O Wielkiej Polsce każdy Polak marzy
Bez zdrajców głupców i kramarzy...
Kazimierz Józef Węgrzyn
Chociaż jesteśmy już tylko krok od dyktatury, tym razem nie proletariackiej, lecz Obywatelskiej, to jednak mam nadzieję, że jeszcze czekają nas przynajmniej kilka razy wybory.
Pamiętam, chociaż nigdy nie brałem w nich udziału, wybory z czasów PRL, kiedy to wszystko było jasne i proste. Też było kilka ‘partii’, wybieraliśmy też ‘swoich’ przedstawicieli, wybory były też ‘demokratyczne’ i co najważniejsze, frekwencja chyba zawsze wynosiła ok 99. ?? %.
A dzisiaj obrodziło nam we wszelkiego rodzaju ekspertów, znawców, doradców, speców i doktorów, od polityki a przede wszystkim od wyborów, którzy starają się nas na różne sposoby pocieszać i zniechęcać. Np. stwierdzają, że jeśli frekwencja wyborcza wynosi ok 50%, to nie jest wcale tak źle, bo w innych krajach jest jeszcze niższa. A co nas to obchodzi, że w innych krajach jest jeszcze gorzej niż u nas?
Wielu z tych znawców zdecydowało już, że eksperyment z 1-mandatowymi okręgami wyborczymi się nie udał, bo dzięki temu PO zdobyło jeszcze więcej mandatów senatorskich niż w poprzednich wyborach. A może problem leży nie w 1-mandatowych okręgach wyborczych, tylko w tym, że trzeba do takich wyborów dorosnąć?
Myślę, że jest to dobra okazja i pora, aby spokojnie i rzeczowo podyskutować na temat wyborów. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na kilka spraw związanych z wyborami.
Po pierwsze, mówimy, że w wyborach parlamentarnych wybieramy swoich przedstawicieli do Sejmu i Senatu. W tym sformułowaniu mamy co najmniej dwa przekręty.
Weźmy pod uwagę wybory do Sejmu. Przede wszystkim, jeśli wybory są według aktualnie obowiązujących reguł, a więc nie są wyborami w 1-mandatowych okręgach wyborczych, to wybieramy właściwie partię polityczną, której przekazujemy władzę w kraju, a nie swoich przedstawicieli. Przecież kandydatów na posłów wybierają najpierw władze poszczególnych partii. Dopiero z tego grona ‘wybrańców partyjnych’ wybierani są reprezentanci do Sejmu. I to ponownie poprzez pryzmat partyjny. A więc, to są przede wszystkim reprezentanci partii politycznych, a nie nasi reprezentanci. O naszych reprezentantach będziemy mówić dopiero wtedy, gdy my, ‘bez pomocy’ partii politycznych, będziemy zgłaszać swoich kandydatów na posłów.
Powiedzmy, że w danym okręgu wyborczym najwięcej głosów zdobył kandydat niezależny. Ponieważ nie należy on do żadnej z 4 największych partii politycznych, więc nie ma najmniejszych szans na zdobycie mandatu posła.
Sytuacja bylaby zupełnie inna, gdyby wybory do Sejmu odbywały się w 1-mandatowych okręgach wyborczych. Wtedy mandat poselski zdobywa ten, kto zdobył największą liczbę głosów, niezależnie od przynależności partyjnej. W takich wyborach każda partia, czy społeczność wystawia tylko po jednym kandydacie w każdym okręgu wyborczym.
Zdaniem wielu znawców 1-mandatowe okręgi wyborcze nie zdały egzaminu i należy z nich szybko zrezygnować. Tutaj mamy do czynienia z kolejnymi przekrętami.
Pytanie zasadnicze – czemu mają służyć wybory: czy chcemy poprzez wybory przekazywać władzę wybranej partii politycznej, czy chcemy poprzez wybory przekazywać władzę w ręce godnych zaufania obywateli?
Tylko 1-mandatowe okręgi wyborcze umożliwiają nam wybór najlepszych z najlepszych, bo nie ograniczają nam wyborów tylko z grona ‘wybrańców partyjnych’.
Kolejne pytanie – czy chcemy, aby w Polsce rządzili pasożyci, aferzyści, nieroby, ulokowane w poszczególnych partiach politycznych, powiązani dodatkowo więzami partyjnymi, czy chcemy, aby w Polsce rządzili ludzie wolni, prawi, cieszący się zaufaniem społecznym, i służący przede wszystkim dobru Polski i Polaków, a nie interesom partyjnym, często obcym narodowi i państwu polskiemu?
Oczywiście, aby 1-mandatowe okręgi wyborcze spełniły pokładane w nich nadzieje, naród musi wziąć na swoje barki odpowiedzialność za Polskę i Polaków. Czyli ‘odciążyć’ partie polityczne, które nie potrafią interesów państwa i narodu postawić wyżej od prywaty i interesów partyjnych.
Jeśli chcemy, aby ‘nasi ludzie’ rządzili w Polsce, to w poszczególnych okręgach wyborczych musimy zgłaszać naszych kandydatów i musi nas być liczebnie więcej niż naszych przeciwników.
Gdybyśmy w wyborach do Sejmu mieli 1-mandatowe okręgi wyborcze, to nigdy w Sejmie nie znalazłoby się 40 posłów z oddziału p. mgr. Palikota, oczywiście pod warunkiem, że obudziliby się do życia ‘śpiący rycerze’ z armii 51% obywateli, którzy nie brali udziału w ostatnich wyborach parlamentarnych.
Weźmy prosty przykład. Moim okręgiem wyborczym w ostatnich wyborach do Sejmu był okręg nr 19. Na liście PiS-u było 40 kandydatów, z których każdy, moim zdaniem zasługuje na mandat poselski. Ale ja mam tylko 1 głos. Jeśli oddam go na p. Mariusza Kamińskiego, to nie oddam go na p. Jarosława Kaczyńskiego. A chciałbym jeszcze, aby i kilku innych kandydatów z tej listy otrzymało mandat poselski. A jednocześnie chciałbym bardzo, aby w moim okręgu nie zdobyli ani jednego mandatu kandydaci PO. W obecnym systemie jest to utrudnione.
Natomiast, gdyby głosowanie odbywało się w 1-mandatowych okręgach wyborczych, to w każdym okręgu byłby tylko 1 kandydat PiSu, i nikt nie miałby problemów na kogo zagłosować. I wtedy w danym okręgu wygrywa ten, kto zdobywa największą liczbę głosów. Jeśli wygrywa kandydat PiS-u, to automatycznie odpadają i kandydat z PO i kandydat p. mgr. Palikota.
Tak jak wspomniałem wyżej, aby tak się stało wyborców popierających PiS musi być więcej, niż wyborców popierających PO, czy p. mgr. Palikota. Tego systemu nie należy się bać, nie należy od niego uciekać. Trzeba raczej pomyśleć, co robić, aby on jak najlepiej służył Polsce i Polakom, a zapomnieć o interesach swojej partii politycznej. To jest zadanie na dziś i na jutro.
Wniosek jest oczywisty. Jeśli chcemy dokonać istotnych zmian w Polsce, zmian na lepsze, to musimy pobudzić do życia wspomnianych wyżej ‘śpiących rycerzy’ i wprowadzić 1-mandatowe okręgi wyborcze także w wyborach do Sejmu.
Ale to nie jest jedyna nasza nadzieja na lepsze jutro.
Poza granicami kraju przebywa podobno ok. 20 mln Polaków, a ja słyszałem nawet o 30 mln. Wielu z nich to są Polacy z krwi i kości, a w ich sercach i umysłach gra, gdy chodzi o losy Polski i Polaków. Węgrzy potrafili już docenić i uszanować swoich braci mieszkających poza krajem. W wielu krajach rodacy mieszkający poza krajem mają niczym nieskrępowane prawo brania udziału w wyborach w danym kraju. Pora więc, aby i w Polsce uregulować te sprawy. Pora usunąć z naszego życia dyskryminację Polaków mieszkających poza granicami kraju.
Jeśli ktoś nie chce interesować się losem Polski i Polaków, to jego sprawa. Zresztą jak widzimy wielu takich rodaków mamy i w naszym kraju. Ale jeśli ktoś chce współuczestniczyć w życiu swojej Ojczyzny, to niezależnie od tego, czy mieszka w kraju, czy poza jego granicami powinien mieć te same prawa, w tym niczym nieskrępowane prawo udziału w wyborach parlamentarnych, prezydenckich, a nawet i samorządowych.
Jak te sprawy wyglądają na dzień dzisiejszy?
Polak mieszkający poza krajem ma prawo brać udział w wyborach parlamentarnych i prezydenckich tylko wtedy, gdy posiada ważny polski paszport, i gdy przed każdymi wyborami zarejestruje się w odpowiedniej komisji wyborczej. A przecież żyjemy już w XXI wieku i można by raz uznać, że Polak jest Polakiem do śmierci i nie żądać za każdym razem rejestracji i ważnego paszportu. Wystarczyłby tylko dokument ze zdjęciem i adresem, a nawet i to nie byłoby potrzebne, gdyby można było głosować poprzez internet.
Następny problem, to odległości do lokali komsji wyborczych. Często są to setki kilometrów,np. w Kanadzie podobno lokale wyborcze mogą być tylko w siedzibach konsulatów i ambasady polskiej. Ale przecież, znowu, żyjemy już w XXI wieku, więc wybory mogłyby się odbywać poprzez internet. Wiele operacji bankowych przeprowadza się, jak świat długi i szeroki poprzez internet, więc chyba wybory też można zorganizować w ten sposób.
Wybory internetowe mają jeszcze i tę zaletę, że nie bedą już potrzebne tysiące mężów i żon zaufania, bo wystarczy tylko ekipa specjalistów przy centralnym komputerze obsługującym te wybory. Dobre fachowe zabezpieczenie może wyeliminować raz na zawsze wiele możliwości łatwego fałszowania wyników wyborów, np. system informatyczny nie dopuszcza postawienia X w dwóch różnych polach, czy to przy dwóch różnych nazwiskach, czy na dwóch różnych listach.
Wdrażanie tego systemu można rozpocząć od Polonii, bo tu jest największy problem z dotarciem do komisji wyborczych.
Pomysł głosowania korespondencyjnego uważam za metodę średniowieczną i dość uciążliwą oraz umożliwiającą fałszowanie wyborów.
Ale zasadniczym problemem jest zmiana prawa wyborczego tak, aby bez żadnych kłopotów każdy Polak mieszkający poza krajem mógł wziąć udział w wyborach. I aby Polacy mieszkający poza krajem mieli swoich przedstawicieli w Sejmie i w Senacie. Zauważmy, że aktualnie mniejszość niemiecka w Polsce, licząca ok 150 tys., ma swoich przedstawicieli w Sejmie. Natomiast 20 mln Polaków mieszkających poza krajem nie ma żadnego przedstawiciela ani w Sejmie, ani w Senacie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)