Możnaby nawet zacząć od lojalnej Julii, ale to właśnie zbitka >lojalna Jola< była kiedyś testem na zdolność szybkiego powtarzania tego zwrotu, bez przekręcania wyrazów. Podobnie jak wyliczanka: ząb-zupa zębowa, dąb-zupa dębowa. Jeśli ktoś nie zna - polecam głośne powtarzanie przy stałe rosnącej szybkości.
W rzeczy samej posłanka Julia też jest na czasie po swoim występie u Morozowskiego. Jak zwykle najmądrzejsza i wszystkowiedząca. Jednak tematem notki jest lojalność, w ostatnich dniach odmieniana przez (Gowina) przypadki. Zaczynając od Premiera, który o lojalności wypowiada się aż z Brukseli. A mówi tak zdecydowanie, że aż w Polsce pada strach na "winnych" sprzeniewierzenia się lojalności wobec wodza..
A ja słucham i znowu niczego nie rozumiem. Premier oczekuje lojalności, Halicki oczekuje lojalności, Julia oczekuje lojalności...
A co do licha oznacza słowo lojalność dla tych ludzi? Czyżby znowu prowadzili zabieg zmiany znaczenia, jednoznacznego dla wszystkich określenia? Gdzie kończy się lojalność a zaczyna uczciwość?
Czy Gowin powinien być "lojalny" i nie mówić, że projekty są niezgodne z konstytucją? Czy może powinien powiedzieć, że są zgodne? Jakiej "lojalności" oczekuje od Niego partia? Czy nie nadszedł już czas na zadanie skrajnych pytań: czy w tym rządzie, czy w Platformie Obywatelskiej, oczekiwana jest lojalność na miarę mafijną? Czy jedynie (jeszcze) jest to oczekiwanie charakterystyczne dla światka przestępczego, "pójścia w zaparte"?
Zapowiadane jest ponowne składanie (odrzuconych) projektów ustaw o związkach partnerskich. Przegrani odgrażają się, że "załatwią" sprawę już na najbliższym posiedzeniu Sejmu. A ja znowu nie rozumiem. Podobno ponowne rozpatrywanie tego samego projektu ustawy jest możliwe nie wcześniej niż pół roku od ostatniego głosowania...?
Ale może i to już zmienili?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)