Nie jest łatwo być kandydatem na kandydata na prezydenta z ramienia Platformy.
Nie dość, że wysokie standardy etyczno-moralne narzucone przez wykształconą większość naszego głęboko inteligenckiego społeczeństwa mogą pretendentów przyprawiać o drżenie łydek i peszyć, to jeszcze niezależne media dodatkowo podkręcają śrubę chcąc chyba sprawić, by w bratobójczej walce o ten zaszczytny stolec mili nasi zmuszeni byli siły tracić.
Wydaje się, że czuć tutaj echa niedawnych wypowiedzi innego Wybitnego Polityka tej formacji Palikota, który pozwolił sobie nieroztropnie podważyć kompetencje Radosława, zanim jeszcze ten raczy na użytek Bronisława ustąpić. Nie jest to jednak żadne tłumaczenie, bo tak doświadczona i odpowiedzialna dziennikarka powinna mimo wszystko od razu zauważyć niestosowność takich aluzji, nawet jeżeli jest w nich odrobina racji.
Wprawdzie przesadą byłoby posądzanie jej tutaj o złe intencje, to jednak proponując debaty z „pielęgniarkami, lekarzami, nauczycielami, ze studentami, z przedsiębiorcami, z twórcami, naukowcami, z kobietami wychowującymi dzieci itd.” ewidentnie pominęła inne, szalenie ważne dla rozwoju naszej Młodej Demokracji mniejszości. Dlaczego Pan Bronek i Pan Radek nie mieliby się spotkać jeszcze na przykład z przedstawicielami środowisk homo i transseksualnych? Albo zwolennikami legalizacji narkotyków i domów publicznych? Nie jest ciekawe, jak obaj kandydaci zostaliby również przez te środowiska przyjęci? „W których czuliby się lepiej? Z którymi potrafiliby znaleźć wspólny język?” Pytań jest wiele i nie rozumiem, dlaczego Pretendenci do Stolca mieliby się w jakikolwiek sposób ograniczać.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)