Wielu ludzi, jeżeli nawet nie zastanawia się, to przynajmniej jest odrobinę zdziwiona, że z niedawnego bohatera niewybrednych żartów Lech Wałęsa do rangi niekwestowanego autorytetu i symbolu awansował.
Pisałem o tym sam jakiś czas temu w swoim debiucie w "Polis", a dzisiaj postanowiłem temat lekko odświeżyć. W końcu wokół byłego prezydenta tyle się ostatnio dzieje, że przynajmniej w sobotę można coś dodać.
W każdym razie krótko i gwoli uzupełnienia:
Moim zdaniem Wałęsa stał się swojego rodzaju twierdzą, która teoretycznie nie ma specjalnego znaczenia strategicznego, ale w praktyce gwarantuje, że obecna wersja poprzedniego ustroju pozostanie nienaruszona. Jej "zdobycie" oznaczać może wyjście na jaw, że najnowsza historia Polski wcale nie była taka, jak od lat się ją prostaczkom przedstawia i, co chyba ważniejsze, można wreszcie tę niedawną przeszłość swobodnie badać.
Nic więc dziwnego, że Wałęsę bronią jak szalone Autorytety z lewa i "prawa".
W końcu oni ten system dla siebie tworzyli, a tak drastyczna zmiana oznaczać może, że przy następnych wyborach kolejna mutacja SLD czy UW naprawdę może się nie udać. A dzięki mediom byłby to nie tylko „garstki” żywotnie zainteresowanych, ale całego elektoratu medialnego dramat.
Łącząc w ten sposób ponad pozornymi podziałami, Wałęsa może spać spokojnie. Jest o co walczyć, a i funduszy co niemiara. Tak więc poza medialnym szumem w ostatnich dniach niewiele nowego się wydarzy.
Po prostu jeszcze długo portret arcyksięcia Lecha będzie nasze ściany ozdabiać i nikt nie pozwoli sobie by wynosić go na strych. Nawet jeżeli muchy będą starały się go obsrywać.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)