W mordę Jowiszan! Niech to szlag trafi! - Imperator Ghróf zaklął siarczyście poprawiając swoje kręcone, zawijające się niezdarnie za spiczastymi uszami czułki.
-Trzeci raz w tym ziemskim tysiącleciu losuję jakieś śmieszne państewko na obrzeżach cywilizacji! Jak tak dalej pójdzie, to przestanę się w to bawić. Kosmiczna nuda nudą, ale nie można co chwilę dostawać nędznej czterdziestki bez obstawy!
-Wyluzuj. Nie jest najgorzej. Zawsze mogło przypaść ci jakieś afrykańskie plemionko. To jest dopiero dół, gdy próbuje się coś zwojować z walącymi w bęben kolesiami uzbrojonymi w dzidy. Wytłumacz takim, że mają stać się pępkiem planety, jak dla nich pępek to tylko miejsce do wieszania ozdób, a planeta nie jest nawet pływającym po oceanie zółwiem. Albo tacy Francuzi w czasie wojny... - starał się go uspokoić Nadorbitnik Drómer - Tak więc ciągnij i nie marudź, twoja kolej.
Pogodzony z losem Ghróf zamknął oczy i sięgnął wypielęgnowaną dłonią po kartę.
-Krzynówek! – znów poniosły go emocje, gdy zobaczył obrazek widniejący na kartoniku - Kto to w mordę jest Krzynówek!
-Tego nie wie nikt, ale pstrykaj szybko. Już czas - odpowiedział zmęczony biadoleniem kolegi Drómer - Zawsze są szanse, że podniesiesz morale swoich ludzików o kilka punktów. Pamiętasz co się działo, jak niedawno Czarnodziurzec Hichoh dał im dla jaj skoczka? Kręciłem wtedy ich sąsiadami i myślałem, że mnie szlag trafi, bo była zima i nic nie dało się zwojować ichniejszym specem od jeżdżenia bardzo szybko w kółko. A wiesz jacy oni są. Jeżeli nie zajmiesz ich piwskiem i jodłowaniem, zaraz ciągną na wschód. Kosztowało mnie to wtedy sporo punktów. Na szczęście miałem świeży zapas kart z golonką i dodatkowo wyciągnąłem rurociąg, bo było już nerwowo.
No i widzisz! – przerywając swój monolog ucieszył się raczej nieszczerze, bo w końcu była to gra i nie zamierzał przegrywać - Ale ładnie ci się pstryknęło! Remisik i już się cieszą. Ale niech Ci nie będzie za wesoło – to mówiąc sięgnął do kupki, by odkryć swoją kartę. - He he. Mam ich byłego prezia! A to uprawnia mnie do jeszcze jednego ruchu. Odłożę go sobie chwilowo na bok i dam mu przeczekać ze dwie rundki, niech dojrzewa. Na bank coś w tym czasie chlapnie. He, He.
Gra toczyła się w raczej spokojnie. Znudzeni zarządzaniem galaktyką zawodnicy od czasu do czasu rozbijali samoloty, puszczali ulewy, organizowali wybory. Jednym słowem bawili się przednio starając się nie myśleć o prawdziwych obowiązkach. Szanse Imperatora Ghrófa były całkiem spore i miał nadzieję, że tym razem uda mu się utrzymać poziom szczęśliwości swoich ludzików na jako takim poziomie. Miał nawet w zanadrzu kilka sportowych bonusów związanych z odbijaczami przez siatkę i jeżdżaczem szybko w kółko. Nie wiedział jednak, że Czarnodziurzec Hichoh planuje kolejną, tym razem wymierzoną w niego, złośliwą niespodziankę. Nie zauważony przez nikogo wsunął do talii swoją kartę. Niepozorny, wąsaty kartonik z napisem Komorowski czekał na swoją kolejkę…


Komentarze
Pokaż komentarze (1)