Przyznać muszę, iż bezpośrednia polemika z konkretnym „salonowiczem”, zdarza mi się rzadko. Powodów jest kilka – dwa główne to lenistwo i brak czasu. Niestety (a może stety) przychodzi taki moment, iż człowiekowi po prostu wypada zabrać głos. Ot, z czystej przyzwoitości, dla spokoju sumienia a może nawet dla dobra tej drugiej osoby. Los chciał, że po raz drugi w moim „salonowym żywocie”, zwracam się do szanownego użytkownika – Azraela. Wpis ten będzie odpowiedzią na ostatnią wypowiedź, wspomnianego wyżej, użytkownika (a konkretniej, na 7 przytoczonych punktów nt. postawy polskiego rządu w sprawie unijnego systemu głosowań).
„1.Szermowanie hasłem, że broniąc idei pierwiastka, bronimy naszej pozycji i walczymy o przyszłość jest iluzją i kłamstwem. Niezależnie od zasad podziałów głosów w Unii, czy to będzie system nicejski, pierwiastka, czy system podwójnej większości, siła głosu pojedynczego państwa ma znaczenie drugorzędne. Dopiero koalicja określonej liczby państw przy rozpatrywaniu konkretnego wniosku ma znaczenie i daje siłę głosów, konieczną do przeforsowania swojego zdania. Pokazał to wydatnie system negocjacji nad budżetem unijnym, kiedy właśnie to polska elastyczność i umiejętność zawarcia odpowiedniego kompromisu, dała polskiej delegacji pod przewodnictwem Kazimierza Marcinkiewicza ostatni poważny sukces na niwie europejskiej.”
Wyobraźmy sobie taką oto sytuację: w klasie jest 40 uczniów. Uczniowie Ci tworzą nieformalne grupki. Jest ich, dajmy na to, 10. Dodajmy, iż w klasie obowiązuje system demokratyczny tj. decyzje podejmuje się większością głosów (sprawę względności lub bezwzględności pozostawiam na boku). Wg pańskiego rozumowani, zawiązanie koalicji np. 8 państw (zdecydowanej większości! ) daje pewność „przepchnięcia” konkretnej decyzji. Problem w tym, że te grupki mogą mieć RÓŻNĄ LICZEBNOŚĆ. I tak, zdarzyć się może, że suma głosów owych 8 grupek będzie równała się 35, jednak równie prawdopodobne jest to, że suma głosów uczniów zrzeszonych we wspomnianych grupkach, będzie równa 15 ! I co zostanie z tej „koalicji określonej liczby państw”? Ano nici. Właśnie o to tutaj się rozchodzi. Negocjacje dotyczą tego, ile głosów będzie przypadało konkretniej grupce, czyli po przełożeniu, ilu członków będzie liczyła poszczególna grupa. Może Pan sobie zawrzeć koalicję nawet 99% państw, jednak, kiedy 51% głosów będzie należało do państwa będącego tym 1% to nici z decyzji. Bo koalicji nie zawiera się z przyjaźni, tylko po chłodnym kalkulowaniu. Właśnie negocjujemy to, w jaki przelicznik będzie wyposażony ten nasz kalkulator.
„2.Jest kłamstwem mówienie, że Polska walczy w tej sytuacji o swoje. Ona walczy, nie o dobro Polski – lecz przeciwko Niemcom. Fobia braci Kaczyńskich wobec tego kraju, nie skrywana od samego początku ich rządów, brak zrozumienia pozycji i stanowiska niemieckiego, stałe podgrzewanie konfliktów niemieckich (na użytek polityki wewnętrznej) zaowocowało właśnie takim stanowiskiem, twardym i nie przejednanym.”
W zasadzie trudno z tym dyskutować, bo ani Pan nie udowodni tego, że tak jest (nie ma szans! Chyba, że zdobędzie Pan WYPOWIEDŹ Pana Kaczyńskiego, w której przyznaje się do tego) ani ja nie udowodnię tego, że tak nie jest. Zilustruję to jedynie przykładem. Dajmy na to, że jest sobie ktoś kto nie lubi gejów (co i tak jest nadużyciem, bo, jak już wspomniałem, nie udowodni Pan tego, bez uzyskania konkretnej wypowiedzi! ). Owy „ktoś” idzie sobie nocą ulica. Napada go zbir. Wyrywa mu plecak. Ofiara goni zbira. Po dogonieniu napastnika, odzyskuje plecak, przy czym dotkliwie bije agresora. Przyjeżdża Policja. Okazuje się, że napastnik był gejem. Stosując się do Pana rozumowania: pobicie agresora było aktem homofonii i kolejnym dowodem na nienawiść skierowaną w środowisko gejowskie.
„3.Rząd Polski nie walczy także metodą veta z zagadnieniem systemu głosowania. On walczy, jako praktycznie jedyny kraj wspólnotowy – z nowym traktatem konstytucyjnym. To jest główny powód takiej postawy wobec zasad głosowania, to jest tylko pretekst. Kaczyńskim wcale nie zależy na sprawie siły głosów, lecz na tym, aby nie dopuścić do powstania i obrad konferencji międzyrządowej, mającej do końca roku opracować pełną treść tego traktatu – tak aby projekt mógł być poddany w roku 2008 konsultacjom i być może – przyjęty przez kraje europejskie. To jest działanie przeciwko interesom Polski i Polaków. Przypomnijmy – Polacy są najbardziej pro europejskim społeczeństwem Europy i najbardziej chcą pełnej integracji ze strukturami Unii. Polacy Unię wybrali – i działania obecnego rządu są wbrew tamtej decyzji.”
Chciałbym jedynie przypomnieć, że niedawno strona brytyjska wyraziła się, delikatnie mówiąc, niezbyt pozytywnie o pomyśle traktatu konstytucyjnego. Nie mówię już nawet o odrzuceniu owego traktatu przez dwa państwa. Powie Pan: ale mowa o NOWYM traktacie! Otóż i tak i nie. Wykreślenie z nazwy „konstytucyjny” nie czyni owego dokumenty NOWYM. Co do „pro europejskości społeczeństwa”. Chce Pan się dowiedzieć ile jest wara, owa medialna, „pro europejskość”? Proszę zrobić sondę z pytaniem „Czy zgadasz się na zrzeczenie się/ograniczenie części suwerenności na rzecz innych państw/organizacji ?”. Manipulacja? Nie – po prostu druga strona medalu, bo to właśnie oznaczało przystąpienie do Unii, a w dalszej perspektywie przyjęcie traktatu. Gdyby tak nie było, traktat nie musiałby być zatwierdzany poprzez referendum. To wymóg konstytucyjny. W przypadku ograniczenia lub przekazania części suwerenności tj. możliwości samodzielnego decydowania, na rzecz innych państw/organizacji, naród musi zatwierdzi ową decyzję w drodze referendum. Wcale się nie zdziwię jeśli nagle z narodu „pro europejskiego”, wyniki sondy zrobiłby z NAS, narodu „zaściankowców”.
„4.Działania przeciwko Niemcom – są błędem. Polski rząd motywuje swoją postawę tym, że Niemcy ponad naszymi głowami prowadzą rozmowy z Rosją – i zacieśniają z nimi partnerskie stosunki, także w kwestiach energetycznych. Pobrzmiewa też w naszych głosach nuta resentymentów historycznych, skrzętnie wykorzystuje się wszelkie działania niemieckich ziomkostw przeciwko Polsce. Ale także ewidentnie się kłamie i manipuluje, podciągając pod te działania zgodne z prawem – i sprawiedliwością społeczną – żądania Mazurów, wypędzonych z Polski w latach 60 i 70 – chcących otrzymać z powrotem swoje ziemie i domostwa.”
Szczerze powiedziawszy, to nie przypominam sobie, ANI JEDNEJ WYPOWIEDZI, w której pojawiłby się argument typu „nie chcemy traktatu/nie zgadzamy się na system podwójnej większości, bo Niemcy dogadają się z Rosją”. Chyba mnie coś ominęło. Ale chwila. Zapomniałem, o tym, że to wynik fobii „kaczorów”. Wtedy to nawet brak złożenia życzeń świątecznych Pani Merkel, można uznać za przejaw fobii (patrz, przytoczony przeze mnie przykład „plecaka”).
„5.Polacy niszczą systematycznie najważniejszy sojusz polityczny, dający nam siłę i możliwości do rzeczywistego wpływu na losy Europy – czyli Trójkąt Weimarski. Ta konstrukcja, nieformalna, ale jednak dająca Polakom siłę i pozycję – została być może bezpowrotnie zniweczona. Polacy nie są już także liderem dla państwa wschodniej części Europy, krajów Pribałtyki, Bułgarii czy Rumunii. Także Ukraina sięga już ponad naszymi głowami i szuka promotorów swojego wejścia do Unii gdzie indziej. A powodem tego jest zaangażowanie się w sprawę tarczy antyrakietowej. Sprawa tarczy antyrakietowej, prowadzona ponad głowami struktur europejskich także nas nie wzmacnia.”
Widzi Pan, problem w tym, że owy „najważniejszy sojusz” jest iluzją. Dlaczego? Śpieszę z wyjaśnieniami. Ktoś kiedyś podzielił sojusze na „egzotyczne” i „naturalne” (mniej więcej: mogę się mylić, bo piszę z pamięci, ale mam nadzieję, że sensu nie przekręcę: jeśli tak to proszę o korektę). Egzotycznym sojuszami można nazwać sojusze państw, gdzie niepodległość jednego państwa ma się nijak do niepodległości drugiego. Czyt. jeśli jedno z państw zostanie zaatakowane i straci niepodległość to niepodległość drugiego państwa pozostanie nienaruszona (tj. nie jest zagrożona). Przeciwieństwem sojuszu egzotycznego jest sojusz naturalny. I problem jest właśnie w przyporządkowaniu sojuszu z Niemcami do jednej z tych grup. Osobiście skłaniałbym się ku pierwszej opcji. Zada Pan pytanie „a czym jest niby sojusz z USA?!”. Odpowiem: tym samym! Różnica jest taka, że to USA np. oferuje nam rozmieszczenie tarczy antyrakietowej, która w pewien sposób wiązałaby nas z USA. Bo niby dlaczego USA miałyby nam pomagać w razie ataku? Bo mają dobrą wolę? Już kiedyś Pan F.D.R pokazał „dobra wolę”. Dzięki tarczy, w przypadku agresji innego państwa, istnieje zdecydowanie większe prawdopodobieństwo, że ktoś w USA pomyśli „cholera, my tam mamy nasz system antyrakietowy !”, niż kiedy jej u NAS nie będzie A to, że w mediach powiedzą, że bronią bo nas kochają, to inna sprawa. Liczy się efekt. W tej kwestii, chyba się nie dogadamy, gdyż osobiście uważam, że zdecydowanie lepszym i bardziej racjonalnym sojuszem byłyby bliskie stosunki z np. Ukrainą, Czechami, Litwą, Estonią etc. państwami o zbliżonej historii, tradycji, sytuacji geopolitycznej etc. Próba sojuszu z Niemcami czy Francją jest niemal od początku (wg mnie) skazana na porażkę. I nigdy nie przejdzie mi przez usta nazwanie tego „najważniejszym sojuszem politycznym”.
„6.Polska niszczy jedność europejską, nasz kraj w ciągu ostatnich dwóch lat nie wprowadził do programu ogólnoeuropejskiego ani jednego projektu, który by znalazł ogólną akceptację. Projekt energetyczny, źle przygotowany i źle promowany – jest praktycznie odłożony ad acta. Bezpieczeństwo energetyczne Polski zależy w równym stopniu od naszego działania w strukturach Unii – jak i relacjach bilateralnych z Rosją,Oba tematy leżą.”
Nie wiem za bardzo jak się ma ilość wprowadzonych programów ogólnoeuropejskich do jedności europejskiej i wpływu Polski na tę kwestie, ale za pewne, zaraz mi Pan to wytłumaczy. Dodam jedynie, że plan energetycznego bezpieczeństwa nie jest skazany na „katalizator” Unii. Dowodem niech będą rozmowy z Norwegia, Szwecją czy szczyt w Krakowie. Wszystkie te wydarzenia, miały swoje miejsce, NIEZALEŻNIE od tego, czy dany projekt leży w „unijnej szufladzie” czy nie. A nawet, jeśli „leży” to należy sobie zadąć pytanie „DLACZEGO?”. Odpowiem pytaniem (wiem, że to niegrzecznie, ale cóż…): czy myśli Pan, że gdyby w skład Unii wchodziły TYLKO takie państwa jak Czechy, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Białoruś etc. to ten plan również leżałby odłogiem?
„7.Wizyta prezydenta Sarkozy’ego i premiera Hiszpanii, Zapatero, powinna wreszcie uświadomić braciom Kaczyńskim, że rejtanizm, jaki chcą uczynić w Brukseli jest śmieszny i przyniesie Polsce nieodwracalne szkody. Sarkozy najprawdopodobniej złożył na ręce Lecha Kaczyńskiego pewne ciekawe propozycje, być może przekonywał polskich polityków do swego projektu traktatu ograniczonego. Zdecydowanie się na sojusz w tej sprawie z Francuzami – może być wyjściem z twarzą z tego całego zamieszania. Ale z drugiej strony – następnego dnia po wizycie francuskiego prawicowego prezydenta, mogliśmy przeczytać wywiad Lecha Kaczyńskiego w brytyjskim „The Times”, gdzie podtrzymuje on stanowisko Polski – a także usłyszeć opinie Jarosława – równie nieprzejednane.”
Co do rejtanizmu: wyjaśniłem wcześniej – przykład: dzisiejsze wydanie The Times. Pisze Pan „najprawdopodobniej złożył na ręce Lecha Kaczyńskiego pewne ciekawe propozycje”. Złożył albo i nie. Pisanie w taki sposób jest nieuczciwe i ma zerową wartość argumentacyjną. Dodatkowo, pisze Pan dalej „mogliśmy przeczytać wywiad Lecha Kaczyńskiego w brytyjskim „The Times”, gdzie podtrzymuje on stanowisko Polski – a także usłyszeć opinie Jarosława – równie nieprzejednane”, co jest raczej anty-dowodem dla postawionej wcześniej przez Pana tezy, że „padły ciekawe propozycje”. Chyba, że trzyma się Pan nadal wersji, że to wszystko wina fobii. Ja jednak trzymam się prostej logiki: jeśli chce zapłacić za chleb 2 zł a ktoś mnie próbuje przekonać, że lepiej będzie jeśli zapłacę 4 zł, to trzymanie się przy swoim pierwotnym zdaniu uważam za przejaw logiki i trzeźwości umysłowej a nie fobii.
PS- Przepraszam za "tasiemca" - krócej się chyba nie dało ;)
PZD.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)