Powyższy cytat pochodzi z wczorajszego programu "Teraz My!", a jego autorem jest Kuba Wojewódzki - znany showman, satyryk, "celebrytas" etc. Mimo, iż powstało już kilka notek nt. programu, z którego pochodzi ta wypowiedź (skierowana w stronę PiS-u), moim zdaniem, nie zajęły się one sednem problemu. Problemu, który wbrew pozorom, nie jest bezpośrednio problemem PiS-u - partia Jarosława Kaczyńskiego jest "jedynie" raniona odpryskami źródła pewnej postawy. Źródłem wizerunkowej i wyborczej porażki PiS-u była (i jest) kondycja polskiej "inteligencji", czy jak ktoś woli - wykształciuchów. Wszak można się krzywić kiedy Pan Wojewódzki stwierdza, że jest on przedstawicielem inteligencji, jednak nie zmienia to faktu, iż masa ludzi podobnych do gwiazdora TVN-u, właśnie tak o sobie myśli. Wojewódzki jest jedynie jednym z przedstawicieli tego nurtu - najbardziej znanym, popularnym, bystrym, może mało reprezentatywnym ze względu na te cechy, jednak jego kondycja psychiczno-światopoglądowa odpowiada a większości "targetowi", jego programu - grupie, która stanowiła "masę krytyczną" wyborów w 2007 r.
Kwestia sporu nt. faktycznej zasadności używania słowa "inteligencja" w odniesieniu do każdego kto skończył uczelnię wyższą pozostaje wciąż nierozstrzygnięta. Jedno jest jednak pewne - jakakolwiek dyskusja na ten temat jest i będzie niekorzystna dla tego kto ją podniesie. Powodem takiego stanu rzeczy jest to, iż może ona iść jedynie w jednym kierunku tj. jeśli już temat ten zaistnieje w przestrzeni publicznej, to nikt nie będzie się zastanawiał nad tym, czy czasami termin "inteligencja" nie jest zbyt ubogi w porównaniu z poziomem intelektualnym przeciętnego np. studenta. Nikt nie jest szaleńcem, ani głupcem aby próbować dowodzić, iż kondycja intelektualna przeciętnego 25 latka jest nieadekwatna do słowa "inteligencja", stąd wypadałoby stworzyć nowy termin np." hiper-inteligencja". Przyznają państwo, że tylko człowiek niespełna rozumu mógłby wysunąć podobną koncepcję. Logiczne więc jest, iż dyskusja ta może iść jedynie w kierunku odwrotnym tj. czy aby obecni "inteligenci" zasługują na miano "inteligentów"? I tu zaczyna się problem, wszak żaden człowiek, dobrowolnie, z własnej woli, nie zrzeknie się nadanego mu tytułu - czy jest to tytuł nadany przez siebie samego, czy siły zewnętrzne (a takimi mogą być np. media a'la Gazeta Wyborcza, TVN - vide "Szkło Kontaktowe" - etc.) pozostaje bez znaczenia. Każdy kto będzie próbował poddać w wątpliwość zasadność ich, swego rodzaju, statusu społecznego, będzie postrzegany jako wróg. Nic w tym dziwnego, wszak podmiot, który przez większość swojego, świadomego życia politycznego jest utwierdzany w przekonaniu, iż to on jest przedstawicielem inteligencji, nie może inaczej zareagować. To tak jakby ktoś nam powiedział, że nie jesteśmy dziećmi naszych rodziców - nawet jeśli ten ktoś miałby rację, nie możemy wyobrazić sobie innej reakcji (przynajmniej w pierwszej fazie, kiedy dopiero otrzymujemy wiadomość), niż niechęć, agresja w stosunku do posłańca, jakże nieszczęśliwych dla nas wieści. Dopiero po jakimś czasie, kiedy odważamy się podjąć próbę weryfikacji danej wiadomości, możemy krok po kroku, oswajać się z tą myślą. Niestety, aby proces zmiany tożsamości społecznej powiódł się w 100% potrzebna jest inicjatywy i chęć dotarcia do prawdy ze strony podmiotu zmian. Owszem, można zrobić to siłą, jednak podmiot ten nadal będzie czuł się tym, kim był przed zmianą, gdyż nie podano mu sensownych argumentów - w zamian użyto siły, co sprawia wrażenie, że takie argumenty nigdy nie istniały. Jak więc widzimy próby dyskusji nad podobnymi zagadnieniami są niczym pole minowe. Rzadko się zdarza, że sukces będzie możliwy w krótkim okresie, co więcej, prawdopodobieństwo takiego sukcesu jest naprawdę znikome (co wynika z natury człowieka - ciężko jest nam się rozstać z czymś co już posiadamy) - w przeciwieństwie do prawdopodobieństwa porażki. To jest zastraszająco duże.
Oddzielnym, można powiedzieć, że właściwym z punktu widzenia tytułu tej notki, jest temat faktycznej kondycji owej "inteligencji". Tego czym się ona charakteryzuje, czym się kieruje w podejmowaniu wyborów i jakie ma oczekiwania. Cytat, który stał się inspiracją do powstania tego wpisu, oddaje w znacznej części podejście "inteligencji" do zagadnień politycznych. Podejście to jest nie tylko dziecinne, nierozsądne, lecz także szkodliwe dla samego Państwa i Narodu. Rola estetyki medialnej (garnitur, krawat, ładny uśmiech etc.) w polityce jest marginalna. Nie ma ona żadnego wpływu na realne decyzje, których źródłem jest zawsze idea polityczna, światopogląd itp. To, czy dana partia czy osoba jest za zniesieniem podatku progresywnego nie ma związku z marką garnituru czy większą, lub mniejsza łysiną danego człowieka. Należałoby więc zapytać ludzi głoszących podobne herezje np. Pana Wojewódzkiego, czy gdyby w swoim programie był ubrany w kalosze i skafander, jego riposty i monologi straciłyby na wartości? Można pójść dalej i zapytać czy fakt, iż rolnik twierdzi, że 2+2=4 ma wpływ na prawdziwość tego działania? Czy to działanie jest bardziej prawdziwe, kiedy jego autorem będzie makler giełdowy? Śmiem wątpić.
I w sumie nie byłoby nic złego w takim podejściu gdyby ograniczyłoby się one do głosowania za np. garniturami dla partii X, obuwiem dla Pana Y itp. Innymi słowy, gdyby krytyka estetyki decydowała jedynie o estetyce. Tak jednak nie jest. Wielki problem pojawia się, kiedy estetyka staję się determinantem naszych wyborów politycznych. Innymi słowy, wychodzi ona poza zakres swoich naturalnych barier, wpływając na inne dziedziny, które NIE MAJĄ z nią nic wspólnego (czego dowodem były postawione wyżej absurdalne pytania). I takie podejście reprezentuje właśnie Pan Wojewódzki, oraz bardzo duża część naszego społeczeństwa. Nie rozumieją oni, iż wyrządzają wielką krzywdę Państwu i Narodowi, sprowadzając wybory władz do kategorii estetycznych. Co więcej, nie czują oni za to żadnej odpowiedzialności. "Je jestem tylko satyrykiem - w politykę się nie bawię. Jeśli oczekujecie, że wejdę w buty Jacka Żakowskiego to się mylicie" - takie mniej więcej słowa padły wczoraj z usta Pana Wojewódzkiego. O zgrozo! Ten człowiek nie pojmuje (albo dobrze blefuje), że wybranych polityków nie wysyłamy później na wybiegi mody, prezentację kolekcji jesień/zima etc. Ci ludzie jeżdżą później np. negocjować kwestie bezpieczeństwa militarnego naszego kraju. Jak się ma jedno do drugiego, chyba tylko sam autor byłby w stanie wyjaśnić, gdyż moje zdolności percepcji i dedukcji nie sięgają tak daleko. Nie bez powodu przy zakupie samochodu normalny człowiek najpierw zwraca uwagę na "bebechy" auta tj. wyposażenie, niezawodność, bezpieczeństwa etc. a dopiero na samym końcu uzgadnia kolor samochodu ! Owszem, można odwrócić tę kolejność, jednak warunkiem dobrego zakupu jest to, iż wszystkie te etapy tj. wybór koloru, wybór sprzętu, wybór wyposażenia etc. ZOSTANĄ WYKONANE ! To co reprezentuje swoją osobą Pan Wojewódzki ogranicza się jedynie do wyboru koloru. Innymi słowy, gdyby ulubionym kolorem Pana Wojewódzkiego był kolor czarny, to nie miałby dla niego znaczenia (w myśl tego co mówił w programie) to czy kupi czarnego fiata 126p, czy czarnego mercedesa - co więcej, gdyby postawić przed nim czarnego fiata i np. czerwonego mercedesa, wybrałby pewnie fiata - bo kolor ładny. Taka postawa jest wybitnie szkodliwa dla CAŁEGO NARODU. Działa ona destrukcyjnie zarówno na polityków jak i wyborców. Politycy, widząc iż głównym czynnikiem warunkującym ich popularność jest image, poświęcają więcej czasu na pracę nad wizerunkiem - a że czasu nie da sie oszukać, poświęcenie 3 godzin na image, oznacza nie mniej ni więcej, że czas ten nie zostanie poświęcony na inne sprawy np. omawiania strategii pozyskiwania nowych źródeł energii. Ze strony wyborców powoduje zaś zubożenie intelektualne, którego efektem (poza samym zubożeniem, które samo w sobie jest negatywne) jest podatność na manipulacje. I tak oto krąg się zamyka - ludzie wybierają marnych polityków (ale za to ładnie ubranych), marni politycy nie potrafią poradzić sobie ze sprawami kraju, co skutkuje gorszą sytuacją samych wyborców.
Naprawdę nie wiem czy te osoby nie zdają sobie sprawy z tego jak zły wpływ na ludzi ma takie upraszczanie sprawy. Ciężko jest mi uwierzyć, iż robią to nieświadomie. Zachowanie takie jak to we wczorajszym "Teraz My!" nie może przynieść korzyści żadnej ze stron. Nie mam tu na myśli, iż satyra sama w sobie jest zła. Wręcz przeciwnie - nie ma nic lepszego niż zgrabnie zaaranżowana satyra. Problem pojawia się kiedy zaczyna ona przekraczać granice satyry. Kiedy ktoś taki jak Pan Wojewódzki angażuje się otwarcie w działalność polityczną ("mój kumpel jest premierem" etc.) i kiedy zaczyna stosować miary naturalne dla satyry, do innych dziedzin życia np. polityki. Bo ja jestem w stanie wyobrazić sobie, że mniej gustowne ubranie może być obiektem żartów, jednak jak ma to zostać przeniesione na pole skuteczności i słuszności polityka/partii X, tego już nie wiem. Idąc tym tropem, dojdziemy niedługo do tego, że aktor będzie namawiał do głosowania na partię X, gdyż w partii Y nikt nie oglądał filmów, które aktor uważa za wartościowe (zazwyczaj to te, w których sam grał). Jest to niewątpliwie kierunek, w którym zmierza Pan Wojewódzki jak i grono jego wielbicieli - kierunek szkodliwy dla nich samych, szkodliwy dla reszty obywateli, jak i dla polityków. Aż strach pomyśleć jakie kryteria oceny politycznej przyjmą w takim systemie gwiazdy porno...



Komentarze
Pokaż komentarze (11)