...i to wielką. Dziś po raz pierwszy obejrzałem nowy program pt. "Kto Kogo?". Program ten "wszedł" w ramówkę Polsatu w miejsce programu T. Lista "Co z tą Polską?". Przyznam się szczerze, że o istnieniu nowego programu dowiedziałem się niedawno, toteż obok nosa przeszedł mi pierwszy odcinek. Cóż mogę powiedzieć po obejrzeniu dzisiejszego odcinka?
Nie ukrywam, że jestem sympatykiem Pana Markiewicza. Bardzo żałuję, nie od dziś, że jego program "Bumerang" zawsze był traktowany w sposób, powiedzmy, "specyficzny" tj. uzyskując porę emisji dość niekorzystną, zupełnie nieproporcjonalną do jakości prezentowanych treści. Zawsze z sympatią odnosiłem się do jego, wyciszonego, wyważonego, spokojnego głosu, który był jedynie zmyłką, zawierającą w rzeczywistości, szalenie inteligentne riposty bezlitośnie piętnujące głupotę i stronniczość "elit dziennikarskich". Cieszy mnie więc fakt, iż mogę posłuchać Pana Markiewicza, mającego jednocześnie u boku Pana Wróblewskiego, w nieco bardziej przystępnych godzinach. Moja sympatia do prowadzącego nie ma jednak wielkiego wpływu na ocenę nowego politycznego show. Dziś poczułem nie tylko tytułową różnicę, lecz także...ulgę. Obejrzałem godzinny program, po czym zorientowałem się, że wcale mnie nie boli głowa. W myślach nie wybrzmiewa mi rechot publiki, tupanie nóg, żałosne docinki polityków etc. tak dobrze znane z, "nieodżałowanego" programu T. Lisa. Spokój. Bez budowania, ale jednak spokój. Nie czuję się zmęczony. Czuję się również usatysfakcjonowany samą formułą programu. Krótkie pytania, dużo czasu do udzielenia odpowiedzi, ograniczenie roli publiczności do jej faktycznej roli tj. obserwowania, skupienie się na gościach, czyli na tych, dla których ten program został stworzony. O, i tu tkwi chyba ta zasadnicza różnica! Żaden z prowadzących nie zamierza startować w wyborach prezydenckich, nie kreuje się na obrońcę demokracji, ofiarę reżimu etc. toteż i powodów do specjalnego "lansu" raczej "nie ma na stanie".
Nie wiem na ile ten odcinek był reprezentatywny. Dla mnie, strzałem w dziesiątek jest próba "reaktywacji" Pana Markiewicza, oraz próba "aktywacji" Pana Wróblewskiego. Czuć jakąś nową jakość, a jeśli nawet nie jakość, to nowe podejście do zawodu. Czuć pewną chęć zerwania z wizerunkiem dziennikarza jako polityka, który jedynie dla niepoznaki, wpisuje innye słowo w rubryce "zawód". W końcu człowiek może skupić się na tym co najważniejsze - nasza uwaga nie jest odwracana przez skandowanie publiczności, gwizdy, okrzyki, czy nawet - co zdarza się ostatnio dość często - próby nawiązania dialogu publiczności z politykiem-gościem. I jeszcze raz - spokój. Coś czuję, że dziś będzie mi się dobrze spało. I może nawet, po raz pierwszy od dawien dawna, nie przyśni mi się publiczność z programu "Co z tą Polska?"...?



Komentarze
Pokaż komentarze