O dzisiejszej akcji „specjalnej” pracowników Kancelarii Prezydenta napisano już dzisiaj tyle, że właściwie powstawianie kolejnego wpisu trąci nieco nadmiernym sadyzmem. Zgadzam się z tezami, które mówią, że może to być próba przykrycia jakiegoś wstydliwego wałka obecnego reżimu, lub zdominowania jutrzejszego startu kampania samorządowej PIS (innym orężem do tego typu akcji był Palikot) i próba podrzucenia kongresowi PIS tematu, który ma szansę stać się wiodącym na tym zgromadzeniu.
Wiadomo, że ze względów „taktycznych” usunięcie krzyża (żadne przeniesienie, tylko usunięcie - z przestrzeni publicznej) nie mogło się odbyć 17 września (analogie z wydarzeniami z 1939 roku byłyby zbyt silne), stąd dzisiejsza poranna inicjatywa Prezydenta w konsultacji z marszałkiem Sejmu i Premierem (wedle słów Jacka Michałowskiego).
Pod tym względem bardzo ciekawie zabrzmiało pytanie jednego z dziennikarzy a mianowicie „jak przebiegała uroczystość przeniesienia krzyża do kaplicy”.
Wyraźnie stremowany szef Kancelarii Prezydenta opisał sytuację w następujący słowach (cyt z pamięci): „podszedłem do krzyża, wraz z czteroma panami z Kancelarii, obróciliśmy go, wyjęliśmy ze stojaka i przenieśliśmy do kaplicy”. Bez obecności duchownych – to warto dodać.
Tak więc „uroczystość” miała charakter, który niektórym mógłby się kojarzyć z jakimś usunięciem rusztowania budowlanego.
Jaki Prezydent, takie rozwiązanie – chciałoby się zacytować.
"Bylejactwo" rządzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)