Dziś stało się to, do czego Marek Migalski dojrzewał dość krótko. Pan Europoseł postanowił chyba pożegnać się z PIS w sposób conieco widowiskowy, podejmując próbę zmianę postawy Jarosława Kaczyńskiego poprzez publikację listu otwartego.
Dla mnie osobiście jest to oczywisty wyraz pewnej desperacji dr Migalskiego - nie wiem, ile nieudanych prób kontaktu z Prezesem PIS podjął pan poseł, czy któraś doszła do skutku i nic się nie zmieniło, czy też wszystkie skończyły się na poczekalni. Faktem jest, że taki akt chyba jednak nie pozostanie zupełnie bez konsekwencji (ergo w tym przypadku - brak miejsca na listach wyborczych w przyszłych wyborach, bo więcej się nic zdarzyć nie może).
Całą odezwę (to chyba właściwa nazwa dla tego rodzaju komunikacji) przeczytałem z ciężkim sercem, gdyż trudno mi znaleść dużo argumentów na odparcie tez dr Migalskiego (może z wyjątkiem wątków odnośnie Sikorskiego i Marcinkiewicza). Formuła jednak jaką pan poseł obrał ... - no, coż ...
W swoim tekście napisał pan, że "partia powinna być zarządzana jak nowoczesna korporacja" i jest to diagnoza słuszna. Nie wiem, czy zapomniał Pan jednak, że żadne korpo nie daruję tak łatwo takiej formy publicznej krytyki (obrał Pan nieco odmienną taktykę niż pan Poncyliusz czy pani Kluzik-Rostkowska). Myślę, że celem Pana tekstu być może była (jest?) projekcja jakiegoś wstrząsu, który miałby ozdrowieńczy skutek dla partii, której dobro leży chyba Panu na sercu. I tutaj nie wiem czy cel Pan osiągnie (pana ruch przypomina trochę testowanie PO przez pana Palikota - co do zasady oczywiście) . Jak zwykle czas pokaże.
Tak się składa, że mimo 30 lat życia prawie 8 wiosen pracuję we wszelkiego rodzaju korporacjach (w sumie nie wiem co to praca dla firmy 20 osobowej - mój obecny pracodawca zatrudnia prawie 30 tys. osób). Wiele błędów popełniłem, ale wiem że korpo to jest taka struktura, która niepoddaję się łatwym i szybkim zmianom. Może zabrzmi to górnolotnie (albo komuś przywiedzie na myśl tłumaczenia niezbyt prawych jednostek wyjaśniających w ten sposób swój romans ze strukturami PRL - u), ale gdy ktoś chce zmian w korporacji to musi się uzbroić w cierpliwość, wzmocnić siedzenie, zwiększyć pokorę i próbować promować niektóre rozwiązania od wewnątrz - najlepiej rozbudowując cierpliwie swoje zaplecze, szukając kontaktu z ludzmi myślącymi podobnie, próbować powoli przebijać się do głównego nurtu, mającego wpłym na decyzję, zaliczając tzw. quick-wins. Pan wybrał drogę irredendy. Wielu takich już w swoim życiu widziałem - mieli dobre pomysły, fajne idee ale zderzyli się z rzeczywistością ... i już ich nie ma (kontynuują karierę poza strukturami - jak to się zwykło mówić). Nic nie zmienili, nic nie naprawili, a firma ich szybko przeżuła i wypluła - nie takich bohaterów już miała w swoich szeregach.
Nie wiem czy symetria jaką przedstawiam między moją korporacją a partią i Pana w niej sytuacją (jest Pan geograficznie nieco na uboczu i choć internet i technika zmniejszając dystans, to jednak daleko to od dworu, co nie ułatwia zadania), ale takie mam wrażenie, że można się w tym dość ułomnym porównaniu odnaleść.
Na koniec pozostaje refleksja, że czas pokaże kto (Migalski czy Kaczyński) miał rację. Jarosław "Spokojny" przegrał co prawda wybory prezydenckie, ale odnotował świetny wynik (niektórzy mówią odwrotnie - odnotował co prawda świetny wynik, ale przegrał). Teraz taktyka PIS jest taka, jaka - wg Prezesa - dałaby mu zwycięstwo w elekcji na urząd Głowy Państwa(gdyby została podjęta).
Za kilka miesięcy kolejne narodowe "sprawdzam".
--------------------
P.S. Bez względu na Pana dalsze losy, myślę, że będę dalej Pana czytywał. Ma Pan niewątpliwie coś do powiedzenia a takich osób nie ma dzisiaj wcale tak wiele.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)