Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
10 obserwujących
35 notek
47k odsłon
529 odsłon

Przyłębska, Lempart i banksterzy z dziewiątego kręgu piekła są przeciwko Polakom

Wykop Skomentuj5

W ciągu dosłownie dwóch tygodni mieliśmy przyklepaną 5-tkę dla zwierząt która miała przyciągnąć do PiSu młody liberalny ekologiczny elektorat; wyrok utożsamianego z PiSem Trybunału Konstytucyjnego zakazującego aborcji; a dziś będziemy mieć starcia feministek w wiernymi. Plus wspomniany już skandaliczny wywiad z Dziwiszem, protesty covido-sceptyków w stolicy, starcia feministek z policją pod domem Naczelnika, wzbierającą kolejną falę zachorowań… po prostu jakby człowiek obudził się w domu wariatów. Jeden tylko Hołownia postanowił kuć żelazo póki gorące i ogłosił odezwę do osieroconego centroprawicowego elektoratu który może zadecydować o kształcie przyszłej koalicji rządzącej – ale Hołowni skądinąd słuszni nikt nie traktuje poważnie.

Nie minęły trzy dni od przełomowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego zakazującego tzw. aborcji eugenicznej, a już lewica z nadmiaru szczęścia postanowiła – chyba dla solidarności z Jarosławem Kaczyńskim – potknąć się o własne nogi i sama osłabić swój przyszły sukces: organizacja Strajk Kobiet namawia strajkujące do tego by w niedzielę sabotować msze w kościołach. 

Nihil novi. My widzieliśmy już takie protesty w pandemii w USA: słynne BLMy (Black Lives Matters) i wygląda na to, że w Polsce zmierzamy w tym samym kierunku rozrób na ulicach. Pewnie wielu harcowników już nie może się doczekać sytuacji, gdzie antycovidowa Konfederacja będzie się bić z feministkami, a wszyscy razem z pomocą rolników będą bić policję. Bo konserwatysta łapie się za głowę gdy widzi jak radykalnie rewolucyjną (choć „antypostępową”) partią jest PiS, a z drugiej strony liberałowie z PO dostali wreszcie po 5 latach bycia w narożniku realną szansę masowych protestów przeciwko rządowi.

I tą szansę opozycji zaczyna sabotować skrajna lewica – która przecież powinna się cieszyć, bo konsekwencją nadchodzących protestów w dłuższej perspektywie będzie zarówno społeczne przyzwolenie na liberalizację dostępu do aborcji (to już widać w sondażach) jak i realizacja innych postulatów lewicy obyczajowej (LGBT). Natomiast nie miejmy żadnych złudzeń. To wszystko zdaje się być nieważne – najważniejsze dla obu stron jest eskalowanie konfliktu: tak samo PiS i lewica w sposób instrumentalny traktują aborcję, bo żadnemu nie zależy na określonym porządku prawnym (zakazanie/liberalizacja) ale na nakręcaniu ludzi w partyjnych fanatyków.

W tym miejscu chciałbym podzielić się moją obserwacją: strony dążą nie tylko do eskalacji przemocy, ale i do redefiniowania empatii towarzyszącej konfliktom – od 1945 przed 1968 po 1989 nasza społeczna sympatia została ustawiona po stronie bitych przeciwko bijącym. A dziś jesteśmy świadkami przemiany: nasz „wkurw” jest wystarczającym usprawiedliwieniem by nie tylko stawiać bierny opór, ale czynnie atakować, bić, wszak najlepszą obroną jest atak. To nie jest drobna zmiana – to jest odwrócenie ważnego historycznego trendu: akceptacja przemocy w dyskursie politycznym była zawsze domeną totalitaryzmów – zarówno czerwoni jak i brunatni mieli swoje bojówki. A dziś histeria – u nas, w Stanach, we Francji (tam właśnie islamski uczeń za karę obciął głowę swojemu nauczycielowi bo znieważył proroka, kraj się gotuje) – osiąga takie rozmiary że wracamy w tamte przedwojenne buty – to jest ten moment kiedy warto pomyśleć dla siebie o „planie B”.

Przy poprzednim kryzysie widzieliśmy już takie przesterowanie realnych problemów w emocje: gniew na elity rządzące po kryzysie finansowym 2007r został sprytnie skanalizowany i przekierowany na walkę ze zmianami klimatycznymi: już nie Occupy Wall Street a Extinction Rebellion i Greta. Już nie podatek Tobina (od operacji finansowych), czy walka z rajami podatkowymi, a podatek węglowy… (ten sam co wyprowadził na ulicę żółte kamizelki). Gniew przeciwko dysfunkcji obecnego porządku społeczno-gospodarczego przekierowano w szarlatanerię. Tym samym był Brexit, tym samym jest Trump i tym samym jest nasza polska walka o aborcję. Na pasku bankierów chodzą nie tylko neoliberałowie i lewica obyczajowa, ale też wojujący “zawodowi” katolicy. Balcerowicz, Zandberg, Braun i Kaczyński walczą o to samo: o rząd dusz, a po nas choćby potop.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości miał szansę być elementem który nie pasuje do globalistycznej układanki i który konserwuje zanikający porządek społeczny cywilizacji europejskiej – zamiast tego stał się zakładnikiem swojej własnej frakcji rewolucyjnej. Lewica w Polsce ma szansę na przejęcie pałeczki dzięki protestom, ale zamiast tego chce rozpętać krwawą wojnę polsko-polską. I rodzi to wątpliwości: czy oni wszyscy są aż tak niekompetentni, czy może wiedzą coś czego my nie wiemy albo nie grają w te karty które nam pokazują? [Tekst ma kontynuację na drugiej stronie - kliknij: Następna poniżej ]

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka