Rządy przychodzą i odchodzą. Nie ma w tym zjawisku nic nadzwyczajnego. Coś się kończy, coś się zaczyna. Czasami doświadczamy (obywatele) tego w bardziej dotkliwy sposób, czasami w ogóle tego nie zauważamy.
Nie ulega wątpliwości, że odchodzący Premier (Jarosław Kaczyński) i jego rząd zapisze się w historii polskiej polityki. Dobrze, czy źle, tego dziś przewidzieć nie sposób - wszystko zależy od poglądów, aksjologii kogoś kto to będzie opisywał - a jak wiadomo to zwycięscy piszą historię (nie można jednak wykluczyć, że będzie nim sam Kaczyński). To nie ma większego znaczenia dla powstającej właśnie notki, wszak tu nie o oceny chodzi. Chodzi o zmianę - coś co wszyscy odczuli w ostatnich 2 latach, z tą różnicą, że było to ocenianie w różny sposób.
Nie można odmówić odchodzącemu rządowi próby (bo na nic więcej nie starczyło czasu, ani warunki nie były sprzyjające) pewnej rewolucji - czy raczej, kontrrewolucji. Niestety, jak już napisałem, była to jedynie próba. Tę próbę szczególnie widać na polu polityki zagranicznej, oraz wymiaru sprawiedliwości. W pierwszej sferze, nie sposób zaprzeczyć, że Nasz Kraj, jako podmiot stosunków międzynarodowych, zmienił swój status. Mówiąc językiem sportowym, zmienił ligę, w której gra. Czy był to spadek, czy awans, to już (jak pisałem wcześniej) zależy od indywidualnych przekonań. W wymiarze sprawiedliwości zaś, podjęto próby otwarcia zawodów prawniczych - w końcu argument, że "korporacje służą jakości usług" został raz na zawsze odstawiony do lamusa. Dziś już nikt nie wytacza podobnych "dział" - zdecydowana większość jest za otwarciem zawodów prawniczych, nie przyjmując nawet do wiadomości, że ktoś może uważać inaczej. Podobnie rzecz ma się z podejściem Polaków do surowości kar. Takie wydarzenia jak np. lincz we Włodowie, dość trwale zmieniły świadomość Polaków - a raczej, by być bardziej dokładnym, utrwaliły jedynie model kar surowych, jako ten najbardziej odpowiedni dla naszej kultury.
To tylko niektóre zmiany, lub pół-zmiany, jakich byliśmy świadkami. Dziś został powołany nowy rząd. Rząd człowieka, który nie jest z mojej bajki. Przyznaję to otwarcie. Choć z poglądami ekonomicznymi w pewnej części zgadzam się z Premierem Tuskiem, to wciąż nie jestem w stanie zrozumieć jak ktoś kto raz mówi (bardzo sensownie zresztą), że jakość życia publicznego i zadowolenie obywateli z aparatu państwowego rośnie, odwrotnie proporcjonalnie do liczby przepisów i ustaw jakie władza płodzi, może później bez zawahania deklarować chęć przyjęcia Karty Praw Podstawowych. Nie o to zaś chodzi. Mimo, iż rząd się zmienił, zmieniły się twarze, być może nawet idee, to jednak nadzieje pozostały te same. Wciąż, jako obywatel, chciałbym pozostać w błogiej nieświadomości wydarzeń politycznych, chciałbym "żyć w nieciekawych czasach". I to, powiedzmy sobie szczerze, jest możliwe. I nie mówię tu o nastawieniu mediów. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak mogą wyglądać najbliższe lata - bagatelizowanie czegoś co w 2006 r. uchodziłoby za aferę, i podnoszenie do rangi istotnego wydarzenia, czegoś co wcześniej zostałoby przemilczane. Nie w tym rzecz, wszak skutki polityki finansowej odczujemy bez względu na to czy powiedzą o tym w serwisie informacyjnym czy nie.
Nadzieje pozostają. Od, paradoksalnie dość dziwnej, nominacji Cezarego Grabarczyka, jako od prawnika, oczekuję likwidacji setek zbędnych, uciążliwych przepisów prawnych. Wszak, wbrew pozorom, to on ma większe szanse na realizację tego postulatu, niż ktoś bardzo ideowy, jednak nie znający się na prawie. Ma on za sobą, krótką, ale jednak, kadencję Pana Barszcza, człowieka, który obniżył Vat na materiały budowlane z 22% do 7% - kierunek został wytyczony. Mam nadzieję na kontynuację. Od Bogdana Zdrojewskiego oczekują jedynie kontynuacji tego co robił Pan Ujazdowski - plus lepsza promocja swoich, potencjalnych osiągnięć, z czym nie powinno być problemu. Bardzo żałuję, że takie programy poprzednika Pana Zdrojewskiego jak np. programy Patriotyzm Jutra czy Program Straty, zostały praktycznie przemilczane. To wielka strata, że o tego typu wydarzeniach mówiło się tak mało, a przecież te inicjatywy nie miały nic wspólnego z polityką. Podobne oczekiwania wiążę z kandydaturami MZ czy MEN - z całą świadomością, tego że może się to nie udać (z różnych względów - pozycja danych ministrów w partii może być jednym z powodów). Nadzieje pozostają te same, bez względu na nazwisko ministra. Bony oświatowe (liczę, że wiadomości o przedwczesnej śmierci tego pomysłu okażą się nieprawdziwe), wprowadzenie mechanizmów konkurencji pomiędzy placówkami medycznymi, likwidacja amnestii maturalnej, wprowadzenie filozofii etc. to postulaty, które będę kierował do każdego ministra, bez względu na przynależność partyjną. Z równą konsekwencją będę również rozliczał każdy ruch i decyzję konkretnych ministrów. O taryfie ulgowej nie może być mowy, nie tylko ze względu na komfortową sytuację zwycięskiej partii (duża liczba mandatów + koalicja z wymarzonym partnerem), lecz z przesłanek czysto pragmatycznych. Tego typu reformy są potrzebne Polsce. To będzie jedyne kryterium oceny - barwy partyjne nie maja znaczenia.
I mógłbym tak wymieniać dalej (również o wątpliwiej jakości nominacjach jak np. Pana Schetyny, czy Pana Ćwiąkalskiego), co jednak mija się z celem. Rząd Donalda Tuska, z pozoru robiony na "szybciocha", ma okazję przeprowadzić wiele dobrych i pożądanych reform. I nie chodzi tu o cuda. Na nie nie liczę. Z pozoru rząd enigmatyczny, flegmatyczny, nijaki może stać się realnym ciałem reformatorskim. To, że Pan Tusk dobrał sobie ludzi pod swoją prezydenturę w roku 2010, może okazać się plusem. Urzędniczy chłód, precyzja jaką odznacza się większość składu rządowego, może przynieść realne korzyści. Nie ryzykują oni (w większości) swoimi pozycjami w partii (jak to miało miejsce w poprzedniej ekipie) - w każdej chwili, jeśli nie będą spełniali oczekiwać, mogą zostać odwołani, lecz co najważniejsze, na tym nie kończy sie ich życie. Wrócą do swoich dawnych stanowisk, bez specjalnego uszczerbku.
Oczekiwania są duże. Nie są one wynikiem rozdmuchanej do niewyobrażalnych rozmiarów kampanii wyborczej. Zawdzięczamy je poprzedniej ekipie, która jednych (lewicę) doprowadzała do wściekłości, a drugich (PO) doprowadziła do władzy. Każdy ruch obecnego rządu, będzie nie tylko oceniany w odniesieniu do poprzedniej władzy, lecz również oceniany ( by nie powiedzieć, rozszarpywany) przez PiS i LiD. PO znajduję się w pomieszczeniu, które zaczyna się kurczyć z obu stron na raz - można to zatrzymać jedynie poprzez realne, pozytywne decyzje, które zostaną zauważone przez Polaków. Jedynym, rozsądnym rozwiązaniem jest wprowadzenie nowej jakości - nie w aspekcie medialnym, lecz faktycznych poczynań i rozstrzygnięć. Życzę temu rządowi, jak każdemu, aby tego dokonał - życzę tego jako wyborca PiS, pełen obaw i wątpliwości, jednak z duża nadzieją na to, że wiele reform jest możliwych, oraz z wielką nadzieją, że Pan Donald Tusk nie przekreśli "grubą kreską" tego co wydarzyło się w ostatnich 2 latach. Pamiętajmy, że hasło IV wyszło od posła PO - nie ma żadnych przeszkód, aby również przez tę samą partię było realizowane. Bez znaczenia pozostaje to, kto zreformuje Polskę. Byleby to ktoś zrobił.



Komentarze
Pokaż komentarze