Dzisiejszy „Dziennik” donosi, że podczas planowanej na poniedziałek debaty z przedstawicielami związków zawodowych upadłych stoczni, premier może ogłosić wznowienie produkcji statków.
Wszystko zależy od tego, czy wśród chętnych na wystawiony do przetargu majątek znajdą się też firmy gwarantujące ich dalszą budowę oraz czy będą miały najtańszą ofertę oczywiście.
W każdym razie jeszcze przed spotkaniem mają być znane wyniki postępowań w Gdyni i Szczecinie i jeżeli faktycznie wygrają je firmy z branży stoczniowej nastawione na produkcje, rząd odniesie wielki i niekwestionowany sukces.
Mogą wprawdzie pojawić się wtedy głosy, że żadna w tym zasługa obecnej ekipy, ale będą mieć one marginalne znaczenie. Nikt nie odbierze Tuskowi tego zwycięstwa. Zwłaszcza, że opozycyjna retoryka już od dłuższego czasu opierała się na twierdzeniach, że rząd Platformy wręcz sprzedał za bezcen nasze stocznie.
Gdyby więc faktycznie wyszło na to, że w wyniku postępowań przetargowych stocznie w Gdyni i Szczecinie (lub nawet tylko jedna z nich) znalazły inwestora gotowego pozyskać klientów na produkowane tam statki, nie zazdroszczę Prawu i Sprawiedliwości zaistniałej sytuacji.
Po prostu jeżekli można było winić rząd za upadek stoczni, jak najbardziej będzie można też gratulować mu sukcesu wtedy, gdy te się jednak podniosą. Taka jest logika nie tylko politycznego marketingu. Mówiąc inaczej, każdy kij ma po prostu dwa końce.
Dlatego też (patrząc na problem głównie z punktu widzenia naszych polityczno-pijarowych pojedynków) w poniedziałek może rozstrzygnąć się nie tylko przyszłość stoczni oraz wyborów do europarlamentu, ale też to, jaka będzie najbliższa przyszłość opozycji. W przypadku pozytywnego załatwienia sprawy stoczni, okazać się może szybko, że bez nowej grupy niezadowolonych, PiS nie odzyska swojej pozycji.
I chociaż nie brzmi to zbyt optymistycznie i na pewno jest dość mocno uproszczoną wizją polityki, to jednak moim zdaniem polska rzeczywistość medialna jest właśnie taka – króluje program negatywny i każda ze stron przede wszystkim czeka na połknięcie konkurencji - na zasadzie im gorzej, tym lepiej.
Dla mnie dodatkowo smutne jest zwłaszcza to, że sam poddaje się tak łatwo tym tendencjom. Nastrój podczas czytania dzisiejszych, optymistycznych przecież doniesień "Dziennika" pokazał mi bowiem jasno, że wbrew górnolotnym deklaracjom, sam niestety w takich prostych układach i gierkach czuję się najlepiej :(
Komentarze
Pokaż komentarze (27)