Ledwie osiem dni minęło od prezentacji nowych strojów piłkarskiej reprezentacji Polski, a już wiadomo, że zapewne czeka je zmiana. Nowy orzeł nie wygrał ze starym, nowoczesność musiała uznać wyższość tradycji. A Grzegorz Lato musiał ukorzyć się przed kibicami. Jednym słowem – orzeł, ten prawdziwy, wylądował.
- A nikt nie jest oburzony, że przed każdym meczem kadry stoją kilometrowe stragany pełne fajansu z godłem państwowym, który płynie do nas statkami z Chin? To godło schodzi na psy! Dlaczego o to nie ma hałasu? – tak prezes komentował w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” oburzenie kibiców brakiem narodowego godła na nowych trykotach biało-czerwonych.
Bezczelność? Buta? Hipokryzja? Na pewno każdy kibic naszej reprezentacji ma swoją własną odpowiedź na te pytania. Dopytywany o swoje odczucia, prezes odparł natomiast:„Przecież tu też jest orzeł, a ja, proszę pana, z różnymi orłami grałem. Takim bez korony na przykład też. I co? Miałem się buntować?”.
Kibicom tłumaczenie typu „tu też jest orzeł” do gustu ewidentnie nie przypadło i zrobili co w ich mocy, by prezes się o tym przekonał. I stało się.
Przed meczem Polska – Włochy, kadrowiczów podczas treningu powitał transparent: „Tradycja zobowiązuje, nowym strojom nikt nie kibicuje”. W trakcie spotkania ze Squadra Azzurra więcej niż pięknej gry i entuzjastycznego dopingu było przyśpiewek: „Gdzie jest orzeł?”.
Z kolei podczas spotkania Polska – Węgry na 43-tysięcznym obiekcie w Poznaniu stawiło się osiem tysięcy widzów. I wcale nie po to, by wspierać kadrę Franciszka Smudy. Milczeli. A jak już mieli coś do przekazania, słychać było jedynie znane już: „Gdzie jest orzeł?”.
Prezes Lato może jest uparty, może zdarzają mu się gafy (no dobra, zdarzają mu się często), ale najwyraźniej nie jest idiotą. Kopać się z koniem nie zamierzał. Rzucił ręcznik na ring, poddając „piłkoptaka”. Stary, dobry orzełek ma wrócić na koszulki kadry.
Jednak najprawdopodobniej nie na swoje dawne miejsce, a na środek koszulek. Na piersi wciąż będzie „protegowany PZPN-u”. Wedle informacji stacji Orange Sport, związek już rozpoczął negocjacje z koncernem Nike odnośnie wprowadzenia stosownych zmian.
I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno Piotr Gołos, dyrektor Departamentu Spraw Zagranicznych, Marketingu i PR PZPN, mówił:„Kierując się względami komercyjnymi uznaliśmy, że to najlepszy moment, żeby dokonać renowacji i wprowadzić nowego, lepszego i bardziej nowoczesnego orła niż w godle”. Wypada więc chyba uznać, że Polska nie jest jeszcze gotowa na „nowego, lepszego i bardziej nowoczesnego orła”. I dobrze.
Jak widać dotarło też do PZPN-owskich głów, że zysków z koszulek (które miały schodzić po 200zł od sztuki) nie będzie, skoro kibice ich wręcz nienawidzą.
Natomiast, kiedy szanowni działacze dodali do tego puste stadiony na meczach kadry, manifestacje i pikiety rozjuszonych kibiców oraz nagłaśnianie sprawy w mediach – musieli racjonalnie stwierdzić, że bardziej opłaci się sprawę odpuścić.
Co tu dużo mówić, piłka nożna jest dla kibiców. Tak jak demokracja dla ludu, a nie dla polityków. PZPN nie chciał popełnić błędu władz Legii Warszawa i koncernu ITI, które wszyscy mamy jeszcze w pamięci. Ale bynajmniej nie dlatego, że nagle pokochali polskiego orzełka...
To czysta kalkulacja. Na osiem miesięcy przed Euro 2012 długotrwały konflikt z kibicami byłby strzałem w kolano. I to strzałem z armaty. A że do mistrzostw trzeba jakoś dojść, a najlepiej także z sukcesem przez nie przejść, więc zdrowe nogi są potrzebne. Dlatego też, prezes Lato i spółka uznali, że w zasadzie „im strzelać nie kazano” i od działa odstąpili.


Komentarze
Pokaż komentarze