doomer doomer
97
BLOG

W tym (nie)szałeństwie jest metoda.

doomer doomer Polityka Obserwuj notkę 25

Skandal. Samobójstwo polityczne. Hucpa. Absurd. Kabaret. To tylko niektóre z określeń, jakie pojawiły się w mediach (salon24 zaliczam do takowych) po decyzji PiS-u o bojkotowaniu stacji TVN i TVN24. Zdecydowana większość komentatorów (co widać nawet po komentarzach profesjonalistów np. Pana Warzechy i Pana Osieckiego) nie jest w stanie zrozumieć tego, jakże nie współgrającego z duchem medialnej demokracji, posunięcia. Przywołują oni niezliczoną ilość sloganów, które są jedynie reinkarnacją jednego, pełniącego rolę fundamentu– „kogo nie ma w mediach, ten nie istnieje”. Cóż, ciężko się nie zgodzić z tego typu stwierdzeniem – ma ono zastosowanie szczególnie do informacji, toteż często jest ono efektem drobnych „ulepszeń”, w efekcie czego, słowo „czego” i „to” zmieniono z czasem na „kogo” i „ten”. Nie zamierzam dyskutować z pierwotną wersją tego komunału. Czy jednak tak też jest w tym przypadku?

 

Śmiem wątpić. Powodów jest kilka, stąd postaram się przedstawić je tutaj w miarę krótko, zwięźle i czytelnie. Nawet dla Pana Osieckiego. Przede wszystkim zapomina się o tym, że PiS nie ogłosił bojkotu MEDIÓW, jak to próbują widzieć niektórzy komentatorzy (czego dowodem jest przytaczane powiedzonko „kogo nie ma…”). Nic bardziej mylnego. PiS ogłosił jedynie bojkot jednej stacji – TVN24. Jednej, gdyż rola „stacji – matki” tj. TVN jest tutaj znikoma. Jej rola publicystyczno – polityczna, przy której byłby stacji potrzebny (do czego był potrzebny, to już inna sprawa) jakiś polityk Pis-u ograniczyła się jedynie do programu „Teraz My!”. Jeśli chodzi o zasięg wpływów, jest on niewspółmierny z tym co ma do zaoferowania TVN24, stacja stricte polityczno-publicystyczna. Wracając jednak do sedna. Jak już wspomniałem – Pis nie bojkotuje mediów jako takich. Należy więc zadać sobie pytanie, czy bojkot jednej stacji, a konkretniej brak obecności na jej antenie polityków z partii X, jest w stanie wpłynąć w znaczący sposób na wynik wyborów (bo do tego się to sprowadza – wszystkie czynności podjęte przez partię mają na celu wygranie wyborów i zdobycie władzy). Oczywiście, nie sposób rozważać podobnego zagadnienia bez odpowiedzi na pytanie „JAKĄ stację się bojkotuje?”. Sam brak obecności w stacji X nie jest wystarczającym powodem do przegrania przez tę partię wyborów. Za przykład niech posłuży absencja polityków PO w TV TRWAM.

 

Wielu czytelników zapewne wzdrygało się na samą nazwę, która została podana wyżej. Nie jest jednak tak, że pojawiła się ona tutaj bez powodu. Wbrew pozorom, sedno problemu, czyli potencjalny elektorat obu stacji (TV TRWAM i TVN24) ma podobny charakter. I nie jest to jakieś szczególne odkrycie. Dokonał go znacznie wcześniej Pan Rafa Ziemkiewicz („między Michnikiem a Rydzykiem") i wielu innych, mało popularnych w kręgach salonowych, dziennikarzy. Porównanie odbiorców tychże ośrodków medialnych przychodzi z jeszcze większa łatwością, kiedy zapoznamy się z niektórymi programami na obu antenach, czego przykładem mogą być, wspominane już nie raz, „Rozmowy niedokończone” i „Szkło kontaktowe”. Żeby było śmieszniej, chociaż nie jestem wiernym widzem obu programów, częściej zdarzało mi się zobaczyć, lub usłyszeć, wybitnie chamskie sformułowania podczas „Szkła kontaktowego”, niż programu w TV Trwam, jednak dla uproszczenia (bardzo możliwe, że niesprawiedliwego dla któregoś z tych programów) podałem jedynie te dwa tytuły. Fundamentalne pytanie brzmi więc „czy politycy partii X powinni występować w stacji Y, będącej głównym bastionem partii Z?”. Cóż, częściowej odpowiedzi udzieliła już jakiś czas temu Platforma Obywatelska – co prawda jej nieobecność na antenach Radia Maryja i TV Trwam nie wynika ze świadomego bojkotu, lecz czy człowiek zdrowy na umyśle wyobraża sobie występ jej polityków w tychże środowiskach? Między bajki można włożyć zapewnienia Donalda Tuska przed wyborami, że z chęcią by wystąpił w Radiu Maryja. Jego deklaracje można porównać do deklaracji Adama Michnika z okresu po orzeczeniu TK w sprawie lustracji, gdzie nadredaktor opowiedział się za pełnym otwarciem archiwów. Wielkoduszność Pana Michnika nie miała końca. Szczególnie, że koniec miała lustracja w Polsce, właśnie dzięki wyrokowi TK. Równie dobrze mogę deklarować, że jestem jak najbardziej za miksturami na nieśmiertelność i zgłaszam się jako pierwszy do wypróbowania na samym sobie podobnej formuły. Problem w tym, że tego typu coming-outy są pustymi sloganami – zaproszenie do RM raczej nie grozi PO, lustracja nie grozi GW, a mi nie grozi możliwość wyboru, czy wypije tę miksturę czy nie, gdyż jej nie ma. Wszystkie one nie mają szans na spełnienie (w czasie, kiedy zostają ogłoszone), więc zarówno mi, jak i Panu Michnikowi i Panu Tuskowi nie grozi kompromitacja. Nie ma nic prostszego i moralnie małego, niż robić z siebie bohatera w sytuacji, kiedy na polu bitwy zostały tylko trupy i zaschnięta krew.

 

Wracając do meritum, gdyż zbyt wiele miejsca poświęciłem casusowi potencjalnego występu Pana Tuska w TV Trwam. Aby zrozumieć decyzję Pis-u należy zdać sobie sprawę z profilu bojkotowanej stacji. Doprawdy, zrozumienie tej decyzji wyda się niczym w porównaniu z próba racjonalnego wytłumaczenie tego, że politycy Pis-u od kilku lat występują w stacji, która za swój cel nr. 1 postawiła urządzanie nagonki na owych polityków. Niełatwo normalnemu człowiekowi, który wciąż wierzy, że demokracja to nie tylko „to co jest w TV”, jest zaakceptować sytuacje, w której partia X wysyła swojego członka do poważnego programu publicystycznego o godzinie 21, po czym, godzinę później, rozpoczyna się festiwal walenia w bębny satyryczne, czego celem jest ośmieszenie wspomnianej partii. Nie zrozumiemy tego dopóki nie zdamy sobie sprawy z tego, co jest w ogóle celem takiej, a nie innej decyzji. Niesamowicie śmieszy mnie moralizatorski ton niektórych dziennikarzy, którzy wierzą, że gra idzie o przekonanie wyborców tej stacji. Drodzy „komentatorzy” – karkołomność i śmieszność tego zdania, zrozumiecie dopiero wtedy, kiedy wyobrazicie sobie polityka PO próbującego przekonać tłum na pielgrzymce Radia Maryja. Doprawdy, prawdopodobieństwo powodzenia obu tych zadań jest niemal identyczne. Gra nie idzie o przekonanie. Pisałem już o tym wcześniej i dla mnie jest to oczywiste. Gra idzie o dezaktywację tej grupy! Celem nie jest przeciągnięcie ich na swoją stronę – celem jest sytuacja, w której ta grupa nie zdecyduje się na pójście na kolejne wybory!

 

Podobnie jak w przypadku Michnika i Rydzyka, którzy żyją głównie dzięki istnieniu swojego przeciwnika po drugiej stronie lustra (Michnik dzięki Rydzykowi i na odwrót), tak samo świadomość polityczna zarówno tzw. „moherów” jak i „wykształciuchów” jest pobudzana przez istnienie spierających się ośrodków, a nic bardziej nie pobudza, niż codzienne pokazywanie wroga z krwi i kości, który swoimi wypowiedziami tylko potwierdza słuszność naszego wyboru politycznego. Próba wmówienia widowni, że jest możliwe przeciągnięcie kogoś z jednego obozu, do drugiego zbliża się niebezpiecznie blisko do, już nawet nie political fiction, ale zaburzeń umysłowych. Jeśli ktoś z uporem maniaka powtarza, że PiS musi przekonać „młodych, zdolnych, wykształconych” o tym, że warto na niego głosować, ten chyba zapomniał co było w ogóle powodem, że Ci „MZW” poszli na wybory w 2007 roku! Czy ktoś z Państwa wyobraża sobie sytuację, w której główny powód politycznych narodzin obywatela X, czyli Jarosław Kaczyński (a konkretniej, nienawiść do niego), staje się nagle jedną z racjonalnych alternatyw przy urnie wyborczej? Wolne żarty! Aż chciałoby się krzyknąć, parafrazując Pana Zbigniewa Romaszewskiego, „kochani dziennikarze, jesteście żałośni!”.

 

Opisywane posunięcie staję się jeszcze bardziej klarowane kiedy prześledzimy wyniki wyborów w latach 1991-2007, a konkretniej liczbę głosów jakie uzyskiwały partie i frekwencje. Dane dla WYGRANEJ partii przedstawiają się następująco:

 

1991 - Unia Demokratyczna 1 382 051

1993 - Sojusz Lewicy Demokratycznej 2 815 169

1997 - Akcja Wyborcza Solidarność 4 427 373

2001 - Sojusz Lewicy Demokratycznej-Unia Pracy 5 342 519

2005 - Prawo i Sprawiedliwość 3 185 714

2007 - Platforma Obywatelska RP 6 701 010 + Prawo i Sprawiedliwość 5 183 477

 

Zaś frekwencja wyglądała tak:

 

1991 - 43,20%

’93 - 52,08%

’97 - 47,93%

’01 - 46,29%

’05 - 40,57%

’07 - 53,88%

 

Do analizy wystarczy nam jedynie średnia frekwencja z tych lat (przyjmiemy, że całkowita liczba uprawionych to ok. 30 milionów) oraz wynik Pis-u w 2007 roku. Średnia frekwencja wyniosła 47, 325%, czyli wynik zbliżony do roku 1997. W roku 1997 wybory wygrała AWS z wynikiem 4 427 373 głosów, co dało jej 33,83%. Przy podobnej frekwencji, jeśli PiS uzyskałby w przyszłych wyborach wynik 5 000 000 głosów, dałoby mu to lekko ponad 35%, co przy osłabieniu PO i, wyjątkowo koniunkturalnym PSL, mogłoby zapewnić nie tylko wygraną, lecz także rządową koalicję z PSL, które to jest jakby z boku obecnego rządu i ewentualne afery, niepowodzenia etc. jeśli odbija się na kimś, to na pewno nie będzie to PSL, lecz dominująca w tym układzie PO.

 

Brak obecności w TVN24 polityków Pis może, według mnie, wyjść partii na dobre. Uśpienie przeciwnika wydaje się być strategią ryzykowną, jednak jest ona jedynym racjonalnym wyjściem jakie jest tutaj możliwe. Przecież, tak naprawdę, te codzienne telefony i SMS-y w „Szkle Kontaktowym” z prośbami o to, żeby już nie zapraszać np. Pana Jacka Kurskiego, są w rzeczywistości zakamuflowanymi błaganiami aby zapraszać go jak najczęściej! To dzięki temu, że Pan Kurski występuje, te osoby wciąż wiedzą po co żyją i po co w ogóle oglądają ten program! Doprawdy, dostarczanie amunicji swojemu wrogowi to szczytna idea, jednak nie mająca wiele wspólnego z pragmatyzmem politycznym. Wydaje się zatem, iż o ile totalny brak w mediach jest droga na skróty do zagłady partii X, o tyle brak obecności polityków w stacji swojego przeciwnika politycznego (nie bez powodu powstało twórcze rozwinięcie skrótu – Tusk Vision Network) jest posunięciem, jeśli nie racjonalnym to na pewno możliwym, który nie zasługuje na aż tak wielką falę niedowierzania. Nie wiem czy wynika to z kompletnego niezrozumienia tego co się wydarzało 21 października 2007, jakie mechanizmu i uczucia zaważyły na wyniku wyborów, czy może z braku uwagi podczas oglądania serwisów informacyjnych pewnych stacji. Lepiej milczeć i uchodzić za głupiego niż przerwać milczenie i rozwiać wszelkie wątpliwości”, szczególnie kiedy nawet przed przerwaniem milczenia jest się „bolszewikiem”, „Gomułką” , „partią faszystowską”, „zagrożeniem demokracji” etc.

doomer
O mnie doomer

" My, liberałowie, wyznawaliśmy kiedyś nasz liberalizm niefrasobliwie, bo uważaliśmy go za oczywistość. Ale liberalizm został zaatakowany, więc od tej pory wyznajemy go zaciekle, jak religię. My, zwolennicy patriotyzmu, uważaliśmy kiedyś, że patriotyzm jest postawą racjonalną i nie zastanawialiśmy się nad nim wiele. Teraz już wiemy, że jest to postawa irracjonalna i mamy pewność, że jest słuszna. My, chrześcijanie, nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy, ile filozoficznego zdrowego rozsądku tkwi w misteriach chrześcijańskich, póki nie pokazali nam tego antychrześcijańscy publicyści " G.K. Chesterton - "Heretycy".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Polityka