Tak sobie myślę, że rację ma Stanisław Michalkiewicz pisząc ironicznie: „[…]Są sprawy błahe i sprawy ważne. To, czy Polska będzie miała przemysł stoczniowy i w ogóle – jakikolwiek, a nawet – czy sama będzie istniała – to należy do spraw błahych. Do spraw ważnych, a nawet – najważniejszych należy, kto ile i komu ukradł, czy się podzielił z kim trzeba, czy nie, no i – gdzie schował szmal. […]”
Oczywiście można twierdzić, że publicysta Najwyższego Czasu! i Radia Maryja nie jest tak cool i spoko jak kontrowersyjni w stylu Palikota dziennikarze, tym niemniej coś jest na rzeczy. Podniecamy się jak idioci wiadomościami o nepotyzmie, aferach i aferkach w sam raz na poziomie polityków, których przynajmniej od 1989 roku nieprzerwanie oglądamy, a sprawy naprawdę ważne dzieją się gdzieś obok.
Można wprawdzie spierać się, co faktycznie jest istotne i czy aby przypadkiem uczciwości elit do tej kategorii zaliczać się nie powinno, ale przecież alternatywy specjalnej nie mamy.
Ktokolwiek wierzy, że tych ludzi pcha do polityki coś więcej niż tylko chęć ustawienia się na jakiś czas, a pojęcie racji stanu kojarzy się im ze wszystkim, ale na pewno nie z jakąkolwiek sięgającą dalej niż czubek własnego nosa wizją czy planem?
No właśnie. Jako Polacy złudzeń specjalnych już dawno nie mamy.
Zresztą twierdzenie, że nie jest to w głównej mierze nasze własne osiągnięcie, zasługuje raczej na szczere wyśmianie, a nie na patriotyczno-martylologiczne i żydowsko-masońsko-spiskowe doszukiwanie się przyczyn gdzieś na zewnątrz.
Jasne, że wygodnie jest mieć potężnego wroga gdzieś hen daleko i intonując pod nosem Bogurodzicę właśnie jemu wbijać ozdobione biało-czerwoną flagą i ułańskim czako szpileczki, ale jest to jednak działanie bardzo krótkotrwałe.
Co z tego bowiem, że jest w tym trochę racji, skoro jednak nie tam jest pies pogrzebany? Przecież chodzi głównie o to, że sami tacy właśnie jesteśmy.
Chcemy żeby było ładnie, kolorowo, żeby wiosenny wiatr targał obsypane złotą pszenicą łany i żeby bocian ramie w ramię z orłem bielikiem krążył nad naszymi głowami, a nie stać nas nawet na wyłączenie telewizora i powiedzenie głośno: „Panowie, my wam nie ufamy”.
Widać, że najzwyczajniej w świecie przestało nam zależeć na czymkolwiek więcej niż my sami. Dlatego też nie dziwmy się, że jak zawsze adekwatnych i dostosowanych w stu procentach do własnych oczekiwań i możliwości przywódców mamy.
Tak od dawien dawna było jest i będzie, więc cieszmy się: oni tylko realizują nasze własne plany.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)