http://wiadomosci.onet.pl/1563585,11,item.html
Niby nieistotna informacja. Niby drobna ciekawostka. No właśnie – NIBY.
Prawda jest jedna nieco inna. Otóż, właśnie takie wiadomości jak ta, dostarczają nam znacznie więcej informacji nt. kondycji naszej gospodarki, niż tysiące różnych wskaźników mierzących krajowy PKB.
Bo proszę sobie, Drodzy Państwo, zadać pytanie: skoro na nasze samopoczucie, sytuację gospodarcza, dobrobyt etc. wpływ ma niezliczona liczba czynników, to jak to zmierzyć za pomocą kilku wskaźników? Odpowiedź może być tylko jedna: nie da się. Albo inaczej: da się, ale wynik będzie na tyle miarodajny, że można go sobie będzie o kant…kuli otrzeć.
Jak więc mierzyć owy dobrobyt? Skoro już trzeba, to najlepiej najprostsza metodą. Obserwacją. Obserwacją tego, co dzieje się w wokół nas, jak i obserwacją, stosunkowo bliskiego nam, środowiska.
Cóż, więc takiego wynika z, przytoczonej na samym początku, informacji? Dwie podstawowe rzeczy.
„Na papierosy, wódkę i piwo wydajemy, co roku blisko 30 mld zł, a więc tyle ile wynosi dziura budżetowa, wynika z badań firmy Nielsen”
„Pod względem spożycia wódki jesteśmy na czwartym miejscu w świecie, po Rosji, Ukrainie i USA”
Pierwsza z nich, wynika bezpośrednio z przytoczonych wyżej cytatów. Wniosek prosty: KONSUMUJEMY! Konsumujemy i to całkiem nieźle, skoro obok naszego kraju wymienia się np. Rosję i USA. No dobrze, ale ktoś powie: "fajnie, ale my to na wódkę wydajemy...". Zapytam więc: Co z tego?! Co za różnica, czy zarobione pieniądze wydamy na wódkę, kubki plastikowe, książki czy pościel z misiami? Żadna! Pieniądze są ja rower: muszą być cały czas w ruchu, aby "działały". Poza tym, skoro wydajemy dość spore, jak wynika z treści przytoczonej informacji, sumki na alkohole, to śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że równie dobrze może być w innych gałęziach przemysłu, tylko nikt jeszcze tego zbadać nie raczył (pomijając te dziedziny, na którymi "czuwa" państwo: tam wyniki są z góry przesądzone). Ale jest i kolejna kwestia: skoro kupujemy tak dużo trunków to przecież żeby je kupić najpierw trzeba mieć ZA CO! Przecież nie jest tak, że pieniądze to sobie drukujemy w piwnicy, w przerwach między pędzeniem bimbru a przegrywaniem nielegalnych płyt CD. Inflację mamy stosunkowo niską, więc, jedyną prostą konkluzją może być fakt, iż po prostu (co wielu nie przechodzi przez usta), POLACY SIĘ BOGACĄ !
No i tu dochodzimy do drugiej sprawy, która inicjuje cytat:
"Co ciekawe alkohol i papierosy kupują częściej ludzie o skromnych dochodach, niż zamożni. Osoby o relatywnie niskich zarobkach, np. 1000 zł, potrafią 300-400 zł wydawać na te używki, najczęściej kosztem wydatków na żywność, podaje "Wyborcza" "
Powie ktoś: "no jak się bogacą, jak masz tłumoku, czarne na białym napisane, że kupują to osoby ubogie !". Cóż: pozostaje jedynie wzruszyć ramionami i szyderczo się uśmiechnąć. Bo proszę uważnie to przeczytać: " niskich zarobkach, np. 1000 zł, potrafią 300-400 zł wydawać na te używki". Z prostego rachunku wychodzi, iż po przeznaczeniu średnio 350 zł na tzw. używki, pozostaje 650 zł na życie. No to teraz proszę sobie zadać pytanie, kto jest w stanie przeżyć za 650 zł miesięcznie. No właśnie...NIKT!. No, ale przecież Ci ludzie żyją...i na dodatek to oni, wedle statystyk GW, przeznaczyli 30 mld. złotych na używki! Jak to możliwe? Nic bardziej banalnego. Prawda jest taka, że w Polsce, kwitnie "szara" i "czarna" strefa. POLAK POTRAFI! Jak człowiek widzi, że go państwo OKRADA z zarobionych pieniędzy to po prostu, szuka tzw. alternatywnych źródeł dochodu. I proszę: mamy tego piękny przykład w przytoczonym wyżej artykule. Analogiczna sytuacja jest np. z bezrobociem, które faktycznie (nie od dziś), powinno podawać się w CYFRACH a nie LICZBACH.
Żeby nie było tak różowo. Nie jest oczywiście tak, że w tych statystykach (sic!) nie ma miejsca na tzw. meneli, którzy może i faktycznie tyle zarabiają i wolą wydać 20 zł na odpowiednią ilość trunków, niż na wyżywienie rodziny przez 2-3 dni, ale co w tym dziwnego? Niech sobie istnieją. Wierzą Państwo w to, że byliby oni w stanie aż taką ładną sumkę wydać na trunki? No ja też nie.
Zastanawia tylko człowieka informacja o tym, że te 30 mld. złotych to "tyle ile wynosi dziura budżetowa". Po co o tym piszą? Czyżby ktoś nam sugerował, że lepiej załatać dziurę budżetową (puszczone oczko dla rządzących, aby się szybko tym "problemem" zajęli) niż przeznaczyć to na alkohol? O nie...moje niedoczekanie ! To ja już wolę zachlać się na śmierć niż dokarmiać potworka, który zdycha - powoli, lecz skutecznie. Na zdrowie !
PZD.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)