doomer doomer
74
BLOG

Nowa, świecka moda - 13 grudnia 1981 r.

doomer doomer Polityka Obserwuj notkę 5

Od kilku dni nie ma obywatela, który nie zastanawiałby się nad tym, co premier i Prezydent robili podczas stanu wojennego. Przy okazji, każdy próbuje przypomnieć sobie co sam wtedy robił, bo jak wiadomo, dzień ten, oraz to co się wtedy robiło, stał się puntem odniesienia, swoistymi papierkiem lakmusowym, przesądzającym o tym czy możemy zabierać głos w dyskusji, czy jesteśmy skazani na "wygnanie" tj. wyłączenie z dyskusji. Mnie na szczęście owe rozważania nie dotyczą, gdyż po prostu nie było mnie na świecie. Z jednej strony się cieszę, gdyż nie musiałem przechodzić przez to piekło, jednak z drugiej jestem trochę smutny: czy będę mógł bowiem wtrącić swoje 3 grosze na ten temat? Przyjmując linię argumentacyjną polityków opozycji: chyba nie, stąd ograniczę się do cytowania. Oto odpowiedź na, krążące po mediach, kluczowe dla losu debaty publicznej, pytanie:

Lech Kaczyński:

"- Gdzie Pan był 12 grudnia?

- Poszedłem na zajęcia ze studentami zaocznymi. Nie zauważyłem, że nie ma studentów- esbeków. Nie zauważyłem, bo zazwyczaj zamieniałem ćwiczenia w wykłady i nie sprawdzałem obecności. Zresztą studenci utrzymywali dyscyplinę, a kto kim jest dowiadywałem się najwyżej z indeksu. Wróciłem do domu, córka już spała. Wieczorem oglądaliśmy w telewizji film i w pewnym momencie, w środku akcji, na ekranie pojawiła się jakaś pani i ogłosiła, że kończymy już nasz program. Czasem się sobie dziwię, że wtedy nie założyłem kurtki i nie uciekłem. To był wyraźny sygnał. Kilka minut później usłyszałem cichuteńki sygnał do drzwi. W tamtym mieszkaniu były jeszcze dodatkowe kraty, też zamykane. Pamiętam, że żona zapytała "kto to może być", a jak odpowiedziałem "na pewno nic dobrego". Wyszedłem, zobaczyłem jakiegoś faceta, który rzucił idiotyczne zdanie "poczta". Wiedziałem, że to nie żadna poczta, ale nie miałem wyjścia. Wkroczył esbek w cywilu a za nim trzech milicjantów, jeden z drogówki.

- Był Pan jednym z pierwszych na liście?

- Sądząc po czasie, w którym sie zjawili - tak. Powiedzieli, że jest dekret o stanie wojennym, na podstawie którego zostanę internowany. Dali mi dokument, na którym był jednak zły adres, sprzed przeprowadzki 19 marca. A więc listy były przygotowywane dużo wcześniej. "

 

Jarosław Kaczyński

" - Stan wojenny zastał Pana w Warszawie?

- Wieczorem w sobotę jadę do ciotki na Saską Kępę, potem późną nocą docieram na druga stronę Wisły, na Żoliborz. Swoim obyczajem kładę się bardzo późno spać. Tuż przed snem, pół godziny przed północą rozmawiam przez telefon z Leszkiem. Potem dowiedziałem sie, że internowano go zaledwie pół godziny po tej rozmowie. A rano budzę się i słyszę, jak mama pyta ojca czy zapłacił za telefon, bo nie działa. Mama wychodzi do kościoła. Wstaje później i też idę do kościoła do Św. Stanisława. Wtedy trwała po Polsce peregrynacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i tego dnia dotarł on do naszej parafii. W świątyni tłumy.

- Pan już wie, co się dzieje?

- Dowiedziałem sie w kościele. Wracając po drodze spotykam mamę. Wracamy razem.

- Jak to możliwe, że nie wiedzieliście o stanie wojennym. Trąbiły o tym radio i telewizja.

- To proste - telefon nie działał, a w domu nigdy zbyt intensywnie nie oglądało się telewizji i nie słuchało się radia, a juz na pewno nie robiło się tego rano. Tak zresztą jest do dzisiaj. Telewizor zapala się wieczorem, czasem w niedzielę po południu.

- Wróćmy do 1981.

- Wracamy do domu, ale mama dowiedziała sie, że coś "jest" w związku literatów, coś w rodzaju punktu informacyjnego. Ubieram się znowu i lecę tam. przychodzą kolejni pisarze i dziennikarze, ciągle ktoś wpada, ktoś wychodzi. Tam dochodzą do mnie pierwsze szczegóły wydarzeń, niestety nikt nic nie wie o tym, co sie dzieje w Gdańsku. Pojawia sie ktoś już zwolniony z internowania, ja jestem zszokowany, że mnie nie internowano. Słowem, obserwuje tam charakterystyczny dla pierwszych dni stanu wojennego chaos i brak informacji. Ktoś coś podpisuje, ale w sumie niewiele wszyscy wiemy. Wieczorem wracam do domu. Włączam telewizor. Wszystko staje sie jasne. Nagle dzwonek do drzwi. To mój kolega Kowalczuk z zespołu do spraw samorządu. Zostaje na noc, bo przecież obowiązuje już godzina milicyjna. Następnego dnia wyruszamy "na Warszawę". Jedziemy do huty, gdzie trwa strajk. "

 

Cytaty te pochodzą z książki (wywiadu rzeki) "O dwóch takich...Alfabet braci Kaczyńskich" autorstwa Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby. Zachęcam do lektury, gdyż można się z niej dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy - nie tylko tego, co kto robił 13 grudnia 1981 r.

edit: proponuję wrzucenie tego wpisu na SG - może dzięki temu unikniemy kolejnych spięć między bywalcami S24, których główną osią jest to, kto co robił podczas stanu wojennego. 

doomer
O mnie doomer

" My, liberałowie, wyznawaliśmy kiedyś nasz liberalizm niefrasobliwie, bo uważaliśmy go za oczywistość. Ale liberalizm został zaatakowany, więc od tej pory wyznajemy go zaciekle, jak religię. My, zwolennicy patriotyzmu, uważaliśmy kiedyś, że patriotyzm jest postawą racjonalną i nie zastanawialiśmy się nad nim wiele. Teraz już wiemy, że jest to postawa irracjonalna i mamy pewność, że jest słuszna. My, chrześcijanie, nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy, ile filozoficznego zdrowego rozsądku tkwi w misteriach chrześcijańskich, póki nie pokazali nam tego antychrześcijańscy publicyści " G.K. Chesterton - "Heretycy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka