18 obserwujących
124 notki
346k odsłon
1512 odsłon

Michnik − obrońca generałów z grudniowych dramatów

Wykop Skomentuj40

Za nami 39. rocznica stanu wojennego, a przed nami 50. rocznica grudniowej masakry. Po raz kolejny bezsilność zmiesza się ze wzruszeniem i gniewem − będziemy wspominać bohaterów tamtych wydarzeń i po raz kolejny przypomnimy, że winni nigdy nie ponieśli kary. Przez lata istniała zmowa i ochrona komunistycznych generałów, którzy wydawali rozkazy strzelania do robotników. A w III RP jednym z najgorliwszych ich obrońców był Adam Michnik.

Dziś już doskonale wiemy, dlaczego tak się stało i kto jest za to odpowiedzialny. Dlatego trzeba o tym jak najwięcej mówić i pisać, by prawda dotarła do szerokiego grona odbiorców. Rugowanie historii najnowszej z programu nauczania przyczyniło się do tego, że młodzi ludzie (na szczęście nie wszyscy) nie mają pojęcia o tragedii polskich grudni. Tragizm braku wiedzy pokazał swoisty „happening” w wykonaniu zwolenników tak zwanego Strajku Kobiet: w końcu października w Gdyni uczestnicy idący na czele protestu nieśli na drzwiach przesłoniętą biało-czerwoną flagą kukłę kobiety. Sprofanowali w ten sposób pamięć o 18-letnim Zbigniewie Godlewskim, który w grudniu 1970 r. był jedną z ofiar – został zastrzelony przez wojsko. Seria z karabinu maszynowego przeszyła jego głowę i klatkę piersiową. Jego ciało robotnicy położyli na drzwiach i ponieśli ulicą Świętojańską do centrum Gdyni, a o tym przemarszu jest słynna piosenka o Janku Wiśniewskim.

Na szczęście jest Instytut Pamięci Narodowej − i chwała mu za to, że w bardzo atrakcyjny sposób, m.in. przy wykorzystaniu multimediów, przybliża historię. W walkę o pamięć włączyły się także inne kluczowe placówki: Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, Muzeum Historii Polski i wiele, wiele innych. Dzięki archiwom znamy rzeczywisty przebieg wydarzeń i poznaliśmy nazwiska osób odpowiedzialnych za tragiczne wydarzenia grudnia ‘70 i stanu wojennego. A także mogliśmy zrozumieć, dlaczego w III RP przez lata chroniono tych, którzy mieli krew na rękach.

Oskarżony, nieukarany 

Adam Michnik i „Gazeta Wyborcza”, której od początku jest redaktorem naczelnym, robili wszystko, by chronić komunistycznych generałów: Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka.

Wojciech Jaruzelski w III RP został oskarżony o sprawstwo kierownicze grudniowej masakry w 1970 r. − był on na naradzie, podczas której nie wyraził sprzeciwu, gdy I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka podjął decyzję o strzelaniu do robotników. Tymczasem zgodnie z konstytucją PRL tylko Rada Ministrów mogła podjąć decyzję o użyciu broni palnej − sprzeciwu nie zgłosił nikt z osób obecnych na posiedzeniu władz PZPR, także ówczesny szef MON gen. Wojciech Jaruzelski. Robotnicy wyszli wówczas na ulice, sprzeciwiając się drastycznej podwyżce cen żywności. Według oficjalnych danych na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od strzałów milicji i wojska zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych. W PRL nikogo nie pociągnięto za to do odpowiedzialności, dopiero w III RP sprawa trafiła na sądowe sale. 

Śledztwo wszczęto w październiku 1990 r. Najpierw prowadziła je prokuratura wojskowa, potem Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Przesłuchano ponad cztery tysiące świadków, sporządzono 90 tomów akt. Sprawa była pilnie strzeżona przed opinią publiczną. Gdy w 1993 r. poseł Jan Kulas złożył interpelację w Sejmie, domagając się informacji na temat śledztwa w sprawie Grudnia ‘70, ówczesny prokurator generalny Jan Piątkowski odpowiedział, że gdy chodzi o „Jaruzelskiego i innych żyjących przedstawicieli najwyższych organów administracji państwowej, z przyczyn oczywistych na obecnym etapie postępowania przygotowawczego nie jest możliwe publiczne jej przedstawienie”. 

Pięć lat później, w 1995 r., do Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku trafił akt oskarżenia przeciw 12 osobom, a sąd zebrał się po raz pierwszy rok później. Proces długo nie mógł ruszyć: na rozprawy nie stawiali się oskarżeni, tłumacząc się złym stanem zdrowia i wiekiem. W końcu gdański proces zaczął się w czerwcu 1998 r. W 1999 r. proces − już tylko wobec 10 oskarżonych − przeniesiono do Warszawy, gdzie jesienią 2001 r. ruszył na nowo. Dziesięć lat później Wojciech Jaruzelski został wyłączony z procesu. Powód? Zły stan zdrowia. 

Dopiero po 18 latach od wniesienia aktu oskarżenia, w kwietniu 2013 r., Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Stanisława Kociołka, a na dwa lata w zawieszeniu skazano dwóch byłych wojskowych − Mirosława W., dowódcę batalionu blokującego bramę Stoczni Gdańskiej, i Bolesława F., zastępcę ds. politycznych dowódcy 32 Pułku Zmechanizowanego blokującego stocznię w Gdyni. Od tego wyroku została złożona kasacja − w kwietniu 2015 r. Sąd Najwyższy orzekł, że sprawa Stanisława Kociołka ma się toczyć od nowa, a w części dotyczącej Mirosława W. i Bolesława F. kasacje oddalił. Pół roku później Stanisław Kociołek, nazywany „katem Trójmiasta”, zmarł i sprawa masakry na Wybrzeżu trafiła do archiwum. 

Wykop Skomentuj40
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka