Strach zajrzeć do lodówki, bo nie wiadomo czy nie siedzi tam pani Jakubiak lub - co bardziej prawdopodobne - pani Kluzik-Rostkowska.
Świat się skończył. Wredny Kaczor wywalił na zbitą ... hm... twarz dwie miłe panie z partii. Jedna była szefową jego kampanii (którą przegrał, więc powiedzenie że Murzyn zrobił swoje i Murzyn może odejść jest ciutkę nieprecyzyjne, bo wszak zadaniem szefa sztabu jest zwyciężyć a nie ładnie przegrać, zważywszy, że za drugie miejsce medalu srebrnego nie było, bo to cokolwiek inna dyscyplina. Gdyby Jarosław wygrał, a to co innego...), druga pani była zaś w bliskich relacjach z bratem Jarosława, ale - tak się ułożyło - nie wytrwała do końca i odeszła. Powody były (jak zawsze różne i skomplikowane), ale nie o tym.
Dziś obie panie dyskontują tą chwilę, gdy - jako że już nie są w obozie Kaczora - mogą do woli tłumaczyć się w mediach wszelakich i niezależnych, jak bardzo się partia Jarosława stacza w niebyt (ciekawe, czy gdyby ich nie posunął z partii Prezes to obie by tak myślały, jednakowoż trwając przy nim na dobre i na złe). W dwa dni w duecie lub w pojedynkę obskoczyły chyba wszystkie redakcje ("Superstacji" nie oglądam - ktoś wie czy były?) a ich case stał się tematem tylu godzin rozważań różnych dr i prof. że naprawdę szkoda gadać.
Co prawda jeszcze TVN nie zaprosił Joasi do "Tańca z Gwiazdami", jeszcze Ela nie dostała wejściówki do "Mam Talent", jeszcze obie czekają na zaproszenie od Kuby Wojewódzkiego ale ... to dopiero dwa dni poza PIS-em, więc cierpliwości.
Ile będzie trwać ta sława, współczujące głosy itp.? Ano do czasu kiedy obie panie mogą osłabić Kaczyńskiego o klakę powinny być spokojne. Kłopot zacznie się, gdy zmontują już jaką nową partię typu "Polska Plus", obwołają się Wielkimi Simplusami i... zaczną walić w Donalda Tuska. Wtedy, nagle ustanie strumień zaproszeń z ITI, skończą się łzawe audycję w "TOK FM" i ckliwe artykuły w "Gazecie Wyborczej", a "Polityka" na powrót przypomni sobie że Joasia była szefową Wielkiej Mistyfikacji, w wyniku to której Prezes prawie nie został Prezydentem (ale prawie, jak wiadomo robi różnicę). Kto nie wierzy niech poszuka Palikota - kiedyś na każde skinienie miał las mikrofonów przed sobą. A teraz?
A Prezes będzie czekał na katastorfę, która - o ironio - wcale może się zdarzyć. Pytanie tylko czy "dupnie" się po wyborach parlamentarnych czy jeszcze przed. A wtedy wariant Węgier będzie jak znalazł.
Co jak się nie "dupnie"? Ano - kto gra o dużą stawkę musi ryzykować. Po co walczyć o tzw. centrum, które jest zdaniem Prezesa (i nie tylko) konformistycznym bagnem bez poglądów i pójdzie za silniejszym? Lepiej zwierać szeregi, licząc na rozprężenie w obozie władzy, która to już ponoć "nie ma z kim przegrać" - żeby skorzystać ze zwrotu Wielkiego Mandaryna.
861
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)