Czechy, Grecja i Rosja. Tak wygląda „polska grupa” na Euro 2012. Zdaniem wielu, jeszcze przed piątkową ceremonią losowania, był to jeden z najlepszych możliwych scenariuszy. Wydawał się jednak nierealny. Ostatecznie, ku zaskoczeniu i radości kibiców, stał się faktem. Tyle, że o żadnej „grupie marzeń” nie ma mowy. Dlaczego? Podobnie komentowane były grupy Polaków na mistrzostwach świata 2006 i Euro 2008. A wiadomo, jak to się później kończyło.
Rok 2006, mundial w Niemczech. W grupie mamy gospodarzy, Ekwador i Kostarykę. Po losowaniu grup Polska wpada w euforię. Wyjście z grupy zostaje postawione jako plan minimum, bo przecież kimże są dla nas Ekwador i Kostaryka? Z Niemcami mamy toczyć bój o pierwsze miejsce w grupie. Rzeczywistość? Ekwador z dziecinną łatwością ogrywa nas na otwarcie, Niemcy tradycyjnie pokazują nam miejsce w szeregu (chociaż po dobrej i bardzo ambitnej grze z naszej strony). Kostaryka? Pokonana 2:1... w meczu o honor, naszej polskiej specjalności na wielkich piłkarskich imprezach.
Rok 2008, Euro w Austrii i Szwajcarii. Po raz pierwszy w historii gramy na mistrzostwach Europy. Eliminacje przeszliśmy jak burza, ogrywając m.in. wielką wtedy Portugalię. Kiedy do „naszej” grupy przydzielono (znów) Niemców oraz Chorwatów i Austriaków, atmosfera była bardzo dobra. Przecież mogło być bez porównania gorzej. Mając w pamięci wydarzenia z mundialu w Niemczech, zastrzegaliśmy jednak, że awans pewnikiem nie jest. Aczkolwiek nastroje i tak były bardzo pozytywne, żeby nie powiedzieć lekko euforyczne. Jaki był finał tej zabawy? Porażka z Niemcami na otwarcie, skandaliczny zdaniem wielu remis z Austrią, a na koniec porażka w meczu o honor z Chorwacją.
Teraz ręce Zinedine'a Zidane'a (dwukrotnie) i Marco van Bastena okazały się dla nas łaskawe. Nie oszukujmy się, dostaliśmy zestaw rywali, o którym marzyła każda ekipa. Ale nie wpadajmy w euforię, bo nie mamy ku temu racjonalnych powodów. Co z tego, że jesteśmy gospodarzami? Spójrzmy prawdzie w oczy. Oceniając zarówno rankingi, jak formę sportową oraz personalia zespołu, jesteśmy najsłabsi spośród 16 drużyn, które w czerwcu zagrają na polskich i ukraińskich boiskach. Dlatego niezależnie od grupy, w jakiej przyszłoby nam grać, awans do dalszych gier należy rozpatrywać jako niewątpliwy, wielki sukces.
Zresztą nie bez powodu przed losowaniem każda z ekip wymieniała Polskę na pierwszym miejscu swojej „listy życzeń”. Tak samo zagraniczni dziennikarze. Nie szczędzili Polsce krytyki, ale były to opinie racjonalne, przemyślane, poparte twardymi faktami. Aby odnieść sukces na Euro 2012 musimy pogodzić się ze swoją aktualną pozycją w piłkarskim świecie. I chociaż teraz wszyscy pieją z zachwytu nad „polską grupą”, nasi zawodnicy nie powinni czuć absolutnie żadnej presji na wynik. Moim zdaniem, nawet w takiej stawce biało-czerwoni przystępują do rozgrywek z pozycji outsiderów, więc nie ma co się „spinać”.
Poza tym, pamiętajmy, że zazwyczaj o wiele lepiej gramy z przeciwnikami najwyższej klasy, kiedy wszyscy skazują nas na pożarcie. Taka rola nam odpowiada. Bez presji, ale zmobilizowani i nastawieni na walkę, prezentujemy się najlepiej. Dlatego przez te pół roku, które pozostało do Euro 2012, do mediów oraz kibiców będzie należeć wytworzenie takiej atmosfery wokół reprezentacji Polski, która nie „spali” zawodników jeszcze przed turniejem, a zdejmie z nich niepotrzebną presję, otwierając tym samym drzwi dla potencjalnych korzystnych wyników.
Z drugiej strony, na pewno nie chcemy 16 czerwca, po trzecim meczu grupowym, śpiewać naszym zawodnikom po raz n-ty „Chłopaki nic się nie stało”. To już przerabialiśmy. Po wielokroć. „Fortuna boi się odważnych i uciska bojaźliwych” mawiał Seneka. Wyciągnijmy z tego wnioski. W końcu, jeśli nie teraz, to kiedy?


Komentarze
Pokaż komentarze