Od paru dni trwa żarliwa dyskusja, której przedmiotem jest tzw. Karta Praw Podstawowych, czyli dokument, który ma być (lub nie) w najbliższym czasie ratyfikowany i przyjęty przez większości krajów UE (poza np. Wielką Brytanią i Polską).
Dyskusja wre: jedni mówią o nowych prawach, nowoczesnej karcie chroniącej (jak sama nazwa wskazuje) podstawowe prawa człowieka, a drudzy powątpiewają w intencję brukselskich polityków i sens całego przedsięwzięcia.
Sama karta istniała już wcześniej. Problem pojawia się dopiero teraz, gdyż dziś próbuję się ją włączyć w powszechnie obowiązujący kanon prawny. Karta w dzisiejszej formie to dokument, który zbiera poniekąd najważniejsze, najbardziej istotne z punktu widzenia jednostki, prawa oraz próbuje je uporządkować, nadając im formę prawną. Różnica pomiędzy stanem aktualnym a tym oczekiwanym jest jednak znacząca. Przede wszystkim, obecnie nikt nie może się BEZPOŚREDNIO powołać na prawa zapisane w Karcie. Dokument, mimo iż jest zbiorem spisanych praw, nie tworzy nota bene nic nowego: Karta powstała na podstawie innych aktów prawnych, a jej zapisy wynikają z innych dokumentów. Jest swego rodzaju wykładnią spisaną w ładnej formie, ze szlachetnym tytułem.
Czy więc zasadnymi są wszelakie lamenty ze strony sceptyków? Przyznać muszę, iż po części na pewno. Przede wszystkim, sama forma i to JAK napisana jest owa Karta, budzi największe (moje, lecz nie tylko) wątpliwości.
KPP jest na tyle ogólnym aktem prawnym, że nota bene, nie potrafię sobie go wyobrazić jako dokumentu efektywnie funkcjonującego w obiegu prawnym, bez dodatkowych uściśleń i wyjaśnień w postaci pomniejszych aktów prawnych.
Bo cóż człowiek może sobie pomyśleć kiedy czyta np.:
„Wysoki poziom ochrony środowiska i poprawa jego jakości muszą być zintegrowane z politykami Unii i zapewnione zgodnie z zasadą stałego rozwoju”
Cóż to jest ten „wysoki poziom”, cóż znaczy „zintegrowanie z politykami Unii” i cóż to do cholery jest „zasada stałego rozwoju”?
Karta pod tym względem przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Gotów jestem zaryzykować stwierdzenie, iż niejasna forma przepisów jest celowa, a owym celem ma być stworzenie nowych urzędów, nowych posad urzędniczych, nowych aktów prawnych wydawanych przez owe urzędy etc. Jednym słowem: dokarmiamy pasożyta zwanego biurokracją.
Przynosi to kolejną obawę, jaką jest możliwość wepchnięcia „tylnymi drzwiami” uregulowań prawnych dotykających tak wrażliwych i delikatnych spraw jak kwestie rodzinne (vide artykuł 33) czy prawa dziecka (vide artykuł 24). Istnieje obawa, że skoro sama Karta nie jest w stanie zapewnić należytej ochrony, gdyż jest zbyt ogólnym aktem, to akty wydawane w celu sprecyzowania konkretnych przepisów, uzyskają podobną moc, co sama Karta. Nie wiem jak zamierzają to uregulować brukselscy „eksperci”, ale lepiej „dmuchać na zimne” i zadać to pytanie teraz, niż po fakcie.
Omawiana Karta poza samą formą, budzi również wątpliwości w dziedzinie treści. Osobiście nie wiem jak ma się np. artykuł 25, który brzmi:
„Unia uznaje i szanuje prawa osób w podeszłym wieku do godnego i niezależnego życia oraz do uczestniczenia w życiu społecznym i kulturalnym.”
do praktyki stosowanej przez UE w dziedzinie np. eutanazji. Chyba, że poprzez „uczestniczenie w życiu społecznym” uznamy, poświęcenie się dla dobra systemu emerytalnego, który odczuwa niemałą ulgę za każdym razem, kiedy starsza osoba odchodzi w zaświaty.
Czasami można odnieść wrażenie, że przepisy KPP przeczą miejscami same sobie. I tak Artykuł 15 „Wolność wyboru zawodu i prawo do podejmowania pracy” mówi:
„Każdy ma prawo do podejmowania pracy oraz wykonywania swobodnie wybranego lub zaakceptowanego zawodu.”
Po czym czytamy w Artykule 32:
„Zatrudnianie dzieci jest zakazane”
Nie wiem, może ja nie znam znaczenia słowa „każdy”, albo przesadziłem z oglądaniem filmów amerykańskich, gdzie dzieciaki od wczesnych lat pracują jako np. dostarczyciele gazet etc. ucząc się, na czym polega przedsiębiorczość. Nie rozumiem, dlaczego podobne praktyki mają być zakazane (lub nie, bo przecież jak „każdy” to każdy).
Sedno sprawy jest jednak inne. O ile kwestie prawne, sprecyzowanie i wyjaśnienie wątpliwości związanych z zapisami da się wyjaśnić, o tyle aspekty moralne budzą znacznie większy niepokój.
Skoro KPP to dokument nietworzący nota bene żadnych, nowych praw, to, po co w ogóle coś takiego wykreowano? Ani to nie precyzuje istniejących już praw, ani nie tworzy nowych, istotnych regulacji prawnych. Jaki jest, więc sens owej Karty? Osobiście, nie mogę znaleźć odpowiedzi na te pytanie. Może jest to spowodowane samą filozofia UE, która wg jednego z polityków „musi być jak rower – musi być ciągle w ruchu”? Wszystko fajnie, tylko szkoda, że przez takie inicjatywy jak KPP, ten rower, owszem - porusza się – tylko nie w tym kierunku, co trzeba. Nie słyszałem jeszcze o kolarzu, który wygrał wyścig dzięki niebywałym umiejętnościom jazdy wspak.
Wiem natomiast jedno. Im więcej praw, regulacji obejmuje rząd centralny – bez znaczenia czy w Polsce, czy Brukseli – tym mniej, My – OBYWATELE, mamy do powiedzenia. Im więcej kwestii rozstrzyga Państwo, tym w mniejszym stopniu sami jesteśmy w stanie decydować o własnych sprawach. W myśl zasady: nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. I chociażby z tego powodu, jestem przeciwny przyjmowaniu KPP. Kwestie prawne, owszem, może i są ważne. Jednak nie dla mnie. Nie dla Obywateli. One są ważne dla urzędników.
Kiedy bronimy się przed napadem i podczas obrony ugodzimy śmiertelnie napastnika nożem, to dla nas jest oczywistym, iż robiliśmy to w obronie własnej, podczas gdy prawnicy, urzędnicy etc. latami będą ustalać, tę oczywistą dla nas prawdę. Nie dajmy się zwariować. Jeśli te prawa są naprawdę prawami podstawowymi to niech pozostanę tam gdzie ich miejsce. U podstaw. Wśród LUDZI, dając im wolny wybór w kształtowaniu swojego życia. Do dziś odbywało się to bez KPP.
Czy było - jest, aż tak źle?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)