0 obserwujących
2 notki
2768 odsłon
1613 odsłon

jak spotkałem Otto Poppera

Wykop Skomentuj6

 Kilka razy przebywał na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym, jako terapię zastosowano cofnięcie się chorego we wspomnieniach do czasów dzieciństwa i spisanie wszystkiego w formie literackiej. Taka kuracja przyniosła pożądany skutek, Ota czuł się lepiej, jednak na zakończenie drugiej części opowiadań dopisał krótki epilog, po skończeniu którego, nastąpił całkowity nawrót choroby. Jego  opowiadania autobiograficzne Śmierć pięknych saren” i „Jak spotkałem się z rybami” to właśnie wynik tearapii jaką zalecili choremu psychiatrzy.

 Zmarł przedwcześnie w wieku 43 lat na zawał serca. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w Pradze - Strasnice obok ojca. W 2002 r. w miejscowości Bustehrad (tam w czasie wojny Ota Pavel przebywał z matką) otwarto muzeum poświęcone życiu i twórczości pisarza.

 Ota  napisał swoje wspomnienia w sposób lekki, bez niepotrzebnego mędrkowania. Tak jakby opowiadał nam swoje wspomnienia z dawnych lat kompan w karczmie, przy znakomitym czeskim piwie. W takim  biesiadnym stylu autor opowiada historię swojego dzieciństwa, swojej rodziny.

 Ojciec to człowiek prosty i  przedsiębiorczy, który sukces ma wciąż na wyciągnięcie ręki, ale zły los co jakiś czas krzyżuje plany. Mimo to uczy swoje dzieci hardości i traktowania wszystkiego z lekkim przymrużeniem oka. To domorosły filozof, który na temat życia ma do powiedzenia ważne i ciekawe rzeczy. Odważny i dumny człowiek, który tajniaków z gestapo, obserwujących go przed domem jak odgarnia śnieg i żartujących, że pierwszy raz widzą jak Żyd coś robi, wita ich slowami  "A wy wyglądacie panowie jak cała gmina żydowska razem wzięta".

 Kocham Czechów nie tylko za najlepsze piwowarstwo na świecie, ale przede wszystkim za to, że potrafią mówić nawet o rzeczach najtrudniejszych  z przymrużonym okiem. Ota robi to po mistrzowsku, bo pisze "Chłopcy napychali się na przyszłe lata, aby przeżyć Terezin, Oświęcim, Mauthausen i marsze śmierci  i wszystkie te wspaniałe rzeczy, jakie Niemcy im zgotowali.  Tak napisać o tej ludzkiej gehennie mógł tylko ktoś wychowany  na Szwejku.  A w epilogu, przypominając sobie moment szaleństwa w Innsbrucku "Czasem nawet to było przyjemne. Pięknie jest być błogosławiącym Chrystusem. Najgorzej, gdy za pomocą proszków doprowadzają człowieka do stanu, w którym zdaje sobie sprawę, że jest wariatem. Oczy zasnuwa smutek, człowiek już wie, że nie jest Chrystusem, ale biedakiem bez zdrowych zmysłów, które sprawiają, że człowiek staje się człowiekiem".

 Druga część pt. "Jak spotkałem się z rybami"  to głównie wspomnienia z wypraw wędkarskich. Opisy myśliwego, który traktuje swoją ofiarę z należną jej godnością, choć to tylko ryba. Widać w każdym zdaniu, jak odziedziczył po ojcu miłość do przyrody, a zwłaszcza do rzeki Berounki i do ryb, które w niej pływają.

 Jak pisałem na wstępie, Mariusz Szczygieł uważa tę niewielką książkę złożoną z kilku opowiadań, za lekturę antydepresyjaną.  Szczerze mówiąc, sam nie wiem czy tak jest, wiem natomiast, że cały jej czar polega zapewne na tym, że prosta narracja  i ciekawa treść tych wspomnień może zarazić miłością do literatury  osoby, które do tej pory stroniły od książek. Dochodzi do tego, to co napisałem wcześniej, autor patrzy na świat optymistycznie pomimo, że zaznał na własnej skórze co znaczy pogarda. Szkoda, że Jego serce nie było twardsze, a psychika mocniejsza, ale w końcu to był tylko człowiek

  Mam nadzieję, że tymi zdawkowymi opisami mojej fascynacji autorem i jego dziełem, także Was zachęcę do zapoznania się z Jego twórczością.
pozdrawiam, ehad
Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale