Ambasador marki „Platforma Obywatelska” Janusz Palikot zorganizował wczoraj kolejny happening promocyjny swej partii. Podczas trwania tej uroczystości zaprezentował nawiązujący do słynnej szafy koszyk, który tym razem i dla odmiany pełen był nie ustaw, lecz równie obiecujących „małpek”.
Gdy wszyscy już zapoznali zawartością tego gadżetu, sam poseł pańskim gestem zaprosił do degustacji przypadkowego przedstawiciela elektoratu własnej partii i wtrząchnąwszy osobiście pięćdziesiątkę alkoholowej cieczy od serca odbąknął:
„Albo pan prezydent Lech Kaczyński, zwierzchnik sił zbrojnych, zrezygnuje z pełnionego urzędu i rozpocznie odwyk, leczenie z tej bardzo trudnej choroby, jaką jest alkoholizm, albo przedstawi w ciągu najbliższych kilku dni wiarygodne świadectwo, że nie jest alkoholikiem”.
Na odzew tak zwanych „środowisk inteligenckich” nie trzeba było długo czekać. Już tego samego dnia wieczorem Bohater Dnia był gościem programu TVN24 i miliony Polaków głęboko wierzących, że Polska zasługuje na cud (nie tylko gospodarczy) miały szansę przekonać się naocznie, że podle pomawiany o łamanie prawa wyborczego polityk szczerze troszczy się o nich en masse i Ojczyznę w szczególności.
Tam właśnie, w Studiu Spontanicznego Wspierania Partii Miłości, padły ważkie i jakże potrzebne słowa Palikota:
"Martwię się o Polskę i martwię się o urząd prezydenta.”
W ten sposób wszelkie wątpliwości, czy aby happening ten nie jest tylko kolejną próbą zdyskredytowania prezydenta oraz odwrócenia uwagi społeczeństwa od całkiem prawdopodobnych (kiedyś tam, hen w przyszłości) problemów samego Palikota z wymiarem sprawiedliwości zostały rozwiane. Po takiej deklaracji już tylko ludzie mali, karły moralne i wrodzy wolności słowa antydemokratyczni zamordyści mogliby podnosić tego rodzaju argumenty.
Nie zabrakło wprawdzie głosów przedstawicieli młodej i dynamicznej inteligencji wielkomiejskiej sugerujących, że najistotniejsza w tym wszystkim była mimo wszystko możliwość dokopania znienawidzonemu prezydentowi i ich (tę inteligięcję) to bardzo cieszy, tym niemniej są to uwagi mniej istotne. Najważniejsze, że dzięki odwadze bezkompromisowego idola sympatyków Partii Miłości przerwano wreszcie zmowę milczenia wokół hipotetycznych wprawdzie, ale nie niemożliwych przecież problemów alkoholowych, które targać mogą prezydentem.
Dlatego też po raz kolejny możemy pogratulować sobie i naszym przedstawicielom czujności i mieć nadzieję, że tym razem odpowiednie służby nie wystraszą się jak minister Kudrycka głosów jakichś pseudo i samozwańczych środowisk akademickich i bez zbędnej zwłoki przeprowadzą kontrolę w Pałacu Prezydenckim i ustalą, czy Lech Kaczyński nie popija aby w samotności.
A gdy już wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane, będziemy mogli wreszcie spokojnie zająć się innymi sprawami nurtującymi naszą młodą i dojrzewającą demokrację. Oby tylko nie okazało się wtedy, że z deszczu wpadliśmy pod rynnę.
Co bowiem w sytuacji, gdy prezydent okaże się alkoholikiem, a jego Jedyny Rozsądny Następna prawdopodobnie nadal popalającym trawę narkomanem- zatraceńcem?
Komentarze
Pokaż komentarze (11)