8 obserwujących
87 notek
50k odsłon
  680   0

Elita, czyli troszkę śmieszno i troszkę straszno

Wiadomo, że każde państwo ma swoje tajne służby, które na całym świecie, zgodnie z wolą i na miarę ambicji rządzących, bawią się w jakiś tam lokalny Homeland. Bóg zechciał, że przyszło żyć w państwie miękkiego totalitaryzmu rządzonego nieformalnie, ale za to niepewnie chomiczą rączką, przez zaniedbanego higienicznie i zdrowotnie dziadunia z drugiego rzędu dawnych opozycjonistów, ale za to pierwszego sortu dzisiejszych patriotów. Łaskawy dziadunio pozwala na zabawy z bronią witeziom, którym nie wystarcza kariera w MMA i łamanie nosów opieszałym dłużnikom. Daje im szansę na legalny udział w rozróbach, a zwykły człowiek, na tym ogarniętym przez zarazę łez padole ani przez chwilę nie wątpi, chociaż ni cholery nie ma pojęcia, że nad jego bezpieczeństwem czuwa i czai się na wroga, elitarny BOA, BOA dusiciel (bynajmniej nie tęczowy), taki, co to jest sprytny i niewidzialny jak szpieg z krainy deszczowców, silny, że nikt nawet nie jęknie, a wyrozumiały jak Duda dla Kamińskiego. Jest jak kapitan Żbik, łapie złodziei i włamywaczy, pomaga dzieciom i chorej klaczy, leczy staruszki, karmi gołąbki, komu potrzeba wybija ząbki. Z jednym wyjątkiem, ten BOA jest nasz, narodowy, na własnej krwi wyhodowany, katolik, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Służy!

I wszystko byłoby git, i nie byłoby niczego, gdyby nie te wściekłe baby. Wcześniej i podczas Święta Palonej Tęczy przychylnie dały zielone światło na obtłukiwanie półprzytomnych, zmroczonych alkoholem, wzmożeniem ideologicznym i nadprodukcją kortyzolu kiboli i oczkowanie przez BOAterów uczestników marszów, szumiących nie na temat. Aż przyszedł ten dzień ...

Najpierw Włodek Ciejka, słynny neomarksista, antyobywatel, aborcjofil i zdrajca narodu zaczepił jakieś dzieci dzieci do nagonki, podpierające mury i szelmowskim pytaniem:

- Panowie, co zamierzacie zrobić, jakie macie polecenia? -zdekonspirował znienacka  całe towarzystwo. - Warto ludzi uprzedzić, czy wy będziecie z pałami na nich szli?

- My sobie tu stoimy tylko tutaj - wybąkał jeden BOA i razem z kolegami odwrócił się do dziennikarza wytartą częścią dżinsu.

Wyoutowany czy nie, bohaterską robotę musi odwalić, gdyż ulotny opar niemieckiej antify ukrył się w wirusowej chmurze nad demonstrantami.

Już był w ogródku, już tarmosił gęsiora z wielobarwną flagą, już oczami wyobraźni widział pewną rękę małżonki przyszywającą do galowego munduru beretkę złotej oznaki "Za zasługi dla policji", już z triumfem w marsowym spojrzeniu powiódł po gawiedzi, złakniony wdzięcznego aplauzu, gdy wtem nagle gromkie "WYPIERDALAĆ!" jak wicher, wirowatym dechem, wbiło mu się w uszy  i podwoiło echem. Cóż było robić, młodszy aspirant w beżowym tużurku z postawionym kołnierzem ani pisnął. Odwrócił się i z charakterystycznym hienim przygarbem, cechującym osobnika często bitego w dzieciństwie, próbował dołączyć do swoich. Odsłonił plecy i wyciągnął batona. No, to nie był jego najszczęśliwszy dzień. Koledzy, nieprzygotowani na występ w teatrze hańby, nie asekurowali dupy. Wykorzystał to jakiś fotograf, skoczył od tyłu na tużurek i pociągnął aspiranta za pałkę.

"W tym przypadku nastąpiła próba wyrwania pałki" zagrzmi wieczorem policyjny twitter, a ważniacy oświadczą jeszcze, że  wiadomy  Czarzasty spowodował, że "funkcjonariusz doznał poważnego urazu nogi, wymagał pomocy lekarskiej i założenia gipsu"

I tu niech skończą się żarty.

Użycie teleskopowej pałki w tym przypadku mogło, a nawet powinno zakończyć się zgruchotaniem czaszki i rozbryzganiem mózgu fotografa. Uderzanie w taką furią w głowę przez policjanta jest dopuszczalne w jednym przypadku - gdy zagrożone jest życie i zdrowie funkcjonariusza.

Wielu z nas wie, jak może zareagować ktoś, kto uważa się za szlachetnego herosa i półboga mogącego wszystko, i nagle dowiaduje się, że dziesiątki ludzi mają na ten temat inny pogląd. Przerabialiśmy to w osiemdziesiątym pierwszym. Bynajmniej, nie było to działanie w obronie własnej. Człowiek, który bił, był pewny siebie. Świadczy o tym jego sylwetka i zachowanie tuż przed użyciem pałki. On miał świadomość, że ma przed sobą kobiety, jakiś gejów i fotografów. Nie bał się ich, był ewidentnie wkurwiony, a jego zachowanie każdy średnio wykształcony psycholog skojarzy z impulsywną energią gniewu, cechującą osoby trwale sfrustrowane. Również sfera somatyczna - wspomniany wyżej kibolski przygarb - bloki mięśniowe szyi i napięcia wokół oczu (wyraźnie widziane na filmie Włodka) nieudolnie maskowane maseczką i postawionym kołnierzem, świadczą o tym, że tego człowieka tam nie powinno być. Pomimo tego był. Ktoś mu na to pozwolił, a wieść z kręgów policyjnych niesie, że gość ma problemy z psychiką ...

Pytania (niestety - jak mniemam - retoryczne). Czy dowództwo BOA ma świadomość, że w jego oddziałach pracuje taki niezrównoważony emocjonalnie typ? Jaką możemy my, biedne szaraczki, mieć pewność, że to jest tylko jeden przypadek na cały oddział?

Zdekonspirowani, zagubieni, ośmieszeni, nieporadni, poniżeni, agresywni.

Policja się broni w sposób taki, jaki widzimy, ale czy znajdzie się chociaż jeden sprawiedliwy koleś z tego nieszczęsnego Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji, który powie, że jest mu po ludzku wstyd za całe to zajście?




 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale