Piotr Śmiłowicz w tekście "Niepokojący chaos z Lepperem" napisał: "Źle by się stało, gdyby Andrzej Lepper nie mógł kandydować na prezydenta."
Nie wnikam teraz dlaczego autor tak uważa, bo to mniej istotne. Ważniejsze, że krótki komentarz, który miałem zamiar umieścić pod jego tekstem zamienił mi się w drobną notatkę. Oto jej treść:
> [Piotr Śmiłowicz]
> Źle by się stało, gdyby Andrzej Lepper
> nie mógł kandydować na prezydenta.
Pewnie, jakże uboższa byłaby bez niego nasz młoda demokracja! Cieszmy się i radujmy. Przynajmniej teraz Lepper będzie mógł powiedzieć przed drugą turą, że apeluje do swoich wyborców, by poparli w niej Jarosława Kaczyńskiego. Przypuszczam, że tak się stanie z prostego powodu: może być to dla kontrkandydata Komorowskiego "pocałunek śmierci". Te nędzne kilka procent od szefa Samoobrony będą bowiem niczym wobec niechęci, którą przy odpowiednim wsparciu mediów będą mogli poczuć liczni, jeszcze niezdecydowani wyborcy. I paranoicznie-spiskowo myślę sobie, że właśnie na to pchający Leppera do wyborów liczą mniej lub bardziej skrycie. Czy nie przesadzam, przekonamy się zapewne wkrótce.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)