Nie wiem, czy przed Pałacem Prezydenckim powinien stać krzyż upamiętniający ofiary smoleńskiej tragedii. Nie wykluczam nawet, że dałbym się przekonać do tego, że to nie jest miejsce na takie symbole. Faktem jest jednak, że w tej chwili krzyż znajduje się w tym właśnie miejscu i wokół niego toczą się miej lub bardziej zażarte spory.
Mamy więc z jednej strony "ultrasów", którzy już widzą się nieomal w roli męczenników ginących za wiarę; z drugiej ortodoksyjnych wyznawców ateizmu twierdzących, że to dobry okazja, by całą Polskę od tego symbolu chrześcijaństwa wyzwolić. Pomiędzy tymi biegunami plasuje się jeszcze spora rzesza pomniejszych poglądów i opinii, które jednak również sprowadzają się do prostej alternatywy: tak albo nie dla krzyża w tym miejscu. Cała reszta to tylko wariacje około tematyczne, które niewiele wnoszą do sprawy.
I naprawdę nieważne, co my sami o tym sądzimy.
Nieistotne, czy „My, Obrońcy Krzyża” działamy w imię wyższych racji, a oni nie potrafią i nie chcą tego zrozumieć i docenić; czy też „My, zdroworozsądkowi i racjonalni”, chcemy tylko, żeby wszystko miało swój czas i miejsce, a zwłaszcza żałoba i jej symbole.
Racje te mają znaczenie indywidualne i każdy rozstrzyga je we własnym sumieniu. W całościowym rozrachunku bowiem liczy się tylko to, że specjaliści od praktycznego stosowania zasady „dziel i rządź” mogą odetchnąć z ulgą – pogłoski o „budzącym się demonie polskiego patriotyzmu” były jednak mocno przesadzone.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)