Ostatnio coraz częściej się słyszy o tym (głównie w mediach sprzyjających obozowi władzy), że grupa tzw. gołębi z PIS chciałoby stworzyć nową formację polityczną.
Nie wiem czy informację są wiarygodne czy nie (ze względu na to, że źródło w typie TVN czy GW jest tak sobie wiarygodne) – ale pozornie wydaje się, iż panujący reżim byłby dość szczęśliwy z tego powodu („patrzcie znowu secesja – Kaczyński się zużył”).
Tymczasem taki scenariusz wcale nie musi być tak dla PO sympatyczny. Wiele razy zastanawiałem się (żeby tylko ja), jakie jest obecnie zapotrzebowanie na partię antyplatformerską, ale nie w stylu twardego PIS – innymi słowy coś takiego, w którym znalazło by się miejsce dla osób o poglądach Gowina, Rokity, Kluzik-Rostkowskiej, Migalskiego czy ... prof. Rybińskiego.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że taki test był już przeprowadzany przez Jurka, Dorna, Polaczka i s-ka – obecnie kończy się trwającym chyba powrotem „synów marnotrawnych” do macierzy. Jednakowoż uważam, że sytuacja w kraju jest co nieco inna bo supremacja władzy PO wydaje się bez precedensu. Ale również sytuacja gospodarcza Polski (po kryzysie finansowym) i polityczna (po Smoleńsku) jest niespotykana.
Mówiąc wprost – zastanawiam się, czy skoro PO buduję sobie koncesjowaną opozycję lewicową w postaci Palikota, to czy Prezesowi PIS nie świta w głowie budowy koncesjowanego koalicjanta w postaci „PIS Light”.
Taka akcja rozwiązywałaby kilka problemów, choć jej powstanie wiąże się oczywiście z ryzykiem.
„PIS Light” pozwoliłby:
- zagospodarować sieroty po Jarosławie Spokojnym,
- zapewnić stanowiska „managerskie”, co bardziej ambitnym jednostkom kojarzonych z gołębiami, a marginalizowanych przez tzw. taliban (osobiście niezbyt trafne porównanie, bo chyba krzywdzące),
- miałby szansę zmobilizować elektorat antyplatformerski ale siedzący w domu bo PIS wydaje się im partią nie z tej bajki
- być może zagarnąć część tego elektoratu PO, który głosuję na partię Tuska z zaciśniętymi zębami.
- Prezes Kaczyński zachowałby spójność w partii (ważna sprawa),
- krytyków w stylu Migalskiego umocowałby do działań konstrukcyjnych a nie krytykanctwa jego partii („macie swoja partię – działajcie jak chcecie”) a samemu mógłby zagospodarowywać elektorat „twardy”
- spychałby Platformę w lewo w poszukiwaniu elektoratu do zagospodarowania.
I tak wiadomo, że ta nowa formacja w kolejnym Sejmie (jeśli by się dostała do niego…) skazana byłaby na współpracę z PIS. Ewentualnie do wyborów ruszyliby jako koalicja PIS/PIS Light.
Na taki projekt można wyłożyć przecież nawet cash z dotacji dla PISu (oczywiście w formie zakamuflowanej - miałbym szczerze mówiąc kilka pomysłów jak to zrobić, ale o tym sza!), aby przełamać tzw. barierę wejścia na rynek partyjny.
Wypisz wymaluj CDU/CSU. Taka gra na dwa fortepiany w stylu Tuska tylko inaczej...
Teza ryzykowna, niedopracowana, przebrzmiała? Możliwe, ale czyż nie warta ponownego postawienia (choćby w sferze teorii)?
Może warto zamienić "premię za jedność" na "premię za różnorodność".
-----------------------


Komentarze
Pokaż komentarze (39)