Według ostatniego raportu "Doing business" 2011 - Polska jest na 70 miejscu w rankingu krajów pod względem łatwości prowadzenia biznesu. Niby nic nadzwyczajnego, ale taka Białoruś uplasowała się na miejscu 68 (choć spadła o 4 miejsca).
Warto dodać, że w trakcie wizyty czeskiego Premiera (miejsce 63 - awans o 19 pozycji, Polska - awans o 3 pozycję) Premier Tusk pogratulował czeskiemu gościowi awansu w wyniku reform, i jak dodał, Czesi zrobili potrzebne reformy kilka lat temu, a Polska - dopiero w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.Premier (swoim zwyczajem) nie powiedział jakie reformy swojego rządu miał na myśli mówiąc w czasie dokonanym, ale równocześnie (swoim zwyczajem) wyraził nadzieję, że awans Polski w kolejnych rankingach będzie dużo szybszy.
Mówiąc w skrócie nihil novi - winni są poprzednicy, my mamy nadzieję, że kiedyś w przyszłości prześcigniemy np.Kirgistan (miejsce 44) albo chociaż Rwandę (58 pozycja).
Jak wiadomo spadek albo wzrost w rankingu może być spowodowane nie tyle własną aktywnością lubbiernością ale może być wypadkową zaniechań rządów innych krajów. Ktoś inny leci na łeb w rankingu - więc my awansujemy nic nie robiąc. I odwrotnie.
Czemu więc uczepiłem się akurat Białorusi? Ano bo w gruncie rzeczy, można powiedzieć że są aspekty w których pan Łukaszenka lepiej potrafi zadbać o interes swojego narodu (9,5 mln) niż pan Tusk swojego (38 mln).
Białoruś za gaz płaci 146 USD za 1000 m3, cena na rynku spotowym to ok. 280 USD. Według analityka Domu Maklerskiego BZ WBK, Pawła Burzyńskiego Polska płaci obecnie stawkę ok. 361 USD. Trochę sporo, choć oczywiście nie wiemy jaką cenę polityczną zapłacił Łukaszenka za swój rabat. A jaką cenę płaci Polska za pojednanie? Ano taką, że w mamy zaszczyt być reprezentantem (niektórych) rosyjskich interesów w UE (ot choćby sprawa przystąpienia Kaliningradu do strefy handlu bezwizowego - pomimo jawnego sprzeciwu Komisji Europejskiej!), o Smoleńsku i sprawie Katynia już nie wspominając.
Jeszcze lepszy komentarz wycedził z siebie Premier Tusk na konferencji 28.10.2010, gdzie raczył powiedzieć, że jednym z efektów względnego ocieplenia stosunków z Rosją jest to, że w przeciwieństwie do innych państw Europy, Polska ma gdzie kupić gaz po przystępnej cenie, co zwiększa jej bezpieczeństwo energetyczne.
Premier Tusk oczywiście zapomniał, że poprzednia umowa z Rosją zapewniała nam bezpieczeństwo energetyczne do 2022 roku, ale została przez naszych nowych przyjaciół wypowiedziana na zasadzie "i co mi zrobisz koteczku". Jaki będzie scenariusz, gdy ruszy Nord Stream i tranzyt rurą lądową przez Polskę nabierze drugorzędnego znaczenia?
Ale osiągnięcia gospodarcze to jeszcze niewiele w porównaniu z innymi zdobyczami cywilizacji np. w dziedzinie pluralizmu medialnego. Minister Radosław Sikorski - odnosząc się do faktu zbliżających się wyborów na Białorusi - powiedział, że konkurenci Łukaszenki nie mają równego dostępu do mediów.Z jakiś powodów pan minister nie wspomniał słowem o tym, że w Polsce zaczyna być z tym aspektem demokracji coraz "lepiej" (tj. odzyskiwane są media publiczne a proces polega na usuwaniu tych dziennikarzy i audycji, którzy mają zdanię inne niż obecna władza panująca).
No i rzecz najważniejsza czyli sondaże. Kiedyś przeczytałem, że gdy ktoś osiągnie pełnie władzy, obsadzi swoją sitwą wszystkie instytucję i państwowe synekury, opozycję wytnie w pień a resztę zepchnie pod but to taki satrapa ma często jeszcze jedno życzenie - aby ludzie go kochali.Jakoś dziwnie pachnie mi to "polityką miłości", wszak nie obcej premierowi z Gdańska.
Ale do rzeczy - według oficjalnych (a więc legalnych) danych poparcie dla Prezydenta Łukaszenki wynosiło coś koło 81,1% (chodzi o wybory z 2006 roku) i pewnie nie były mocno przekręcone bo. wszak Łukaszenko powiedział, że wcześniej nie było fałszowania wyborów i nie będzie go i tym razem. A jak coś mówi legalny prezydent legalnego państwa to musi być to prawda (bo jak inaczej?). Tusk cieszy się poparciem 47% społeczeństwa (sierpień 2010), więc jest sporo do nauki. A uczyć się trzeba od tych, którzy wszak mają wyniki lepsze - stara to i banalna prawda.
Ktoś powie, że z demokracją na Białorusi jest krucho - media są w rękach jednej opcji, opozycja jest maltretowana, a do samych wyborów też są zastrzeżenia zaś klasa panująca to klan typów o podejrzanym pochodzeniu, więc jak tu wierzyć słowom?
No cóż - w kraju nieco dalej na Wschód sytuacja jest co nieco podobna. Skoro wierzyć Moskwie to czemu kontestować Mińsk?
Obrzydliwa asymetria.
-----------


Komentarze
Pokaż komentarze (8)