Będąc wczoraj wieczorem na mieście z moim starym przyjacielem, w jednej z knajp usłyszeliśmy kawałek Kasi Kowalskiej „Co może przynieść nowy dzień”. Okazało się, że powrót orła na koszulki piłkarskiej reprezentacji Polski. I od takich wiadomości aż się chce zaczynać każdy dzień!
Fakt powrotu naszego symbolu narodowego na trykoty kadry cieszy mnie potrójnie. Po pierwsze, tego chcieli kibice, a to w końcu dla nich gra każda reprezentacja. Pokazali swoją siłę i zdolność oddziaływania na piłkarską centralę, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Po drugie, położono kres irytującej samowolce działaczy PZPN z prezesem Grzegorzem Lato na czele. Może teraz w końcu zrozumieją, że związek to nie „państwo w państwie”, a ich władza wcale nie jest bezkresna? Może dotrze do nich, że na ich działania też ktoś patrzy i kiedy za bardzo „przegną” w swoim „działaczowaniu”, to ten ktoś, w tym wypadku kibice, nie zawaha się zareagować?
I wreszcie, po trzecie, została obroniona wieloletnia tradycja, cecha charakterystyczna naszej drużyny i naszych strojów. O ile zdecydowanie nie jestem zwolennikiem konserwatywnego obstawania za wszelką cenę przy utrzymaniu status quo, o tyle w tym wypadku zostawienie tradycji w spokoju i nie forsowanie zmian wbrew wszelkiej logice niezmiernie mnie cieszy. I, jak widać, nie mnie jednego.
Żeby jednak nie było za słodko, to w tym radosnym, bądź co bądź, dniu dla polskiego futbolu, wypada również do beczki miodu dołożyć przysłowiową łyżkę dziegciu. Może nas to czegoś nauczy na przyszłość.
Zacznijmy więc od straty dużej sumy pieniędzy. Tej wydanej na wyprodukowanie koszulek z tzw. piłkoptakiem oraz tej, jaką być może PZPN będzie musiał zapłacić koncernowi Nike za dokonanie koniecznych zmian w wyglądzie strojów (chociaż na razie zarzeka się, że płacić nie będzie musiał).
Bardzo zawiedli mnie również sami zawodnicy kadry. Kiedy przyszło co do czego, wszyscy, jakże solidarnie, nabrali wody w usta i jakby zapomnieli, czym orzeł w koronie jest dla Polski i Polaków. Przy okazji na każdym kroku przejawiali postawę w stylu „To nie nasz cyrk, nie nasze małpy”. Brawo…
Rozumiem, że PZPN w pewien dziwny sposób jest ich „zwierzchnikiem”. Rozumiem też, że za stanowcze wyrażanie swoich poglądów z drużyny Franciszka Smudy można wylecieć. Ale, do jasnej cholery, Ci ludzie reprezentują Polskę i Polaków, a nie PZPN i Grzegorza Latę! Grają dla kibiców, a nie dla działaczy! To powinno do czegoś zobowiązywać.
Brakuje mi obecnie ludzi pokroju Tomasza Hajty, Tomasza Wałdocha czy Piotra Świerczewskiego, którzy nigdy nie bali się walnąć pięścią w stół i powiedzieć, co o danej sprawie myślą. Wojciech Szczęsny? Kuba Błaszczykowski? Robert Lewandowski? Gwiazdy naszej kadry ktoś powie. A ja powiem – może i na boisku grają jak gwiazdy, ale charakteru i postawy reprezentanta muszą się od starszych kolegów jak najszybciej nauczyć.
Na koniec, tradycyjnie można by rzec, boli i smuci wizerunkowa kompromitacja polskiej piłki. Bo czy w jakiejś innej europejskiej, albo i nawet światowej, federacji działacze wpadli kiedyś na pomysł usunięcia symbolu narodowego i godła państwowego na rzecz… związkowego logo? Nie, nie wpadli. A dlaczego? Bo to durny i żenujący pomysł!
Naturalnie, całą sprawę musiał swoją wypowiedzią spuentować prezes Lato, bo czy naród przeżyłby taką chwilę bez słów swojego prezesa? Jednak kiedy porównuję jego wypowiedzi z początku „afery orzełkowej” („To godło schodzi na psy! Dlaczego o to nie ma hałasu?”) do tych aktualnych („Przepraszam kibiców. Na usprawiedliwienie PZPN powiem, że pomyłek nie robi tylko ten, kto nic nie robi”) przychodzi mi do głowy pewna myśl. A jest to piosenka, śpiewana przez dzieciaki na podwórkach i boiskach całej Polski. W tej konkretnej sytuacji sparafrazowałbym ją tak: „Grzegorz, Grzegorz zejdź z boiska! Nie rób z siebie pośmiewiska”.
PS. Jeszcze jedna myśl prezesa Laty z dnia dzisiejszego: „Po tych konsultacjach i spotkaniu z przedstawicielami Nike, postanowiłem dzisiaj po południu, że godło wróci na koszulki kadry”. Cóż za skromność, cóż za klasa. Panie Grzegorzu, dziękujemy! Historia z pewnością nada Panu za to przydomek „Grzegorz łaskawy”.


Komentarze
Pokaż komentarze