Przyznaję uczciwie, że spodziewałem się takiego tytułu prędzej czy później. Gaz łupkowy – głupkowy, lotny niczym żarty Bronisława rym sam aż cisnął się na usta. Pozostawało kwestią otwartą tylko to, kto pierwszy takim grepsem poleci. Osobiście stawiałem na Gazetę Wyborczą, ale wygrał Newsweek Polska.
Mniejsza zresztą z tym komu przypadła zaszczytna rola propagatorska.
Ważne, że uruchomiona została propaganda. Dowiemy się z niej, że owszem, gaz łupkowy istnieje i można go wydobywać, ale to tylko teoretycznie. W praktyce bowiem trudno stwierdzić, jakie mamy w Polsce zasoby tego surowca, jak kosztowne byłoby jego wydobycie i generalnie czy w ogóle warto. Zwłaszcza, że to perspektywa nie najbliższego roku czy dwóch, ale lat może nawet dziesięciu. Jednym słowem, drodzy inteligenci, czas się obudzić, sprawa jest jasna. Lepszy wróbel w garści, czyli gaz rosyjski niż gaz z łupków dla głupków. Jednym słowem nie sposób przecenić ogromu przeszkód.
Ironizując upraszczam teraz bardzo oczywiście, ale tak mniej więcej przedstawia się ten „głos rozsądku”. Głos, warto to podkreślić, mający być przeciwwagą do huraoptymizmu, którego nikt chyba nie podziela. Ja przynajmniej nie spotkałem się jakąś szaloną „gazową gorączką” i obietnicami, że już za rok, dwa będziemy mogli uniezależnić się od Rosji.
Owszem, można spotkać się z opinią, że wyniki badań są obiecujące i dokładne zajęcie się tą sprawą powinno być naszym celem strategicznym. Zadaniem długoterminowym, którego nie sposób bagatelizować czy też odkładać na później. Po prostu musimy zainwestoać czas, zasoby i fundusze żeby wiedzieć, na czym stoimy. Nic więcej.
Jest to więc pewne stwierdzenie stanu faktycznego.
Dlaczego więc przeciwstawia się mu tak ciężkiego kalibru działa i armaty? Przecież skutek tego musi być taki, że po pierwsze wszelka dyskusja o możliwościach wydobycia tego surowca będzie bardzo utrudniona, a po drugie opinia publiczna zupełnie się zniechęci i przyjmie gładko i bez szemrania informacje, że wszelkie prace związane z pozyskaniem gazu z łupków zostały odłożone „na święte nigdy”.
Czy więc przypadkiem nie o to właśnie chodzi? Czy celem nie jest aby przygotowanie gruntu pod ewentualne, szybkie i możliwie bezbolesne ukręcenie sprawie głowy?
Jeżeli tak, nie wróży to zbyt dobrze naszej przyszłości. Pewne szanse są, ale bardzo dużo zależy od tego, czy inicjatorzy takiej akcji słusznie czy niesłusznie mają nas za głupków. Zapewne przekonamy się już wkrótce.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)