Są to postaci złowieszcze i główny bohater nie ma wątpliwości, że jeżeli nie spełni ich poleceń, to będzie skończony.
Dlatego też z bólem serca (ale po prostu dla własnego dobra) zgadza się wykonać ich rozkaz i dostarczyć ładny, acz niedrogi żywopłot.
Scena ta ma magiczno-symboliczny charakter i dobrze wpisuje się w naszą polską rzeczywistość.
Może też być nauczką i przestrogą dla odchodzącej ekipy rządzącej.
Niech ta dla własnego dobra bowiem zapamięta, że kiedy nowi i lepsi czarodzieje mówią "Ni!" i dla potwierdzenia wagi swoich słów nie walą pięścią w stół, a tylko dodają na boczątku "Bo", to bezpieczniej jest się im nie sprzeciwiać.
Szczególnie, że bono znaczy dobro, więc jasnym jest, że ktoś o nazwisku Boni musi być nalepsiejszym fachowcem.
Jak ważnym jest, by tej przestrogi z proroczego filmu o Świętym Graalu nie zlekceważyć, dobrze pokazuje scena dziewiętnasta.
To tam właśnie z ust niedawnych Rycerzy, którzy Mówią Ni! padają słowa: "Psst! Jesteśmy teraz Rycerzami, Którzy Mówią Trelefere Kukuryku Cip-cip-cip.".
Aż strach pomyśleć, kto wejdzie do rządu, gdy wariację na temat tych ich słów dane nam będzie usłyszeć.
Pamięci wspaniałego tłumacza Tomasza Beksińskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze