając ułatiowny dostęp do źródła, jakim są np. posłowie. 

Jak widać sprawa jest dośc złożona. Pozostaje wiele aspektów, których nie poruszyłem, a które (mam nadzieję), mogą zostać poruszone na zbiżającym się spotkaniu Marszałka z dziennikarzami. Osobiście nie potrafię zrozumieć tego oburzenia środowiska dziennikarskiego. Dla przykładu, we wczorajszym programie "Teraz My", mimo iż program dotyczył czegoś zupełnie innego ("cycki na drodze"), jeden z gości (kobieta) nie omieszkał wspomnieć na koniec swojego czasu, o omawianym wyżej "problemie" (coś na zasadzie: "niby rozmawiamy o czym innym, ale pamiętajcie o tym jaki ten rząd jest głupi i zły"). Prowadzący oczywiście mieli zniesmaczone miny, co wydaję się być dziwne, gdyż komu jak komu, ale dziennikarzom TVN-u, powinno najbardziej zależeć na tych ograniczeniach. W końcu, miedzy innymi, przez ten swobodny dostęp, została poturbowana ich koleżanka. Wszystko to zamyka się w przekonaniu o tym, że wszyscy są równi. Mam mała propozycję. Proponuje wszystkim urażonym i dotkniętym pomysłem Marszaka, aby zorganizowali masowy protest przeciwko np. KOSZYKÓWCE, zakończony bojotem wszelkiego rodzaju rozgrywek tej dyscypliny. Dlaczego? No, kto to słyszał, aby 90% zwodników miało wzrost, oscylujący w okolicach 190 cm. Przecież to jawna dyskryminacja niskich ! Sprawa jest o tyle okrutna, że przecież LUDZIE, osobiście, nie mają praktycznie żadnego wpływu na swój wzrost. W jaki więc, barbarzyński rzecz jasna, sposób coś co jest w dużej mierze NIEZALEŻNE (tak jak wspomniane wcześniej obowiązujące zasady przydzielania przepustek do Sejmu ! ), może decydować o dostępie do zawodu/pracy jaką jest profesjonalna gra w koszykówkę ! Wzywam więć: NA BARYKADY !

PS- Obiecałem, że wrócę jeszcze do Pana Krzysztofa Leskiego: chciałbym w tym miejscu pogratulować Panu, trzeźwego umysłu, jak i tego ,że potrafił Pan ze spokojem spojrzeć na przedstawioną propozycję i nie tylko zasygnializować, iż nierówność już istnieje, ale również wstrzymać się z osądami aż do momentu poznania szczegółów. Jest to tym bardziej godne podziwu, gdyż większość Pana kolegów "po fachu" tego nie potrafi. Życzę więc Panu aby na zbliżającym się spotkaniu z Marszałkiem (gratuluję zaproszenia, swoją drogą ), spróbował przyczynić się Pan do nadania odpowiedniego kształtu temu pomysłowi, i aby wszystko to skończyło się z pożytkiem dla dziennikarzy. Może jeszcze kiedyś sami za to podziękują... ;)

PZD.
doomer
O mnie doomer

" My, liberałowie, wyznawaliśmy kiedyś nasz liberalizm niefrasobliwie, bo uważaliśmy go za oczywistość. Ale liberalizm został zaatakowany, więc od tej pory wyznajemy go zaciekle, jak religię. My, zwolennicy patriotyzmu, uważaliśmy kiedyś, że patriotyzm jest postawą racjonalną i nie zastanawialiśmy się nad nim wiele. Teraz już wiemy, że jest to postawa irracjonalna i mamy pewność, że jest słuszna. My, chrześcijanie, nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy, ile filozoficznego zdrowego rozsądku tkwi w misteriach chrześcijańskich, póki nie pokazali nam tego antychrześcijańscy publicyści " G.K. Chesterton - "Heretycy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka