To nie moja wina, że od dwóch dni nie zaglądałam do lodówki. Radio, telewizja, Internet - wszystko do granic przyzwoitości zapchane Donaldem Tuskiem!
Zaczęło się od trzęsienia ziemi, czyli od informacji, że Tusk jest jedynym kandydatem na stanowisko "prezydenta" UE. Potem napięcie stale rosło, by po wyborze, który - zważywszy na liczbę pretendentów - bynajmniej nie był niespodziewany, wręcz eksplodować propagandą sukcesu i zachwytem dla boskich przymiotów premiera. (Nie lubię, gdy rzuca mi się ściemą między oczy, ale spoko! Używać grubych słów z powodu ściemy, nie mam zamiaru. Będąc osobą wychowaną, znam tezaurusa i umiem z niego korzystać).
Tusk dopiął swego. Nie mógł pilnować żyrandola w Polsce, więc rozsiądzie się pod żyrandolem w Brukseli. Jeden niekwestionowany sukces już odniósł - na pewno nie jest tak nieprzystojny, jak jego poprzednik.Co ma z tym wspólnego lodówka? Pamiętam - mimo że byłam dzieckiem - obchody setnej rocznicy urodzin Lenina. Jego z tej okazji też wszędzie było pełno. Ludzie nie zaglądali wtedy do lodówki, ponieważ bali się, że i tam natkną się na wodza rewolucji.
Na-na-na-na, na-na-na-na, hej, he-ej, good bye!


Komentarze
Pokaż komentarze (170)