Planowany na dzień katolickiego Święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny koncert Madonny Ciccone pokazał wyraźnie jedno – występ akurat tego dnia piosenkarki słynnej nie tylko z powodu teledysku, gdzie roznegliżowana tańczy na tle płonących krzyży oraz całuje czarnoskórego Jezusa, nie obraża uczuć religijnych osób niewierzących.
Nie obraża tak bardzo, że wszelkie wątpliwości, czy aby nieobrażanie to powinno być obowiązującą w Polsce normą, przedstawiane zostają jako bardziej nawet jeszcze idiotyczne i kuriozalne niż na przykład Radia Co-Ma-Ryja (he, he) słuchanie.
W ten sposób, dzięki autentycznemu zaangażowaniu niewierzących wiemy wreszcie, że najlepszymi znawcami tematyki uczuć religijnych są ci, którzy sami tych uczuć raczej nie doświadczają.
Jest to swojego rodzaju kuriozum, które można wytłumaczyć tylko tym, że najprawdopodobniej im bardziej jest się niewierzącym, tym łatwiej można unieść się „nad” i z wyżyn tych obiektywnie ocenić, co katola zacofanego może, a co nie powinno ranić.
Dlatego też cieszmy się wszyscy, bo wychodzi na to, że wystarczy odrobina dobrej woli i zrozumienia dla Sztuki i nie będziemy musieli się obrażać i dostaniemy szansę połączyć się wreszcie ponad religijnymi podziałami.
Oczywiście pod warunkiem, że nikt nie wyskoczy jutro z jakimś głupim tekstem, że Madonna to tandeta i kicz dla plebsu, bo to dopiero byłby wstyd i zacofanie.
Módlmy się zatem wspólnie, żeby w to Święto Muzyki nikomu nie przyszło do głowy tak okrutnie i podle uczucia melomanów pędzących koncert Wspaniałej Artystki ranić.
Komentarze
Pokaż komentarze (13)