Parafrazując pewną wokalistkę: „Dziś powiedziałem sobie DOŚĆ”
Coś we mnie pękło...coś co od pewnego czasu narastało, ale w miarę dawałem sobie radę z tolerancją tego zjawiska. Chodzi oczywiście o burzę wokół propozycji nowego rozporządzenia MEN-u zmieniająca nieco kanon lektur.
Skala mitów, zakłamań etc., które oplotły sławetne już rozporządzenie (a właściwie jego projekt poddany pod konsultacje społeczne) przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
Dodatkowo obalony został kolejny mit, który jest (przynajmniej tak się mogło wydawać) był chlubą gatunku ludzkiego. Chodzi mianowicie o arystotelesowkie przeświadczenie, iż człowiek dąży do prawdy, korzysta z dostępnych środków, aby choć odrobinę zbliżyć się do absolutu prawdy, poznać możliwie obszerny zakres wiedzy, zagadnień związanych z otaczającym go światem etc. Otóż nic bardziej mylnego: dziś nikt już nie zawraca sobie tym głowy. Nikt nie pragnie poznawania źródła, poszerzania swojego spektrum informacji, wyciągania WŁASNYCH wniosków etc. Wszystko to zostało zastąpione poprzez ślepą akceptację informacji podawanych przez (najbardziej wpływowe) media. Ale do rzeczy. Oto kilka spraw wymagających wyjaśnień, wobec których nie można przejść obojętnie komentując zarówno sam projekt MEN-u jak i komentarze i analizy „mądrych głów”.
1. Sienkiewicz był już nadto obecny w kanonie lektur – BZDURA. Wg obowiązującego do dziś Rozporządzenia z dnia 26 lutego 2002 obowiązkowa jest jedynie JEDNA powieść Sienkiewicza, dodatkowa nie zostaje ona sprecyzowana ( „H. Sienkiewicz - wybrana powieść”). W kanonie lektur z programu rozszerzonego NIE ZNAJDUJE SIĘ ŻADNA z powieści Sienkiewicza (tj. formalnie się znajduje, jednak wskazać konkretnie, która się znajduje, jest niemożliwe). Wypada, więc zadąć sobie pytanie: skoro nie było w spisie lektur żadnego dzieła autorstwa Sienkiewicza to, jakim cudem był on aż tak powszechny wśród tematów maturalnych? Odpowiedź jest prosta: nauczyciele uznali najprawdopodobniej, że jest on na tyle ważnym pisarzem, iż jego powieści warto „podciągnąć” pod, uwzględnione w Rozporządzeniu z 2002 r. „utwory współczesne zaproponowane przez uczniów i nauczyciela” (korzystając z faktu, iż definicja „utworu współczesnego” nie jest jasna) lub z zapisu „wybrana europejska powieść XIX wieku” (Polska, wbrew temu, co mówią niektórzy, nie pojawiła się w Europie wraz z przystąpieniem do WE).
2. „Ferdydurke” Gombrowicza znajduje się obecnie w kanonie lektur obowiązkowych – kolejny absurd. W Rozporządzeniu napisane jest jedynie „W. Gombrowicz - fragmenty prozy”. Jak to się ma do obowiązku czytania „Ferdydurke” to chyba każdy może sam wydedukować. W liście lektur dodatkowych mamy za to jedynie zapis „Gombrowicz - Trans-Atlantyk”. O „Ferdydurke” ani słowa.
3. „Inny Świat” Grudzińskiego zostaje wykreślony z listy lektur – dziwna sprawa, bo o ile oczy mnie nie mylą to w projekcie nowego rozporządzenia, pozycja ta jest doskonale widoczna w kanonie lektur OBOWIĄZKOWYCH. Polecam sprawdzić.
4. „Zbrodnia i Kara” zostaje wykreślona – podobnie jak w przypadku Grudzińskiego. Pozycja ta znajduję się w punkcie 2 lektur obowiązkowych tj. Literatura powszechna. Żeby było „śmieszniej” to pozycja ta NIE ZNAJDUJE się w rozporządzeniu z roku 2002 ani w kanonie lektur obowiązkowych ani wśród lektur uzupełniających. Jakby nie patrzeć mamy „awans” Dostojewskiego…
Dodatkowo mamy do czynienia z „zaklinaniem rzeczywistości” na inne sposoby. Oto sugeruje się, iż mamy właśnie przed oczami dobitny przykład próby cenzury, ideologizacji szkół etc. poprzez pozbywanie się „niewygodnych lektur”. Słowa te brzmią szczególnie śmiesznie, kiedy zauważymy, iż w liście lektur obowiązkowych znajduje się „Folwark Zwierzęcy” (nieobecny wcześniej W OGÓLE! ), którego treść w ostatnich miesiącach bywa nagminnie porównywana z obecną sytuacją w Polsce a bohaterowie z rządzącymi nami politykami. Jak na cenzurę to w sumie słabe posunięcie…
Dziwi również „ujadanie” na obecność książki Jana Pawła II. Dziwi z tego powodu, iż buntuje się pokolenie nazywane „pokoleniem JP2”. Jeszcze bardziej dziwią pojawiające się argumenty typu „katol, to ja go nie będę czytał, bo nie wierzę w Boga” (pomijam fakt, iż książka ta niewiele ma wspólnego z „ewangelizacją na siłę”). Na takiej zasadzie to, drodzy Państwo, możemy wywalić z kanonu tekstów takie osobowości jak Tomasz z Akwinu, Św. Augustyn, ks. Twardowski etc. Nie wspomnę już o tym, że kiedy odwróci się sytuację, ludzie wierzący mogliby protestować przeciwko czytaniu lektur zdeklarowanych ateistów, nihilistów etc. Oba przypadki równie głupie i absurdalne.
Podsumowując. Trochę przykro się człowiekowi robi, kiedy obserwuje podobne zjawiska. Wręcz depresyjnie robi się, kiedy człowiek uświadomi sobie, że ci ludzie, ulegający tak łatwo manipulacji, głosują w wyborach. Ale cóż: taki urok tego ustroju. Na zakończenie mogę jedynie dodać, iż jeśli „obrońcom demokracji” tak bardzo zależy na utrzymaniu pozycji Gombrowicza etc. to polecam przeczytanie nowego projektu MEN-u. Widnieją tam zapisy takie jak: „ Inne utwory zaproponowane przez uczniów i nauczyciela” i „wybrana powieść europejska XX w.”. Skoro z „przemyceniem” Sienkiewicza się udało to, czemu ma się nie udać z Gombrowiczem? Ale aby tego dokonać trzeba umieć czytać. Ba, trzeba rozumieć, co się czyta, a to coraz trudniej wśród „intelektualistów”.
PS- linki do obu rozporządzeń: obecnie obowiązującego i projektu z 2007 roku :
http://www.men.gov.pl/prawo/rozp_155/zal_4.php
http://www.men.gov.pl/bip/akty_projekty/projekt_rozporzadzenia_040607.pdf
PZD.



Komentarze
Pokaż komentarze