Piotr Stasiński z Gazety Wyborczej słusznie zauważa, że w związku z katastrofą smoleńską możemy obserwować prawdziwy wysyp ekspertów od wypadków lotniczych. „Wuj jest znawcą konstrukcji kokpitu, a kuzyn - fonoskopii. Ojciec czuje psychologię generała, bo kiedyś był w wojsku. Babcia nigdy nie uwierzy ruskim, bo dziadek był na Syberii.” – pisze.
Gdyby tekst kończył się w tym miejscu, moglibyśmy przypuszczać, że autor pije np. do wybitnego dziennikarza śledczego, socjologa z wykształcenia,Jana Osieckiego. Jednak to jeszcze nie jest puenta. Drwiąc z domorosłych speców od awiacji, Piotr Stasiński chciał bowiem pokazać, jak łatwo poderwać jest zaufanie do państwa w kraju, gdzie każdy ma jakieś pretensje do władzy. „Mgła smoleńska je scala i uogólnia.” A przecież – tutaj autor przechodzi już z lekko kpiarskiego tonu na bardziej zasadniczy i mentorski – „Śledztwo nigdy nie da pełnej informacji, bo wszyscy bezpośredni świadkowie nie żyją, więc trzeba mozolnie analizować dowody pośrednie.”
Ubolewa więc, że każdą nową wątpliwość można łatwo zamienić w podejrzenie. Tak zamiast wiedzy rodzi się wiara. Miejsce faktów zajmuje cześć „poległych.” Podejrzenia się kumulują. W tym szumie informacyjnym ginie gdzieś głos rozsądku twierdzących, że „matką wszystkich przyczyn tej tragedii była determinacja, by prezydent nie spóźnił się do Katynia. Kto bowiem tak sądzi, kala jego pamięć uświęconą pochówkiem na Wawelu i uwłacza rodzinom ofiar. Winien milczeć albo przeprosić.”
Powyższe trzy zdania nie są już oczywiście jakimiś tam byle spekulacjami i przypuszczeniami. Co to, to nie. „Matka wszystkich przyczyn jest znana.” Wprawdzie chwilę wcześniej autor twierdził, że „śledztwo nigdy nie da pełnej informacji”, ale tę akurat znamy i bez dochodzenia. Nie potrzebujemy niczego badać by wiedzieć, że u podłoża nieszczęścia leżał ośli upór prezydenta goniącego do Katynia. Kto sądzi inaczej, kala uświęcone opinią zaprzyjaźnionych mediów ustalenia MAK-u i uwłacza inteligencji Milionów PolakówTM. Winien się zamknąć albo… Nie ma „albo”: Ma milczeć. W tym jednym przypadku wiary płynącej z głębokiego przekonania, że właśnie tak musiało być i kropka nie powinna przesłaniać zbytnia dociekliwość lub prosząca się o dowody logika.
Parafrazując więc ostatni akapit cytowanego artykułu można dodać, że chociaż obowiązująca wersja o strachliwych pilotach półgłówkach i prezydencie samobójcy systematycznie zatruwa nasze życie, nie okazała się do końca skuteczna. Podsyca wprawdzie polski kompleks megalomana i bezrefleksyjnego lekkoducha, ale chęci poznania prawdy do końca nie zagłusza. Mimo wszystko jesteśmy trochę mądrzejszym społeczeństwem niż sądzi ta wszechwiedząca i samozwańcza „elita.”



Komentarze
Pokaż komentarze (70)