Z różnych relacji opisujących demonstracje przeciwko ACTA dowiaduję się, że wygwizdywano tam Janusza Palikota. Jest to moim zdaniem jeden z najbardziej optymistycznych akcentów związanych z tym zrywem społecznym. Reakcja ta pozwala mi podejrzewać, że jeżeli nawet rację mieli różni tropiciele spisków dowodzący, że za ruchem anty-ACTA (niejako już tradycyjnie) stały podejrzane indywidua zainteresowane czymś zupełnie odwrotnym niż szkodzenie ekipie cudotwórców Tuska, to ktoś się tam przeliczył.
Wydaje mi się bowiem oczywiste, że gdyby faktycznie protesty te miały być ustawione i pomyślane jako wentyl bezpieczeństwa pozwalający skanalizować narastające niezadowolenie, to kolejną częścią scenariusza musiałoby być przekonanie tłumów do „spontanicznych” okrzyków „Januszu, ratuj!” Tego jednak nie ma. Ludzie gwiżdżą na Palikota, który łasi się do nich udając, że jest apolitycznym mesjaszem.
Okazuje się więc, że wychodzący na ulicę potrafią pomstować nie tylko na wyznaczonego przez media do roli chłopca do bicia Kaczyńskiego, ale też pamiętają, kto jeszcze niedawno pełnił funkcję prominentnego członka świty premiera. Jeżeli więc ktoś wierzył, że demonstracje przeciwko ACTA uda się przeobrazić w ruch poparcia Palikota, chyba będzie musiał zweryfikować swe marzenia.
Co z tego wyniknie i czy jest to zjawisko pozytywne nie wiem. Zbyt wcześnie, być cokolwiek wyrokować. W końcu Palikot nie jest jedynym, który próbuje ugrać coś dla siebie przychlebiając się demonstrującym przeciwko ACTA. Teoretyczne np. PiS lub SLD może się to w jakimś stopniu udać.
Na razie jednak odstawiam na bok spekulacje, co będzie się dalej działo. Prawdopodobnie już za kilka dni wrócimy wyćwiczonego i sprawdzonego w domowym zaciszu biadolenia. Teraz jednak – może naiwnie, na wyrost i krótkowzrocznie – cieszę się, że Palikot dostaje po łapach. Jest to sygnał pozwalający wierzyć, że pomimo sukcesu wyborczego jego partii, ludziom jeszcze tak bardzo nie odbiło, by widzieć w nim alternatywę dla rządów Donalda Wspaniałego.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)